• Odrażające, brudne, złe... recenzje klasyków klasy B

  • Harry Potter, pieczone kartofle i wyznania z Komnaty Tajemnic - przeczytaj relację z podróży naszej agentki!

  • Zabierz książkę #NaKawe! Nasza instaakcja ma nowego partnera

niedziela, 27 października 2013

STARA SŁABONIOWA I SPIEKŁADUCHY (2013)- JOANNA ŁAŃCUCKA




Nastały takie czasy, co to starym ludziom zmarszczki na twarzy prostujo. Dziewuchy młode tak się tera ubierajo, że nie wiesz, czy to spodnie so, czy w samych gaciach po wsi latajo. A i figury majo jakieś takie zmarniałe... Nie to co kiedyś - i cycate, i dupiaste były, aż miło popatrzeć. Chłopaki też jakieś takie inne sie zrobiły, nieruchawe... W piłkie to już nikt tera nie kopie. Tylko siedzo w tych hynternetach i żony szukajo. Ale chiba słabo im to idzie, bo nie żenio sie tak jak kiedyś... A może być i tak, że to przez te dupki chudziutkie jak połówki orzecha...  Gnaty to dla psa dobre so, a nie dla zdrowego chłopa. A już najgorzej, że ludzie w naukie wierzo i jak temu koniowi klapki na oczy wzajemnie se pozakładali. Ziołów to już nikt nie zbiera. Kikimory, strzygi, a nawet sam czort to dla nich jeno bajki. Oj, pożałujo oni jak stare poumierajo, pożałujo....

Na takie książki czekam. Czysta słowiańska proza, wypełniona naszymi polskimi upiorami i innymi wiedźmami. Zdecydowanie na sklepowych półkach powinno pojawić się więcej takich pozycji jak ta. Stara Słaboniowa jest naprawdę stara. Nikt, włącznie z nią samą, nie wie ile ma lat. Ale za to wie, które zioła są dobre na sraczkę a które na "głowy bolenie". Wie też inne ciekawe rzeczy, których niestety nikt nie chce słuchać. Do czasu.

Nigdy nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego w szkołach na każdym etapie edukacji studiujemy np. mitologię grecką, a o bogach słowiańskich jedynie wspominamy na jednej lekcji. W najlepszym wypadku. Nie spotkałam się jeszcze, żeby ktokolwiek miał w spisie lektur np. "Starą baśń" czy polskie legendy. Uwielbiam mity greckie, ale boli mnie to, że przeciętny uczeń nie ma możliwości poznania swoich korzeni. No chyba, że należy do tzw. "grzebaczy" i dowie się wszystkiego sam. A co się okazuje, kiedy już pogrzebiemy? Że to wszystko jest z jakiegoś powodu bliskie naszemu sercu. Że chłoniemy każdym porem naszego ciała. Że nareszcie czujemy: jesteśmy w domu.

"Starą Słaboniową" pokochałam od pierwszej strony. Żywy, swojski język to zdecydowanie jej największa zaleta. Do tego naprawdę wciągająca fabuła, rewelacyjne opowieści z polskiej krypty. Na początku mamy wrażenie, że to zbiór luźnie powiązanych ze sobą opowiadań. Potem okazuje się, że wszystko składa się na smakowitą całość. A wszystko okraszone wyłącznie domowymi sposobami i przyprawione ziołami z domowego ogródka. Jeśli tak wygląda debiut Łańcuckiej, to nie mogę się doczekać kolejnych powieści!!

Bardzo trudno powstrzymać się od porównania Słaboniowej do Jakuba Wędrowycza. Tak jak on ma swoje za uszami i tak jak on stoi na straży ładu i porządku we wsi. Ma jednak zupełnie inne metody i swój własny, niepodrabialny styl. Ależ byłaby z nich dobrana parka! "Urodzeni mordercy" wersja beta!

Jeszcze kilka słów o oprawie graficznej. Przede wszystkim: są obrazki. A do tego wykonane własnoręcznie przez Łańcucką, która zawodowo para się malarstwem olejnym. Ilustracje nie dość, że ciekawe, to na dodatek zostały wykonane w niebanalnej technice. Oddają nie tylko klimat powieści, ale również małomiasteczkowy minimalizm. Idealne do przedstawienia zabitej dechami polskiej wsi gdzie wrony zawracają, a psy dupami szczekają. Nowoczesna grafika byłaby jak kwiatek do kożucha. Dodajmy do tego lekko mroczny klimat korespondujący z treścią powieści. Mniam.

"Stara Słaboniowa i Spiekładuchy" to zdecydowanie jedno z moich odkryć tego roku. Przygotujcie się na porządną dawkę swojskich smaczków oraz wybuchy niekontrolowanego śmiechu. Rewelacja! Czekam na więcej!


 Podsumowanie: GENERAŁ!******
Oprawa graficzna: 10/10





Za egzemplarz recenzyjny dziękuję 
Wydawnictwu Oficynka





poniedziałek, 21 października 2013

Jesienna kawa z książką i kolejne nagrody

Minął kolejny miesiąc akcji #NaKawe i pora na podsumowanie. Mamy już około Waszych 250 instagramów! W tym miesiącu, jak i w następnym, partneruje nam Instadruk. Przypominamy, że najaktywniejsi i najbardziej pomysłowi instaamatorzy mają szansę na wygranie memoprintów oraz otrzymanie kart rabatowych 50%. 

Nam memoprinty służą jako zakładki do książek. Liczymy na to, że nagrodzona osoba podzieli się z nami swoim pomysłem na prezent od Instadruku. w tym miesiącu pakietem wydruków zdjęć z instagramu postanowiliśmy nagrodzić użytkowniczkę tolala_. 


Po zliczeniu serduszek, tym razem Instadruk rozdał 4 kupony rabatowe :) wędrują do: Mai Sieńskowskiej (http://instagram.com/wieczniezaczytana), Natalii (http://instagram.com/nati925), Agnieszki Kalus (http://instagram.com/agaczyta) oraz Marysi (http://instagram.com/artattackbeinspired).


Nasza instaakcja trwa. Wszystkie zdjęcia można obejrzeć na instagramie wyszukując po hashtagu #NaKawe. Wśród zdjęć dodanych w tym miesiącu (16 października - 15 listopada) po raz ostatni obdarujemy kolejnych uczestników :) zasady pozostają bez zmian:

1. Zrób zdjęcie książki ze swoją ulubioną kawą, dodaj na Instagram i oznacz tagiem #NaKawe
2. Zdjęcia mogą być wykonane w dowolnym miejscu: w kawiarni, ogródku, w domu, na ławce...
3. Celem akcji jest promocja czytelnictwa. Śledź nasz misyjny instagram, weź udział i podaj dalej!



P.S. Nagrodzone uczestniczki prosimy o przesłanie swoich adresów mailowych na misjaksiazka[at]gmail.com, a my prześlemy dalsze informacje.  

sobota, 12 października 2013

KRÓTKA HISTORIA WAGINY (2011) - Debby Herbenick, Vanessa Schick


Okładka w moim "ulubionym" kolorze. Wielki tytuł w kolorze jeszcze "ulubieńszym". Pomimo to przyciąga od razu i zamiast nabić toto na kij i wrzucić do ogniska niczym różowego marshmallowa, bierzesz do ręki. Zapewne miałaś w ręku wiele różowych rzeczy, część z nich wylądowała również w Twoich ustach. Jak wspomniane już pianki. ;-) Tym razem jednak lepiej nie pchać tego ani to rączki ani do buzi. Bo ani to słodkie, ani mądre.
  
Miało być ciekawie. Mity miały zostać obalone a ja miałam zmądrzeć. Niestety - było nudno a ja umrę głupia. Spodziewałam się czegoś w stylu historii domów publicznych, czegoś o rozwiązłym życiu naszych pra pra babek i pikantnych szczegółów na temat kobiecej bielizny. Co dostałam zamiast tego? Uwierzcie mi, nie chcecie wiedzieć.

Jeśli jednak jesteś zbyt ciekawski - ok, możesz czytać dalej, ale zaznaczam, że nie ponoszę odpowiedzialności za Twój stan psychiczny oraz nie pokrywam kosztów leczenia. Chętnie natomiast przyjmę każdy grosz, który zostanie przeznaczony na terapię grupową oraz indywidualną rehabilitację autorki recenzji. Zbieramy również na przeszczep mózgu, bo stary zupełnie się zlasował i nie nadaje się do użytku. Chętnych dawców (najlepiej naukowców) zapraszamy do kontaktu. Pieniądze na leczenie można wpłacać na konto: 09 1020 1811 0000 0202 0202 9940. Każda złotówka ratuje moje zdrowie psychiczne!

Autorkom na pewno nie można odmówić jednego: ambicji. Porwały się na bardzo trudny temat,jakim są kobiece genitalia. Chciały go oswoić, zaprzyjaźnić. Szkoda, że porywając się zapomniały, że motyką wiele nie zdziałają. Temat jest niezwykle istotny, ponieważ wiele kobiet ma problem z nazywaniem swoich części intymnych. Zdecydowana większość nigdy ich nie oglądała. Labioplastyka zbiera coraz obfitsze żniwa. Tu wystaje, tu jest brzydko, a tutaj chciałabym dołożyć. Niedługo operacja plastyczna warg sromowych będzie numerem jeden na liście prezentów komunijnych. Jak widzicie - temat gruby. Trzeba o tym rozmawiać, uświadamiać, uczyć kochać własne ciało. Że tak powiem: "ideja zacna".

Miało być pięknie a wyszło...chujowo* Zamiast sprawić, że wagina przestanie być tematem tabu robi z niej klauna ze spalonego cyrku - żal patrzeć. Zamiast zafascynowania na twarzy mojej i znajomych malowało się rozbawienie, zażenowanie a ręka sama sięgała do czoła, aby wylądować na nim z głośnym PAC! przypieczętowującym ostateczne stadium załamania nerwowego. Nie jestem przekonana, czy ośmieszanie jest odpowiednim sposobem na polubienie czegokolwiek.

Oczywiście nauczyłam się też kilku naprawdę przydatnych rzeczy. Jest tu wiele rad "zrób to sam", które każdy powinien wypróbować w domu. Na przykład owłosiony piórnik w kształcie wiadomym. Zamiast kredek możemy włożyć tam podpaskę lub tampon (czyste, na bogów!). Wtedy na pewno przejdziemy niezauważone koło wujka Wieśka na weselu, udając się do toalety, żeby się przewinąć. Genialne! Znajdziemy tu też rewelacyjny przepis na przebranie Halloweenowe. Zawsze marzyłam o tym, żeby przebrać się za wielką różową cipę, tylko nie wiedziałam, jak to zrobić. Znajomi na pewno docenią, że przebranie wykonasz sama. A wiesz co jest najlepsze? Możesz zaprosić do zabawy swojego faceta!!



Chciałam wstawić jakiś cytat, ale wtedy na pewno zwiększyłaby się liczba zachorowań o podłożu mentalnym. Leczenie rzadko jest refundowane, więc oszczędzę Wasze portfele i nie powiem już nic więcej. Dodam tylko, że lepiej czyta się po pijaku, dlatego do książki powinni dodawać spirytus. Nie martwicie się, na leczenie z alkoholizmu państwo sypie groszem.



 Podsumowanie:Kapral** 
Oprawa graficzna: okładka słaba, 
ale są zdjęcia dziurek. Dla amatorów.







 *autorka zdaje sobie sprawę z niepoprawności politycznej oraz wulgarności użytego słowa i bierze na siebie wszystkie pypcie, które wyskoczą jej na języku. Uważa jednak, że nie można mówić o cipce, nie wspominając choć jednym słowem o tej drugiej stronie. Tym bardziej, że w tym przypadku określenie jest nader trafne.


Za egzemplarz recenzyjny dziękuję