• Odrażające, brudne, złe... recenzje klasyków klasy B

  • Harry Potter, pieczone kartofle i wyznania z Komnaty Tajemnic - przeczytaj relację z podróży naszej agentki!

  • Zabierz książkę #NaKawe! Nasza instaakcja ma nowego partnera

sobota, 22 lutego 2014

POCIĄGI POD SPECJALNYM NADZOREM / POSTRZYŻYNY - BOHUMIŁ HRABAL



Okładka w moim ulubionym kolorze. Pociągi wywołują u mnie wysypkę, a fryzjerom nie ufam. Czemu więc sięgnęłam po tę książkę? Ano dlatego, że jeśli ktoś ma na nazwisko Hrabal, pochodzi z Czech, a jego książka jest różowa, to nie ma bata - to musi być coś ciekawego. A w najgorszym razie zabawnego.

Książka skład się z dwóch dłuższych opowiadań z okładki. Nie ukrywam, że to już mnie na wstępnie lekko zdemotywowało, bo nie przepadam za opowiadaniami. No ale w końcu słodki kolor pyszniutkich landrynek przekonał mnie do siebie. Zawsze byłam łasa na słodycze. Zacznę od pierwszego opowiadania, bo nie ma za bardzo nad czym dywagować.

Być może powyższa ocena jest zbyt surowa. "Pociągi pod specjalnym nadzorem" to niegłupia historia, z przesłaniem, podana zgrabnie i z poczuciem humoru. Chyba jednak za dużo u mnie w rodzinie kolejarzy, bo jakoś tematyka mi nie podpasowała i wszytko z miejsca znalazło się już na przegranej pozycji. Doceniam jednak głębsze przemyślenia autora. Gdyby rzecz działa się nie w Czeskich Kolejach Państwowych, a powiedzmy, w Czeskich Zakładach Obróbki Skrawaniem pewnie więcej wyniosłabym z lektury. Niemniej jednak pomysł z przybijaniem wszystkich dostępnych pieczątek na odpowiednich rozmiarów tyłku telegrafistki wpisałam sobie na listę "zrobić przed 40". Po czterdziestce będzie już tylko trudniej... ;) No i gdzie ja teraz znajdę telegraf....

"Postrzyżyny" natomiast okazały się być strzałem w dziesiątkę. Miejsce akcji zupełnie inne niż to w poprzednim opowiadaniu. Sto razy lepsze, bo swojskie. Mała miejscowość zabita dechami. Same poczciwe gęby dookoła. I z pozoru przyziemne, błahe problemy tychże. Ale jak dobrze wiemy, pozory mogą mylić. "Postrzyżyny" składają się z pomniejszych opowiadań-historyjek, które łączy ta sama postać główna - przepiękna dziewucha o włosach, które do dzisiaj śnią mi się po nocach. Dość powiedzieć, że gdy jechała rowerem trzeba było je trzymać, aby nie wkręciły się w szprychy. Marzenie po prostu!! 

Przejdę czym prędzej do rzeczy, bo włosy to mój mały bzik... Kiedy czytamy kolejne historyjki z życia pięknej kobiety i jej męża myślimy sobie: "Ten to umie pisać o niczym!" Dopiero, kiedy opowieść dobiega końca, a my próbujemy ją sobie jakoś ułożyć w głowie okazuje się, że Hrabal przemycił do naszej głowy mnóstwo wartości. Niezły byłby z niego kieszonkowiec, bo nawet nie zauważyłam, kiedy to zrobił. Miłość, przyjaźń z samym sobą, małe rzeczy przynoszące wielką radość. To tylko niektóre smaczki prosto z bogatej czekolady z bakaliami, którą częstuje nas Hrabal. Oj, jak ja lubię słodkie!

Język przystępny, aczkolwiek wymagający pewnej dozy skupienia. Interlinia i czcionka w sam raz, kolejne wyrazy same wskakują do oczu. Tylko trochę wstyd wyciągać toto w tramwaju... Takiego gargamelstwa dawno nie widziałam.


Podsumowanie: Porucznik z aspiracjami **** i 1/2
Oprawa graficzna: to chyba jasne?

sobota, 15 lutego 2014

Najciekawsze pary zupełnie subiektywnie

Uczucia, te piękne i te, które z siłą tornado niszczą wszystko dokoła, to konieczne spoiwo każdej dobrze napisanej historii. Tą walentynkową porą naszła mnie refleksja - są książki, które zostały w mojej pamięci głównie dzięki parze głównych bohaterów. Niniejsza topka może zawierać spoilery, dlatego zaleca się pewną ostrożność w czytaniu.  

8. Ania i Gilbert

Początek znajomości nie wróży nic dobrego. On ją nazywa "Marchewką" ze względu na kolor włosów, ona go częstuje tabliczką w łeb i nie jest to tabliczka czekolady. Niestety, historia Ani i Gilberta jest nudna jak flaki z olejem od momentu, gdy wszystko zaczyna się toczyć w stronę happy endu. 



7. Katarzyna i Heathcliff

Ona ze starego angielskiego rodu, on zagubiony cygański chłopiec. Ona popełnia małżeństwo z rozsądku, on postanawia się zemścić. Mąci pozorny spokój i szczęście swojej ukochanej, a ta później nawiedza go jako duch. Żeby długo nie opowiadać, podobno do dziś we dwójkę straszą na tytułowych Wichrowych Wzgórzach.


Chciałam napisać Yennefer, ale Geralt włazi do łóżka każdej napotkanej czarownicy. W sumie, nie dziwię się, chłop ciężko pracuje na chleb, nadstawia kark, a one by się tylko mizdrzyły. Ale w przypadku Yenn było chyba coś więcej. Podobno Geralt był mężczyzną jej życia. Podobno ona była jego największą miłością. 


Co to za uczucie! Miłość, która staje się siłą sprawczą. Mafia, pieniądze, pałac nad jeziorem. A wszystko dla niej. Szkoda tylko, że to zła kobieta była. 

4. Jamie i Cersei

Robi się coraz ciekawiej, prawda? Dla George'a R.R. Martina nie ma tematów tabu. Brat i siostra, piękni, bogaci, złotowłosi. Ona - żona barczystego i rubasznego króla Westeros, on - najbardziej znany w całym królestwie rycerz. Sex, wine, rock'n'roll. I walka o władzę.




Jedna z najbardziej fascynujących historii, jakie czytałam. Ona jako dziecko jest świadkiem niezwykłego powrotu Judy do żywych - zostaje wyłuskany z trzewi martwego wieloryba i przez jej babkę przywrócony do świata żywych. Jest nim zafascynowana - dziwny stwór mało podobny do człowieka. To z nim zwiąże swoje życie, choć nie z własnej woli.

2. Holmes i Watson 

Przyjaźń czy kochanie? Oto jest pytanie! Choć filmowy Watson nieustannie próbuje udowadniać, że gejem nie jest, to wydaje mi się, że Conan Doyle żeniąc doktora z niewiastą próbował po prostu wybrnąć z niezręcznej sytuacji, w jakiej go sam postawił. Holmes i Watson są jak dwie połówki jabłka i, szczerze mówiąc, nie miałabym nic przeciwko, gdyby jednak była to i przyjaźń i kochanie.



1. Scarlett i Rhett

Ona silna kobieta, przezwycięża największe trudności, łamie przyjęte konwenanse, ale zawsze pozostaje sobą. On nie cieszy się najlepszą opinią, cyniczny, trzyma wszystkich na dystans. Spotykają się w sytuacji, gdy ona zostaje odtrącona przez swoją pierwszą miłość. Bawi go i fascynuje jej żywiołowość, która wygląda wyjątkowo jaskrawo na tle znudzonej społeczności bogatych południowców. Potem spotykają się jeszcze wielokrotnie, ona tymczasem dwa razy wychodzi za mąż, ale nie znajduje tej prawdziwej miłości. 
Ich uczucie jest płomienne, niszczycielskie, pełne wzlotów i upadków. Ale właśnie to czyni tę parę wyjątkową. Miliony czytelniczek kocha i przeżywa trudne chwile razem z nimi. Zdecydowanie numer jeden wszechczasów.



poniedziałek, 10 lutego 2014

(nie)Tylko przelotne miłostki

W uczuciach jestem niestała. Skaczę z kwiatka na kwiatek - tak chyba mówią. Nie obce mi są też skrajne nastroje - od uwielbienia w mig przechodzę do nienawiści, rzucam przekleństwami i załamuję ręce. Zdarza się, że z rana spędzam upojne chwile z ponętną blondynką, a wieczór należy do tajemniczego bruneta. A kiedy mi się znudzą, wyruszam na łowy.

Wbrew pozorom, jestem zwykłą dziewczyną i mam całkiem dobrze poukładane w głowie. A moja niestałość uczuć wynika głównie z tego, że tak szybko się kończą. Książki, bo to w ich bohaterach się kocham, z nimi śmieję się i płaczę, podróżuję, marzę. Zawsze jednak nadchodzi ten moment, gdy przekładam ostatnią stronę i muszę ruszyć dalej. Znaleźć nowy obiekt pożądania, dać się uwieść nowej historii.

Moja pierwsza miłość, pamiętam to bardzo dokładnie, zabrała mnie w podróż do krajów, o których mi się nie śniło. Mieszkałam wśród tubylców, uczyłam się tolerancji, rozbudzałam w sobie ciekawość świata. Smakowałam ten literacki świat z taką zachłannością, że „jeszcze tylko jeden rozdział” kończył się o świcie. Zostało mi to do dziś, tylko noce się stają jakby krótsze.

Każde literackie uniesienie zostawia ślad w moim sercu. Niektóre historie chowam głęboko w najciemniejszym zakamarku, bo nasz związek był burzliwy, a rozstanie bolesne. Inne lubię mieć tuż pod ręką, bo niekiedy ratują mnie z opresji, podpowiadają, radują. Czasami, oczywiście, zdarzają się fatalne pomyłki. Za ładną okładką kryją się puste słowa, nic nie iskrzy, nuda. Takie porzucam bez wyrzutów sumienia i nigdy nie wracam.

Miłość do książek, do literatury, przychodzi znienacka. Miej serce i umysł otwarte, bo wystarczy jedno imię, kilka słów, żeby zapomnieć o całym bożym świecie. A gdy to nastąpi - poddaj się chwili.


tekst: Ana Matusevic
foto: Agnieszka Werecha
Felieton ukazał się w walentynkowym numerze Mammazine
Magazyn jest do pobrania TUTAJ >> 

piątek, 7 lutego 2014

A NIECH TO ŻÓŁWIE TASMANA! (1916) - JACK LONDON

Wydawnictwo Literackie, 1980
Czasami człowiek gubi swoją drogę. Kręci się w kółko, szuka, ale nie wie co zgubił. Stara się z całych sił, ale jest nieszczęśliwy. Jeżeli kiedykolwiek wpadnę w pułapkę poczucia bezsensowności, sięgnę ponownie po tę książkę. Będę ją przechowywać w sejfie, w teczce z dokumentami, a w środku będzie leżała stówka na bilet. W jedną stronę, w zasadzie dokądkolwiek. Bo życie zaczyna się krok od strefy komfortu. 

Jack London nie wymaga specjalnej prezentacji. Opowiadanie "A niech to żółwie Tasmana!" napisał tuż przed śmiercią i z losu bohaterów historii wnioskuję, że nigdy nie żałował swoich wyborów. Był awanturnikiem, kłusownikiem, korespondentem wojennym, szmuglownikiem, zwykłym włóczykijem, poszukiwaczem złota. Dla niego świat zawsze stał otworem, rzucał się w wir przygód, bywał bez grosza przy duszy. I jeżeli mam się doszukiwać wątków autobiograficznych (a w swojej twórczości często po nie sięgał), to o sobie napisał "(...) żył jak król. Żył!".

Myślę, że w dzisiejszych czasach wszechobecnego materializmu coraz częściej będziemy stawać przed dylematem "być" a "mieć". Być może święty spokój i pewność jutra dla wielu z nas jest najważniejsza, ale jestem pewna, że część obudzi się kiedyś i stwierdzi, że nie ma wspomnień, które mogłyby zainspirować kolejne pokolenie. 

Nie wiem, czy London to odpowiedni pisarz dla młodzieży. Kontestuje porządek społeczny, zmusza spojrzeć krytycznym okiem na swoje życie. Woła - miej marzenia, podążaj za nimi i nie odkładaj swojej podróży ani o jeden dzień! Za pieniądze nie kupisz prawdziwych przyjaciół, bo tych poznaje się w najmniej spodziewanym miejscu, w najmniej przyjemnych okolicznościach. I, niestety, stawia przed wyborem, bo London nie uznaje półśrodków.

Za to go uwielbiam. Tą małą książeczką przeniósł mnie lata wstecz, wytknął palcem te wszystkie razy, gdy odkładałam bycie sobą na później. Gdy rezygnowałam z marzeń. "A niech to żółwie Tasmana" jest manifestem wszystkich żądnych życia.






środa, 5 lutego 2014

Filmowe księgarnie, które uwielbiam

Miejsce, w którym czas przestaje istnieć. Jakby sama obecność książek przenosiła cię do innego wymiaru - coś w tym musi być, prawda? A kiedy księgarnia pojawia się w filmie, to przyklejam się do monitora próbując odczytać tytuły z okładek. Słodkie flirty, miłe spotkania i niezapomniany klimat. Oto filmowe księgarnie, które najbardziej zapadły mi w pamięć.

Notting Hill. Bo Will prowadzi księgarnię podróżniczą. Która podobno istnieje naprawdę (zbadam podczas najbliższej wyprawy do Londynu). Facet, który posiada własną księgarnię ma od razu +10 do uroku osobistego. Drobny minus za prawdopodobnie niskie zarobki, ale miłość jest ślepa. Szczególnie ta do książek.


When Harry met Sally. Autorka scenariusza to Nora Ephron, a filmy jej wychodziły znacznie lepiej niż książki. Harry i Sally spotykają się po latach. Kto wie, jakby się potoczyła historia, gdyby nie księgarnia.

  
The Sorcerer's Apprentice. Nie pamiętam dokładnie, czy czarownik, którego grał Nicolas Cage prowadził księgarnię, czy posiadał ogromną biblioteczkę domową. Faktem jest, że jego mieszkanie było prawdziwym gabinetem osobliwości i książek tam nie brakowało. Swoją drogą - czytać książki w świetle świec, kiedy się buduje skomplikowane ustrojstwa napędzane magią? 


Skoro już jesteśmy przy czarownikach... Harry Potter. Księgarnia w wiadomym Zaułku, w której można znaleźć niezbędne podręczniki do studiów w Hoghwarcie. To tutaj większość uczniów zaopatruje się w książki. Flourish and Blotts Bookseller - tak się nazywa w oryginale. 


The Big Sleep. Moja księgarniana scena number one. Humphrey Bogart wpada do przypadkowej księgarni, gdzie spotyka, co tu dużo mówić, bardzo chętną Dorothy Malone. Nie wiem tylko, czy to Bogart na niej zrobił takie wrażenie, czy jego obeznanie w białych krukach? ;) Zresztą, oceńcie sami.


Przypominacie jeszcze jakieś urocze filmowe księgarnie?