• Odrażające, brudne, złe... recenzje klasyków klasy B

  • Harry Potter, pieczone kartofle i wyznania z Komnaty Tajemnic - przeczytaj relację z podróży naszej agentki!

  • Zabierz książkę #NaKawe! Nasza instaakcja ma nowego partnera

poniedziałek, 31 grudnia 2012

2012: Wspaniała Czwórka i Jeden Śmierdziel

Puk-puk, tu Nowy, żegnajcie szybko Stary, bo ileż można, i tak ten Stary to już 366 dni ma! 

W nowe wchodzimy bez oglądania, no dobra, z szybkim zerknięciem przez ramię. Dwie agentki, dwa różne spojrzenia na świat. Co je poruszyło w tym roku?

Odkrycie roku (pisarz): Jacek Hugo-Bader

Było to latem, piękna pogoda, szum morza i stoisko Czarne na targach książki w Gdyni. Owszem, zdarzało mi się czytywać reportaże Badera w GW, jednak ciągle mi było nie po drodze z jego książkami. Ale lato skutecznie mnie zbałamuciło i do rąk mych trafiła "W rajskiej dolinie wśród zielska". Potem było spotkanie autorskie w Gdańsku (zimno na zewnątrz, gorące dyskusje wewnątrz), teraz na chwilę wolnego czasu czekają "Dzienniki kołymskie". Postradzieckie tereny okiem Hugo-Badera zaskakują, straszą, dziwią i... dają się pokochać. 

Odkrycie roku (książka): "Rant" Chuck Palahniuk

To, że Chuck Palahniuk ma nierówno pod sufitem, wiedziałam od dawna. Obrazy i historie, które wychodzą spod jego pióra, doskonale mogą zastąpić jakiekolwiek używki, wprowadzają w trans, wywołują halucynacje, w dodatku nie zawsze przyjemne. A potem budzisz się i czujesz smród dokoła, patrzysz na ludzi, ale ich nie widzisz, świat nie jest tym, czym był dzień wcześniej. "Rant" również kopie mocno, przecierasz oczy, niemal fizycznie czujesz czas, wiesz wszystko i nic nie wiesz. Może jak pozbieram myśli, w końcu uda mi się o Rancie napisać na Misji. 

Rozczarowanie roku (książka): "Więzień nieba" Carlos Ruiz Zafon

To nie tak, że książka mi się nie podobała. Była o.k. Ale właśnie dlatego rozczarowuje. "Gra Anioła", która była dla mnie niczym haust świeżego powietrza dla warszawiaka, "Cień wiatru", który trzymał poziom i miał ten klimat, nawet "Marina" była niepokojąco piękna. I pojawił się "Więzień nieba", który może odpowiedział na kilka pytań, które sobie stawiałam wcześniej, jednak nie porwał, nie zachwycił. Był tylko o.k.

Wydarzenie roku: wyróżnienie dla Misji na Blog Forum Gdańsk

BFG 2012 made my year! 


Odkrycie roku (kategoria pozaksiążkowa): Filia Gdańska WiMBP

A dokładniej: Filia Gdańska Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki im. Josepha Conrada. W samym sercu starego Gdańska, na Mariackiej, w cieniu wiekowej Bazyliki. Biblioteka, w której znajdziesz wszystko o grodzie nad Motławą. Książki naukowo-popularne, historyczne, beletrystykę, poezję - a wszystko z Gdańskiem w tle. Tu się po prostu bywa ;-)

Tak, to tu! (fot. Misja)

                                                                                                     ☆☆☆

No dobra, napiszę i ja swoje podsumowanie, ale pewnie Rose już w zupełności Waszą ciekawość zaspokoiła. Postaram się zatem  nie zanudzić Was na śmierć. Pewnie już zauważyliście, że ja raczej do tych "wychodzących" nie należę i wolę siedzieć sobie w zaciszu domowym z książką w ręku i mruczącym kotem na podołku. Tak też upłynął mi ten, jakże krótki, rok 2012.

Odkrycie roku - kategoria pisarze - CHARLES BUKOWSKI


Zdecydowanie największe (choć nie jedyne) odkrycie tego roku. Filozofia życiowa bardzo podobna do mojej, czyli mówiąc w skrócie - życie i świat są do bani. A nawet, jeśli jest fajnie, to i tak sielanka szybko się kończy i jest do bani. Bukowski był typowym menelem, nie przywiązywał wagi do wyglądu, obracał laski i pił za zdobyte nie wiadomo jak pieniądze. No i taka właśnie jest jego twórczość. Zarówno proza, jak i poezja. Polecam ze swojej strony film "Ćma barowa", oparty właśnie na jednej z jego książek.

Odkrycie roku - kategoria powieści - OUR KID, BRZYDULA, PIEKIELNY BROOKLYN

Miałam niemały problem z wyborem jednej książki, więc wybrałam trzy (co też łatwe nie było). Każda z nich jest na swój sposób niezapomniana. Wszystkie są równie dobre, choć każda inaczej. Absolutnie nie można ich do siebie porównywać, bo każda z osobna tworzy własną kategorię z cyklu "pójdziesz-do-piekła-jak-nie-przeczytasz".

Najciekawsza znajomość - PIOTR SAWICKI


Zaczęło się od tego, że kupiłam jednemu facetowi, co to ma odwagę ze mną mieszkać (wiecie, zmywa gary i dojada resztki), na urodziny "Odrażające,brudne, złe". Jako wielka fanka filmów gore sama ją przeczytałam i postanowiłam przeprowadzić wywiad z autorem. Miałam nadzieję, że uda mi się go wyleczyć, ale niestety okazał się przypadkiem beznadziejnym, jeśli chodzi o te kwestie ;-) Facet ma zdrowo popieprzone pod sufitem i dlatego czysto formalna znajomość przerodziła się w potoki maili - nienormalny zawsze się dogada z drugim popaprańcem.

Największa porażka - DAR WILKA


Bez komentarza.


Odkrycie pozaksiażkowe - serial/film AMERICAN HORROR STORY

Przyjaciele polecili mi pierwszy sezon. Podeszłam jak pies do jeża i... już po pierwszym odcinku zakochałam się. Ogromnym plusem jest to, że drugi sezon jest totalni inną historią, to jak dwa różne filmy pocięte na kawałki. Polecam z całego serca, nie zawiedziecie się!!


To by było na tyle. Mam nadzieję, że za rok nie będę pisać podsumowania - bo już widzę, że będzie jeszcze trudniej wybrać książkowe TOP 3 ;-)

sobota, 29 grudnia 2012

JERZY KOSIŃSKI - RANDKA W CIEMNO (1977)




 
Kto czytał „Malowanego ptaka” ten już nigdy, przenigdy nie zapomni nazwiska Kosiński.  Na mnie działa jak magnes, przyciąga niewidzialną siłą i nie chce puścić. Jak tylko zobaczyłam „Randkę w ciemno” na półce musiałam ją mieć. Wysupłałam tego piątaka z moich kieszeni bez dna i cała szczęśliwa opuściłam katakumby sopockiego antykwariatu.

Jaka jest okładka - każdy widzi. Marna, jak bezgwiezdna noc listopadowa. Tytuł - zachęcający jak zupa rybna. Gdyby nie autor, za Chiny bym nie wzięła książki do ręki myśląc, że to kolejne tanie, ckliwe romansidło, którego nie da się czytać. Na szczęście to tylko niezbyt dobre pierwsze wrażenie. Ale życie byłoby zbyt piękne, gdyby wszystko było takie proste...

Mając w pamięci „Malowanego ptaka”, a puszczając w zapomnienie pogłoski o jej wątpliwej autentyczności, spodziewałam się czegoś równie piorunującego, prawdziwego i makabrycznie fascynującego. Dlatego na początku byłam zawiedziona. Dopiero później uzmysłowiłam sobie, ze to przecież nie jest „Malowany ptak” i nigdy nim nie będzie, BO TO ZUPEŁNIE INNA KSIĄŻKA. Wam też radzę przyjąć  taki punkt widzenia (czytania) - wtedy „Randka w ciemno” staje się fenomenalna.
To, że nie jest „Malowanym ptakiem” nie znaczy, że jest słaba.  Również atakuje najgłębsze zakamarki naszej duszy, jest równie popieprzona i tak samo wystawia nasze sumienie i człowieczeństwo na próbę. Kosiński użył tym razem innego oręża.

Momentami ciężko określić, czy w książce są wątki autobiograficzne, czy Kosiński wszystko wyssał z palca. Niektóre z historii są tak chore, że aż nieprawdopodobne. Z kolei nawiązania do autobiograficznego „Malowanego ptaka” (będę się jednak trzymać tej wersji) podają wyobraźnię autora w wątpliwość i przydają całości autentyzmu. To chyba dyskusja na długie, srogo zakrapiane wieczory…

Forma powieści sprzyja czytaniu w tramwaju, autobusie czy innych środkach transportu (nie polecam na rower).  Krótkie opowiadania, czasem retrospektywne, czasem osadzone w teraźniejszości ładnie składają nam się na całość - portret narratora (autora?).  Nagle wyrasta przed nami niebanalna postać o ogromnym potencjale. To jedna z tych osób, znajomością z którymi chwalimy się znajomym, automatycznie podnosząc własną wartość.

To, co mi się najbardziej podoba w „Randce w ciemno” i czego zazwyczaj szukam w powieściach, to odcienie szarości. Główny bohater, owszem, wzbudza sympatię, ale z opiniami o jego czystości i niewinności raczej bym się wstrzymała. Nie jest czarno - biały, tak samo jak świat w którym żyje. Podnosisz nos znad książki, rozglądasz się i nagle odkrywasz, że Twój świat też jest skąpany w szarzyźnie, pozbawiony jaskrawych, zdefiniowanych odcieni.

Tak jak „Malowany ptak” jest zdecydowanie przeznaczony dla osób o mocnych żołądkach i stalowych nerwach, tak „Randka w ciemno” nie jest już tak hardcorowa. Mimo wszystko odradzam ją mięczakom, którzy na obiad jedzą malutkie kurczaczki. Tu NIE MA LIPY!

 Podsumowanie: Pułkownik *****
Oprawa graficzna: 1/10- bida z nędzą

środa, 26 grudnia 2012

CHARLES BUKOWSKI - PŁONĄC W WODZIE, TONĄC W OGNIU






Jam prosta kobiecina i poezji nie czytam. Mówcie co chcecie - że się nie znam, że nie ogarniam swoim małym rozumkiem prawdziwej sztuki. Trochę prawdy w tym jest, w końcu umysły dzielą się na ścisłe i ściśnięte, a ja umiem liczyć tylko do dziesięciu…  Na szczęście nie każdy poeta jest Mickiewiczem czy innym wieszczem.  

Bukowski pisze dla siebie i od siebie. Nie ma ambicji, żeby wielkim poetą być, a mimo to wychodzi mu to całkiem nieźle.  Przede wszystkim zero rymów i dosadność. Wiersze Bukowskiego czyta się jak krótką historię z życia, opowiedzianą przez pijaczka spotkanego w przydrożnym barze. Po co pisać, że  wierzba pochyla się coraz niżej, niebo zasnuły bure chmury i zerwał się wiatr, skoro można powiedzieć wprost, że życie ssie pałkę? I tak właśnie pisze Bukowski.

Może poezja Bukowskiego i nie trafia do serca, ale za to celuje prosto w umysł. Zagnieżdża się tam i gnije, kwaśny zapach rozkładu co jakiś czas ulatnia się i uderza ciepłym strumieniem prosto w nozdrza. To jest to, co tygryski lubią najbardziej. Prosty język, pozbawiony patosu, życiowe historie z pierwszej ręki. Czego chcieć więcej?

Zanim sięgniecie po wiersze, polecam przynajmniej liznąć biografię Bukowskiego. Wtedy zyskują jeszcze bardziej na autentyczności, nie pozostawiając cienia wątpliwości - pisał o sobie i swoim życiu. Zamiast przemycać ukradkiem światopogląd, wali nim czytelnika prosto w potylicę. 

Tak jak pisałam przy „Szmirze” - po Bukowskiego warto sięgnąć, chociażby po to, aby zweryfikować swoją filozofię życiową. Być może będziecie spijać z chorą fascynacją słowa z jego ust, być może przelecicie na szybko od deski do deski, niewykluczone też, że w połowie rzucicie kąt z obrzydzeniem. Jedno jest pewne.  Już nigdy nie spojrzycie na świat w ten sam sposób.

Podsumowanie: Pułkownik ***** 
Oprawa graficzna: 2/6 - taka se.

piątek, 21 grudnia 2012

"Z nabożnym szacunkiem książki będziesz traktować!"



Długo czekaliście na wyniki konkursu, bo i zadanie nam daliście niełatwe. Na nasz apel o pomoc w tworzeniu dekalogu bibliofila przysłaliście mnóstwo ciekawych propozycji. Zgodnie z zapowiedzią, autor jednej wybranej zostaje obdarowany przez wydawnictwo Damidos pakietem książek, a dwóch kolejnych - nagrodą pocieszenia :-) 



Autorem powyższych przykazań jest Anula Wawrzyniak. Książki-pocieszacze wędrują do Radka Jot i Bogny Białas. Gratulujemy!

Najciekawsze przykazania bibliofila udostępnimy na naszym facebooku. Wkrótce zapowiemy nowy konkurs w aplikacji konkursowej oraz drugi na blogu :) stay tuned!


środa, 19 grudnia 2012

W krainie bajek - audiobook od blogerów

W pewnym miasteczku był sobie teatr. Na pierwszy rzut oka, teatr jakich wiele. Jednak za kulisami właśnie ma się rozegrać rzecz straszliwa. Żądny wiecznej sławy Dyrektor postanawia zniszczyć swoich aktorów i odciąć wszystkim marionetkom teatru sznurki. Na drodze staje mu Loko, jednak czeka go trudna droga. 


Święta tuż-tuż. Prawdopodobnie prezenty zapakowane czekają już na Gwiazdkę, ale jest coś, czego nie może wśród nich zabraknąć. Kilka tygodni temu ukazał się audiobook - bajka niezwykła z kilku powodów. 

Autorem bajki i reżyserem audiobooka jest Krzysztof Czeczot, jeden z czołowych polskich reżyserów. Nagranie jest wynikiem współpracy blogerów, miasta Gdańsk, audioteki i agencji K2. Głosów bohaterom bajki użyczyli m.in. Kuba Jankowski (MaturaToBzdura.tv), Łukasz Jakóbiak (20m² Łukasza), Maciek Budzich (Mediafun.pl). Ten fenomenalny projekt podbił moje serce jeszcze na etapie samego pomysłu.


Łukasz i Maciek w studio nagrań

Blogerzy nagrali całość za darmo, bez jakiegokolwiek wynagrodzenia, natomiast Audioteka sprzedaje audiobooki nie pobierając żadnych opłat. Jednak, jak napisał nam Paweł Lipiec (pomysłodawca, zerozerosiedem.pl), najtrudniejszym zadaniem wcale nie było uzyskanie deklaracji uczestnictwa w projekcie, lecz zebranie wszystkich w jednym miejscu: "Schody zaczęły się, gdy okazało się, że wszyscy musimy jednego dnia pojawić się w podwarszawskim studio. Poukładanie terminarzy, bądź co bądź zajętych ludzi, tak aby było to możliwe - to było wyzwanie. Każdy musiał się trochę dostosować i w końcu się udało".

W trakcie nagrań.

Cały dochód ze sprzedaży audiobooka "Loko" zostanie przekazany Stowarzyszeniu Rodziców i Przyjaciół Dzieci Niewidomych i Słabowidzących "Tęcza". Dzięki tej pomocy, stowarzyszenie będzie mogło zapewnić swoim podopiecznym odpowiednie warunki do leczenia (pieniądze mają pomóc w wybudowaniu nowej sali terapeutycznej). 

"Jeśli tylko faktycznie uda nam się zebrać jakieś realne pieniądze dla Stowarzyszenia "Tęcza", to na pewno pokażemy Wam, na co fundusze zostały spożytkowane." - zapewnił Paweł Lipiec. 

Od siebie dodam tylko, że "Loko" jest niezwykłą bajką nie tylko z powodu celu, w jakim została nagrana, czy osób, które wzięły udział w projekcie. Przede wszystkim, jest to piękna opowieść o odwadze i spełnianiu marzeń. Jeżeli uważasz, że każda bajka powinna posiadać jakiś morał, to "Loko" jest właśnie dla ciebie i twoich dzieci.

P.S. Szczegóły projektu oraz informacje prasowe: blogerzydzieciom.pl

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Skok stulecia, diamenty i piękne kobiety - czy to może nie zagrać?

Koronę Imperialną zdobi 2783 diamentów, 227 pereł, 17 szafirów, 11 szmaragdów. Tuż obok, w królewskim berle, mieni się "Gwiazda Afryki" - 530-karatowy diament. Wszystko to, razem z innymi regaliami, przechowywane jest w największym skarbcu Imperium Brytyjskiego, dzień i noc strzeżonym przez najlepszych brytyjskich gwardzistów. Tylko w głowie szaleńca mógłby zrodzić się pomysł obrabowania Tower. Szaleńca albo geniusza.


Edgar Wallace
BRAMA ZDRAJCÓW
(wyd. Damidos)


Dzięki takim właśnie awanturniczo-kryminalnym powieściom zasłynął Edgar Wallace. Był twórcą bardzo płodnym. W ciągu 28 lat aktywnego pisania spod jego pióra wyszło blisko 170 powieści, kilkanaście sztuk teatralnych i scenariuszy filmowych (na przykład, do filmu King Kong z 1932 roku). Miał talent do tworzenia fascynujących historii.

W "Bramie zdrajców" jest wszystko, co potrzebne dla dobrego czytadła: romans oficera z piękną i tajemniczą damą, korpulentna współpracowniczka Scotland Yard, która okazuje się być świetnym detektywem, napad stulecia, szemrane interesy głównych bohaterów, a nawet szalony książę z Indii, któremu również przypada ważna rola w opisywanych wydarzeniach. Mimo to, całość zgrzyta jak piasek w zębach. 

Sama sztampa (bo tacy są bohaterowie powieści) mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, często jest dobrym punktem wyjścia dla nakreślenia fabuły. Lecz gdy skończyłam czytać "Bramę...", odłożyłam ją z lekkim rozczarowaniem. Zamiast porwać i przyśpieszyć bicie serca, irytowała niedopracowaniem. Brawurowe ucieczki, podchody i inne "fajerwerki" traciły swoją wyrazistość w momencie, gdy pojawiały się i urywały wątki, a ciekawie zbudowane postaci były zabijane jakimś prostym, bezsensownym dialogiem.

Powieści Edgara Wallace'a są zaliczane przez niektórych do klasyki gatunku. Swoje książki, podobno, nagrywał na dyktafon, a przepisywaniem zajmowała się asystentka pisarza. Być może właśnie tutaj należy doszukiwać się powodu, dlaczego w tej, bądź co bądź, intrygującej historii jest tak wiele niedopracowanych lub niespodziewanie porzuconych wątków.  Wydaje mi się też, że Wallace miał typowo filmową wyobraźnię - "Brama zdrajców" idealnie nadaje się na scenariusz filmu akcji. Ale jako powieść pisana nieco kuleje.

Doceniam pomysły i dorobek pisarza, jednak po następną powieść Edgara Wallace raczej nie sięgnę. 


Podsumowanie: KAPRAL **
Oprawa graficzna: 3/6 - mistrzowie photoshopa w natarciu
Dziękuję wyd. Damidos za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.


środa, 12 grudnia 2012

JEANETTE WINTERSON - PO CO CI SZCZĘŚCIE, JEŚLI MOZESZ BYĆ NORMALNA?

Nie oceniaj książki po okładce? A figa! Właśnie okładka przykuła moją uwagę - niemal ascetyczny design, idealnie wydobywający to, co najważniejsze - tytuł. Kto nie chce usłyszeć takich słów od własnej matki palec do budki!!

A Jeanette właśnie to usłyszała. Zdanie wypowiedziała kobieta, która ją wychowała. Pamiętacie  denerwującą matkę-fanatyczkę religijną z "Carrie" Stephena Kinga? Ta jest bardzo podobna. Z tą różnicą, że Pani Winterson istnieje naprawdę. Odpowiadała na pytania cytując Biblię. Zadawała pytania, cytując Biblię. Żyła, cytując Biblię. I narzucała ten sposób życia wszystkim dookoła.

Jeanette od dziecka słyszała, ze jest "złą kołyską" - matka bezustannie powtarzała, że podczas adopcji wybrała nie to dziecko. Powinna była przygarnąć chłopca leżącego w identycznej kołysce co Jeanette - dokładnie po sąsiedzku. Wtedy na pewno byłoby lżej... Co na to ojciec? Cóż... Milczenie jest złotem, pamiętacie...?
Wbrew pozorom nie jest to spowiedź autorki. Daleko jej od użalania się nad sobą i przelewania wszystkich "dlaczego ja" na papier. Oczywiście, opisuje też gorsze chwile, ale zamiast utyskiwać, stawia pytania starając się znaleźć na nie odpowiedzi. Dzięki temu do książki można wracać bez końca - na każdym etapie naszego życia znajdziemy tam pytania, które być może właśnie nas dotyczą. Pomimo, że książkę czyta się szybko, pozostaje w umyśle jeszcze przez dłuższy czas. Nagle uświadamiamy sobie, że zaczęliśmy stawiać sobie własne pytania i nie możemy przestać szukać na nie odpowiedzi.

Z powieści wprost bucha optymizm. A to nie lada sztuka, biorąc pod uwagę, że życie Winterson wcale różami usłane nie było. Przerabiała w życiu chyba wszystko: brak bliskości, brak uczucia, brak domu i perspektyw. A mimo to zachowała pogodę ducha. Aż chce się krzyczeć: NEVER GIVE UP! "Po co ci szczęście..." to kopalnia energii i wiary we własne siły. Perpetuum mobile, źródło odnawialnej energii życiowej.  Również w tych złych chwilach. Przede wszystkim wtedy.

Książka napisana jest w specyficznym stylu, który nie każdemu może odpowiadać. Akurat mi przypadł do  gustu, uwielbiam układanki. Na całość powieści składają się wycinki z życia autorki, które dopiero po złożeniu do kupy tworzą sens. Jeśli szukacie porywającej, wartkiej akcji, skandali i pikantnych szczegółów z życia pisarki - nie tędy droga. Jeśli jednak chcielibyście trochę pomyśleć - zapraszamy do lektury! Dzięki fragmentarycznej formie możemy bardziej skupić się na filozoficznym aspekcie książki. Ileż to razy zamęczałam zasypiającego już Zabieracza-Mojej-Kołdry pytaniami w stylu "A co myślisz o...", "A co gdyby..." itd. Znosił cierpliwie i czasem nawet odpowiedział, więc chyba jednak warto je było zadać. ;-)

Nie mogę tu nie wspomnieć o powieści "Nie tylko pomarańcze" Jeanette Winterson. Przyznaję się bez bicia, że nie czytałam,  ale po lekturze "Po co ci szczęście..." nabrałam na nią chrapkę. Często jest wspominana w autobiografii, na szczęście nieznajomość jej treści nie uniemożliwia czytania. Jest też film - rownież się do niego przymierzam. Czy jest tu ktoś, kto może powiedzieć coś więcej na temat "Nie tyko pomarańcze" - zarówno wersji papierowej jak i szklanej?


Podsumowanie: porucznik ****
Oprawa graficzna: 4/6 - uroczy minimalizm, ale nie mój kolor















Za egzemplarz recenzyjny dziękuję
Domowi Wydawniczemu Rebis
  

wtorek, 4 grudnia 2012

BOOKFRIENDLY: Cynamon w Gdyni

Kiedy zaczynałyśmy nasze poszukiwania miejsc przyjaznych książkom, półki bookcrossingowe oraz przyjazna czytelnikom atmosfera była raczej rzadkością wśród trójmiejskich lokali gastronomicznych. Dlatego bardzo nas cieszy fakt, że obecnie miejsc takich przybywa. A my wracamy do naszych poszukiwań i tym razem odznaka "bookfriendly" wędruje do Cynamon Cafe Restaurant. 

fot: Cynamon

Cynamon zdobył nasze serca swoimi ciastami. Jednak na Świętojańską 49 można zajrzeć nie tylko na kawę, ale i na dobry obiad. Wystrój lokalu jest miły dla oka, nie rozprasza. Małe stoliki sprzyjają zaczytaniu (te większe - biesiadom w większym gronie). 

Cynamon w grudniu, fot. my

Jednak co najważniejsze, restauracja uwalnia książki - w każdą pierwszą środę miesiąca od 19 można przyjść z książkami, które się już przeczytało i wymienić na inne. W Cynamonie znajdziesz też półkę z książkami (po prawej od baru).

Z Cynamonem miałyśmy do czynienia również prywatnie. Dzięki uprzejmości szefa lokalu, latem zorganizowałyśmy w nim sesję zdjęciową. Jednym z motywów przewodnich były, rzecz jasna, książki.

fot. Ana Matusevic, mod. Wilczex
letni ogródek Cynamonu


Podsumowując:

+ lokalizacja: centrum Gdyni, wygodny dojazd trolejbusem lub SKM (potem krótki spacer)
+ półka bookcrossingowa / akcja uwalniania książek
+ przytulna atmosfera 
+ menu bogate w dobre ciasta, kawy (i nie tylko)

+/- ceny wprawdzie nie na studencką kieszeń, ale dania są tego warte

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Pasażer czytający to prawdziwe utrapienie

"Zacznijmy od pasażera czytającego. Jest najłagodniejszym pasażerem, jakiego można sobie wyobrazić, jeśli tylko znajdzie miejsce siedzące. Zagłębiony w swoją gazetę albo książkę nie troszczy się o to, co się dzieje wokół niego i co najważniejsze, może nawet przejechać kilka przystanków więcej niż musi."

Tramwaj konny w Gdańsku, źródło: wikipedia

Tak gdańska gazeta "Danziger Volksstimme" w 1926 opisywała ówczesnych pasażerów tramwajów :) w świetle poprzedniej notki i akcji, promującej czytelnictwo wśród pasażerów komunikacji publicznej, cytat ten nabiera szczególnie humorystycznego wydźwięku.

"Gdy tylko ludzie wejdą do tramwaju, zachowują się zupełnie inaczej niż na ulicy czy w jakimś publicznym lokalu. W tramwaju po prostu są na luzie, tak jak u siebie w domu. Obojętnie gdzie by się ich nie spotkało, zachowują się taktownie wobec bliźnich i starają się nie budzić czyjegoś zgorszenia. Inaczej w tramwaju. Tu każdy jest indywidualistą. Niemniej jednak da się scharakteryzować i pogrupować tych indywidualistów.

Zacznijmy od pasażera czytającego. Jest najłagodniejszym pasażerem, jakiego można sobie wyobrazić, jeśli tylko znajdzie miejsce siedzące. Zagłębiony w swoją gazetę albo książkę nie troszczy się o to, co się dzieje wokół niego i co najważniejsze, może nawet przejechać kilka przystanków więcej niż musi. Ten rodzaj pasażerów staje się jednak katorgą dla innych pasażerów, jeśli nie znajdzie miejsca siedzącego. Wówczas pasażer czytający jak skała we wzburzonym morzu stoi na drodze współpasażerom wsiadającym i wysiadającym. Czyta i czyta, nie ustąpi ani na bok, ani do przodu, ani do tyłu, mimo grzecznej prośby skierowanej do niego. Konduktor może bezskutecznie prosić, a nawet głośno wołać: » Proszę przejść dalej «. Pasażer czytający stoi jak zamurowany i... czyta dalej."

Poza pasażerem czytającym, autor artykułu wyróżnia pasażera-melomana, pasażera spieszącego, kolekcjonera biletów (skąd my to znamy?) i... pasażera skaczącego. "Do wozu wskakuje lub z niego wyskakuje jedynie, gdy tramwaj jedzie. Trzyma się zwykle pomostów, i to jak najbliżej schodów przy drzwiach. Zabawny bywa widok, gdy pasażer skaczący, gotowy do boju, stoi na schodach, aby z jadącego tramwaju wyskoczyć, kiedy w tym samym momencie inny pasażer tego samego gatunku usiłuje wskoczyć dowozu. (...) Zdarza się, że ma pecha i jego skok kończy się lądowaniem w pozycji horyzontalnej."

Pomijając pasażera skaczącego, realia komunikacji publicznej chyba nie zmieniły się za bardzo. Cały tekst jest dostępny w trójmiejskim dodatku Gazety Wyborczej.  

niedziela, 2 grudnia 2012

Ustąp miejsce książce

Wchodzę do autobusu i wypatruję wolnego miejsca. O, jest! Podchodzę bliżej i widzę, że jest zajęte. Przez książkę. Żeby usiąść, muszę ją podnieść. A skoro już ją wzięłam do ręki, to zaczynam wertować. Kiedy wysiadam za dziesięć minut, zabieram ją ze sobą - skoro już zaczęłam czytać... 


Za chwilę dowiesz się, co robić, gdy w autobusie zastaniesz taki widok

Modny ostatnio bookcrossing zaczyna przybierać nowe formy. Półki bookcrossingowe w kawiarniach, bibliotekach i innych miejscach publicznych już nikogo nie dziwią. Książkami można się też wymieniać face-to-face na często i gęsto organizowanych spotkaniach pod hasłem "book change". Akcja "Szybka Książka Miejska", w skrócie SKM, poszła jeszcze dalej. Nie musisz nigdzie się wybierać, jeżeli korzystasz z komunikacji publicznej, książka znajdzie cię sama. 

Do twórców SKM dotarłam (a jakże) na facebooku. Okazuje się, że trójmiejska inicjatywa jest bliźniakiem warszawskiej - Książek od Metra. 

"Nazwa wskazuje na dużą ilość książek, ale przy okazji nawiązuje do Metra - dzięki czemu wiemy, że chodzi o Warszawę. - opowiada Aneta, pomysłodawczyni akcji. - Często jednak jest to źle interpretowane. Wiele osób błędnie myśli, że chodzi tylko i wyłącznie o Metro Warszawskie, a tak nie jest. Przykładem są nasze akcje ze ''stałymi punktami'' (Okienko Otwarte na Marszałkowskiej), współpraca z kawiarniami (o tym niżej - przyp. aut.), czy wspólna akcja z Tramwajami Warszawskimi (kurs z 17 listopada - podczas którego rozdawaliśmy książki na przystankach)".


Książkowy tramwaj w akcji. Warszawa

Obu inicjatywom przyświeca ten sam cel - zachęcanie ludzi do czytania książek. Do akcji może przyłączyć się każdy. Wystarczy, że ma u siebie książkę, którą już przeczytał i nie potrzebuje, zapozna się z regulaminem akcji, podpisze i uwolni w transporcie publicznym. PKP też wchodzi w grę.

"Wiemy, że jedna książka dotarła do Łodzi (z Gdańska), znalazcy akcja się spodobała, może zacznie swoją?" - piszą organizatorzy. Od SKM-owiczów otrzymują zdjęcia uwalnianych i znajdywanych książek, więc trzymają rękę na pulsie. 

Do oddolnej akcji dołączają nowi partnerzy. W Warszawie Książek od Metra współpracuje z Kawiarnią Kafką i z Klubokawiarnią Grawitacją, w Gdańsku - z Literacką. Od grudnia w obu miastach można będzie znaleźć książki oznaczone napisem z nazwą akcji oraz pieczątką jednej z kawiarni. Z taką książką można będzie się udać do wskazanego lokalu, gdzie (po przeczytaniu, rzecz jasna) książkę warto wymienić na inną lub skorzystać ze specjalnego rabatu dla uczestników akcji na kawiarniane pyszności. Szczegółowe informacje mają się pojawiać na facebooku. 

Książki SKM z pieczątką Literackiej. Gdańsk

Dlaczego akurat Gdańsk i Warszawa?
"Często kursuję na tej trasie, w obu miastach często przebywam i z tych dwóch lokalizacji najwięcej osób jest zaangażowanych. - tłumaczy Aneta. - Co do Gdańska - w zasadzie chodzi o całe Trójmiasto i o okolice, wszystko jest połączone żyłkami Szybkiej Kolei Miejskiej - stąd też nazwa - Szybka Książka Miejska, w skrócie - SKM".



Mieszkańców i gości Trójmiasta Załoga Książek od Metra i Szybkiej Książki Miejskiej zaprasza na stronę trójmiejską , a warszawiaków - na warszawską. Z tych profili pochodzą umieszczone w powyższym tekście zdjęcia.