• Odrażające, brudne, złe... recenzje klasyków klasy B

  • Harry Potter, pieczone kartofle i wyznania z Komnaty Tajemnic - przeczytaj relację z podróży naszej agentki!

  • Zabierz książkę #NaKawe! Nasza instaakcja ma nowego partnera

poniedziałek, 24 września 2012

Wyniki konkursu z wyd. Bellona

Uwaga, uwaga!
Wyniki konkursu z wyd. Bellona

Książka "Wychowany wśród psów" Evy Hornung wędruje do Doroty Karczmarczyk. 
Gratulujemy :)

środa, 19 września 2012

MARIA CZUBASZEK I ARTUR ANDRUS - KAŻDY SZCZYT MA SWÓJ CZUBASZEK (2011)

Wywiady czytam rzadko. Wywiady-rzeki jeszcze rzadziej. No chyba, że jest z osobą, którą uważam za interesującą. W ostateczności może być przeprowadzany z osobą całkowicie mi nieznaną, za to przez osobę, którą uważam za interesującą. Jeśli interesująca osoba rozmawia z drugą interesującą osobą, a do tego są obrazki, nie mam wyjścia. Czytam.

Zacznę od Artura Andrusa, bo będzie szybciej. Nie dlatego, że mniej go lubię, po prostu jestem o niego zazdrosna. Kiedyś moja mama widziała go na żywo (chyba nawet dwa razy!) i od tamtej pory ciągle o nim gada, a tata (który też go widział), co prawda o nim nie gada, ale słucha jego płyty. W końcu jest lepszy od Stinga (Andrus, nie tata). Fakt, że "Andrus na żywo jest wielki i brzydki, ale nie tak jak Bałtroczyk"*, wcale go nie ratuje i więcej o nim pisać nie będę. W końcu ukradł mi rodziców!

Napisać o Marii Czubaszek nie będzie już tak łatwo. Coś tam mi się o uszy obiło, twarz znana... Pokochałam ją po serialu "Spadkobiercy", pokochałam jeszcze bardziej po głośnym jakiś czas temu wywiadzie na temat dzieci i macierzyństwa, no i po przeczytaniu tej książki. Okazuje się, że palenie zabija, ale bardzo powoli. Ludzi, którzy lubią dzieci, ale cudze i na krótko, jest więcej. A spania nie da się rzucić, niestety. Podczas lektury pogodziłam się już definitywnie z faktem, że nigdy nie opanuję mapy, matematyki, a na zapamiętanie dat nie mam nawet co liczyć. O zapamiętaniu nazwisk już nie wspominając. Jednym słowem, zobaczyłam w Marii Czubaszek siebie za te kilka lat (wtedy obie będziemy miały osiemnaście). Niestety, Maria Czubaszek sprzed kilku lat zupełnie mnie nie przypomina, ale udaję, że mnie to nie rusza i nadal wierzę, że mam szansę być choć trochę do niej podobna.

Przeczytałam gdzieś, że o książce ciągle mówi pokolenie naszych rodziców, że wszędzie ją czytają i wymieniają się uwagami. To prawda, książka trafia przede wszystkim w ich ręce, bo opowiada częściowo o czasach ich młodości, czasach które znają najlepiej. Zauważcie jednak, że użyłam słowa "częściowo". I dlatego warto po nią sięgnąć, nawet gdy tak jak ja już od kilku lat wpisujemy w rubryczkę z wiekiem dumne 18. 

W tym akapicie postanowiłam wymienić plusy książki. Zatem: duża czcionka - można czytać w tramwaju, nawet jak bardzo trzęsie. Masa żartów sytuacyjno-słownych. Genialne rysunki Wojciecha Karolaka - z humorem i polotem. 

W tym akapicie natomiast postanowiłam wymienić minusy książki.



No dobra, napiszę to. Brzydki żółty papier, nieporęczny format i (tak tak, dla niektórych dziwaków to znacząca wada) twarda oprawa.

Nie będę udawać, że wszystko zrozumiałam, ani że znam wszystkie nazwiska które przewijają się w wywiadzie. Dla mnie nie gra to roli, bo ja odbieram tę książkę jako zapis tego, jak żyć po swojemu. Mówią "nie pal"? Palę. Odradzają zwierzaka? Biorę dwa. Wciskają brudną pieluchę? Brzydzę się. Tak żyje Maria Czubaszek. I ja też bym tak chciała.

Wilczex

JĘZYK: 6/6 
REALIZACJA: 5/6
POSTACIE: -/-
 OPRAWA GRAFICZNA: 5/6 
Podsumowanie: Pułkownik*****


*Nie wiem, czyje to słowa, ale gdzieś tak słyszałam.

poniedziałek, 17 września 2012

Strasburger, TVP i Kesey, czyli popkulturowa kampania wrześniowa

Wstaję, robię kawę, zerkam w kalendarz, a tu taki dzień świta! 17 września, głównie kojarzony z agresją ZSRR na Polskę w 1939 roku, obfituje też w inne, zasługujące na pamięć wydarzenia. No to kawa do rąk i zaczynamy.



Patriotycznie. Od 20 lat w Polsce obchodzony jest dziś Dzień Sybiraka. Data, rzecz jasna, przypadkowa nie jest i ma ścisły związek ze zbrojną napaścią ZSRR na Polskę. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że każdego roku sybiracy z całego świata spotykają się w Gdańsku, aby potem przemieścić się do Szymbarku na Kaszubach (50km od Gdańska). Miejscowość ta słynie ze swojego skansenu, w którym można obejrzeć 240-letni dom, niegdyś zamieszkiwany przez polskich zesłańców, model łagru i replikę bunkru z II wojny światowej. To tutaj można pomęczyć swoje błędniki w "domku, który stoi do góry nogami" oraz zobaczyć największy koncertujący fortepian świata. 


I to własnie na tym fortepianie, dzisiaj o 14 zagra znany czytelnikom Misji podróżnik Romuald Koperski (na zdjęciu obok). Zresztą, także rekordzista - dwa lata temu dał najdłuższy, bo aż 103-godzinny koncert fortepianowy, czym zapisał się w Księdze Rekordów Guinessa. Koperski przemierzył Syberię wzdłuż i wszerz, a swoje przygody opisał w trzech książkach.
  
Ale wróćmy do Trójmiasta. 81 lat temu w Stoczni Gdynia odbyło się wodowanie pierwszej samodzielnie zaprojektowanej i wykonanej jednostki - motorówki Samarytanka. A 49 lat później, w stoczni gdańskiej, został powołany do życia NSZZ Solidarność z Lechem Wałęsą na czele. Stocznie górą! 


Kulturalnie
. Dokładnie 34 lata temu Telewizja Polska wyemitowała pierwszy odcinek serialu "Lalka" w reżyserii Ryszarda Bera. Wprawdzie popularności filmowej adaptacji serial nie pobił, jednak dla Małgorzaty Braunek, serialowej Łęckiej, był początkiem kariery aktorskiej. 

Pięć lat temu odbyła się premiera filmu Katyń Andrzeja Wajdy. Film poruszył miliony widzów, zdobył kilka prestiżowych nagród i został nominowany do Oscara.



A teraz uwaga. Dzisiaj 18 urodziny obchodzi Familiada! Prowadzącego Karola Strasburgera przedstawiać chyba nie muszę. Panie Karolu, życzymy widzów z poczuciem humoru i pobicia rekordu "Wielkiej gry"! 



No i na koniec, już zupełnie w temacie Misji. Dzisiaj 77 urodziny obchodziłby Ken Elton Kesey, -amerykański pisarz, znany przede wszystkim dzięki powieści "Lot nad kukułczym gniazdem". Magazyn Times zaliczył ją do jednej ze stu najlepszych anglojęzycznych powieści. W samych Stanach Zjednoczonych, książka rozeszła się w nakładzie ponad 8 milionów egzemplarzy.


Sam Kesey był niezwykle barwna postacią. Jeszcze zanim jego pierwsza powieść ujrzała światło dzienne, zgłosił się na ochotnika do programu testowania środków enteogennych, finansowanego przez CIA. Dzięki temu poznał całą generację nowych środków psychodelicznych, co (jak sam twierdził) stało się punktem zwrotnym w jego życiu. Doświadczenie to znalazło odzwierciedlenie zarówno w "Locie..." jak i kolejnych jego powieściach.

Zainteresowanych biografią i twórczością Keseya odsyłam do ciekawego opracowania. A jeżeli ktoś jeszcze nie miał okazji przeczytać "Lotu..." - dziś jest najlepszy dzień, żeby to zrobić :-)

~ R.

wtorek, 11 września 2012

Na podróże małe i duże - subiektywny przegląd przewodników turystycznych


To był piękny widok, miód na moją duszę. Za każdym razem, gdy otwierałam swój organizer na sierpień, nie mogłam wyjść ze zdumienia - 20 stron mrugało do mnie niezapisanymi linijkami. Bez terminów, bez nazwisk, bez przypomnień. Tylko godziny lotów i adresy hoteli zapisane czerwonym długopisem. Paryż. Rzym. Wenecja. Barcelona. 

W dobie internetu, sugestie co zobaczyć i dokąd pojechać są na wyciągnięcie ręki. Stwierdziłam jednak, że porządny przewodnik na pewno się przyda i planując "rozkład" zwiedzania sięgnęłam po tradycyjne papierowe przewodniki turystyczne. 
Wybór padł na Pascal Light - opis wydawnictwa wyglądał bardzo zachęcająco: "nowoczesny układ, ulubione miejsca znanych osób, optymalne trasy wycieczkowe, najlepsze knajpki". Rozmiar (mieści się w dużej kieszeni) i cena (ok. 20zł na promocji w Gandalfie) też wypadły dobrze, więc oto są:


Wszystkie przewodniki mają taką samą strukturę, co ułatwia "pracę" z nimi. Pierwsza część jest poświęcona historii państwa/miasta/regionu, kulturalnym i kulinarnym ciekawostkom. Poza tym, znajduje się tutaj krótki słowniczek najpotrzebniejszych zwrotów w języku danego kraju, kalendarium imprez i festiwali, a także wypisane zostały miejsca, które mogą zainteresować dzieci. Tę część warto przeczytać jeszcze przed wyjazdem, ponieważ trafiają się tu praktyczne rady, informacje o pogodzie, zwyczajach. 

Na szczególną uwagę zasługuje rozdział "Subiektywnie o...", w którym znane osoby lekko i przystępnie opisują swoje wrażenia z pobytu w danym mieście - Olaf Szewczyk rysuje magiczny obraz Barcelony, którego (niestety) mi samej nie udało się odkryć; Kamil Śmiałkowski nieco ironicznie wyjaśnia, ile zostało Rzymu w Rzymie; Anna Dziewit zdradza, jak przeżyć tydzień w Paryżu ze 100euro w kieszeni.  

Rzecz jasna, najwięcej miejsca zajmują opisy miejsc, które autorzy przewodników polecają zwiedzić. Dodatkowo, trasa "...w 24 godziny", mapka oraz informator o służbach medycznych, policji, komunikacji miejskiej, dojazdach z/na lotnisko, cenach wstępu do poszczególnych obiektów. 

Przewodniki te rzeczywiście są light - zwięzłe i rzeczowe opisy przeplatane ciekawostkami i poradami praktycznymi, inspirującymi zdjęciami. 

A co się tyczy Wenecji... 


Do rąk moich trafiła książka National Geographic "Wenecja - 24 trasy spacerowe". Jak sama nazwa wskazuje, książka proponuje trasy spacerowe. Każda z nich ma inny motyw przewodni i przez ten pryzmat poznajemy historię i teraźniejszość miasta. Spacerując z National Geographic trafimy do najciekawszych miejsc, na najznamienitsze place, poznamy najładniejsze trasy na przejażdżkę gondolą, ostatecznie wylądujemy w dobrej knajpie (tańszej lub droższej - do wyboru), poznamy historię miasta okraszoną niezwykłymi faktami. 

W tej serii ukazały się również przewodniki po Paryżu, Londynie, Barcelonie i Rzymie. Książka kosztowała mnie  niecałe 10zł, a jest po prostu przegenialna! Idealna na samotne wędrówki. Kolejny raz przekonałam się, że dobre rzeczy nie muszą kosztować majątku :-) 

czwartek, 6 września 2012

Wychowany wśród psów - konkurs z Belloną

Pięćdziesiąt fanów temu obiecałyśmy Wam konkurs z okazji 1000 lajkującego nasz profil na Facebooku :-) oto jest! 


Akcja powieści rozgrywa się w miejskiej dżungli Moskwy i jej nędznych przedmieść, gdzie koczują bezdomni. Romoczka, czteroletni chłopiec, porzucony w opustoszałym domu przez matkę i wujka nie mogąc wytrzymać zimna i głodu, wychodzi na mroźne ulice, by znaleźć cokolwiek do jedzenia. Nikt nie interesuje się samotnym czterolatkiem, wałęsającym się po mieście. W końcu chłopiec przyłącza się do trzech psów i idzie za nimi do ich legowiska, piwnicy pod opuszczonym, zrujnowanym kościołem.

"Wychowany wśród psów" to wielowymiarowa powieść o naturze ludzkiej i zwierzęcej, o niewyraźnych granicach między tymi dwoma światami, o niepewnych wyznacznikach zwierzęcości i człowieczeństwa. Ukazuje specyficzny obraz moskiewskiego społeczeństwa, przy którym życie psiego stada wydaje się wzorem solidarności. Autorka wystrzega się wszakże taniego moralizowania. Wielką zaletą książki jest bogaty, wyrafinowany język, którym opisuje nieskomplikowane z pozoru życie bohaterów.

Aby wygrać książkę, należy odpowiedzieć na dwa pytania:

1. Jak się nazywał główny bohater "Księgi dżungli" Kiplinga, wychowany przez wilki?
2. W jakim mieście obecnie odbywają się coroczne Targi Książki Historycznej, których współorganizatorem jest wyd. Bellona?

Zwycięzcę wybierzemy wśród nadesłanych poprawnych odpowiedzi. Na maile czekamy pod adresem misjaksiazka[at]gmail.com z tytułem "Bellona" - do  północy 20 września.

środa, 5 września 2012

CHARLES BUKOWSKI - SZMIRA (1997)



Charles Bukowski, urodzony w Niemczech amerykański pisarz o polskim nazwisku. Jednym słowem ciekawa mieszanka, która dla jednych będzie smakowitym kąskiem, a innych przyprawi o mdłości. Ja należę do pierwszej grupy, ale odradzam lekturę osobom wrażliwym na łacinę podwórkową. Polecam natomiast chadzającym w różowych okularach optymistom - może w końcu zrozumieją, jak naprawdę wygląda życie ;-)

Fabuła "Szmiry" jest jednocześnie prosta i absurdalna do granic możliwości. Hollywoodzki detektyw prowadzący tryb życia łudząco podobny do tego, w jakim gustował Bukowski, prowadzi szereg pozornie nie związanych ze sobą spraw. A przy okazji wtrąca niezwykle trafne filozoficzno-egzystencjalne uwagi.
 
"Ludzie czekają przez całe życie. Czekają na lepsze czasy, czekają na śmierć. Czekają w kolejce, żeby kupić papier toaletowy.Czekają w kolejce po pieniądze. A jak nie mą szalu, to czekają w jeszcze dłuższych kolejkach po zasiłek. Człowiek czeka, żeby położyć się spać, i czeka, żeby się obudzić. Czeka, żeby się ożenić, i czeka, żeby się rozwieść. Czeka na posiłek, a kiedy go zje, czeka na następny. Czeka w poczekalni u psychiatry razem z bandą pomyleńców i sam nie wie, czy jest jednym z nich."

 Jak już wspomniałam, Bukowski nie przebiera w słowach, a dialogi, z których właściwie zbudowana jest cała powieść są często gorzkie, wulgarne, chamskie i ... prawdziwe. Jeśli myśląc o tym, czy szklanka jest w połowie pełna czy pusta dochodzicie do wniosku, że są w niej szczyny, koniecznie musicie sięgnąć po "Szmirę". Belane zdaje sobie sprawę, że życie to równia pochyła, po której nieuchronnie staczamy się ku śmierci. Otaczają go idioci, absurd i gorycz.



"Szmira" to niezwykle wartościowa powieść (nie) dla każdego. Część z Was odnajdzie tu samych siebie i własne przemyślenia, inni popadną w depresję i przygnieceni poczuciem beznadziei będą widzieć wszędzie kretynów. Wiele osób na pewno rzuci książkę w kąt w połowie, a w najlepszym wypadku podłoży pod chwiejący się stolik. 

Najlepszy kąsek zostawiłam na deser. Wyobraźcie sobie, że Bukowski, który twierdził, że "poezja wieków to gówno" sam pisał wiersze. Do tego bardzo dobre, a fanką tego typu twórczości raczej nie jestem. Polecam je z całego serca, mają w sobie to, czego od dawna szukałam w poezji - dosadność, prostotę i łatwość w trafianiu do mojego prostego móżdżka.

Wilczex

JĘZYK: 6/6 
REALIZACJA: 5/6
POSTACIE: 6/6
 OPRAWA GRAFICZNA: 3/6 
Podsumowanie: Pułkownik*****