• Odrażające, brudne, złe... recenzje klasyków klasy B

  • Harry Potter, pieczone kartofle i wyznania z Komnaty Tajemnic - przeczytaj relację z podróży naszej agentki!

  • Zabierz książkę #NaKawe! Nasza instaakcja ma nowego partnera

wtorek, 31 lipca 2012

JEWGIENIJ OLEJNICZAK - ARCHIPELAG KHURUNA (2010)


Niedziela. Telefon wyłączony, laptop zamknięty na cztery spusty i schowany pod stołem. I ja - odcięta od cywilizacji, sącząca kawkę w ciepłej pościeli. Krótko mówiąc - raj na ziemi i Eldorado czytelnicze ;-)

Od jakiegoś czasu ograniczam komputer i Internet do niezbędnego minimum. Agentka Rosemary puka się w czoło, a ja coraz częściej i na coraz dłużej odcinam się od świata, oddając się ulubionym zajęciom, na które cudownym sposobem znalazło się sporo czasu. W końcu sięgnęłam po książki od dawna zbierające kurz na regale. Jedną z nich był właśnie "Archipelag Khuruna".

Przyznajcie, że okładka - miód malina. Fakt, że tak naprawdę nijak się ma do treści książki pominę dyplomatycznym milczeniem... ;-) Zadanie wypełnia wzorowo - przyciąga i intryguje. Przewracanie kolejnych stron też było swojego rodzaju miłym doznaniem estetycznym. Pomimo, że papier nie należy do najlepszych, został tak wystylizowany, że dopiero w połowie lektury zauważyłam jego słabą jakość. Kolejny plus takiego rozwiązania poczułam na długo przed tym, jak otworzyłam książkę. Kupiłam ją za zawrotną sumę 7 złotych. I nie był to antykwariat.

Historia z gadoidami, pochodzącymi z równoległego świata i od wieków panującymi w naszym świecie jest niezwykle wciągająca, choć za niedopowiedzenia autorowi należy się klaps na goły tyłek.  Nie wiem, czy to celowy zabieg, mający na celu irytację czytelnika, czy też przypadek, ale sama społeczność mieszkańców Khuruny, jak i sam Archipelag owiany jest tak naprawdę tajemnicą. A szkoda, bo materiał obiecujący, który można było wykorzystać i spokojnie oprzeć na nim całą serię powieści. Tym bardziej, że akcja dzieje się w naszym starym, dobrym Krakowie.

Mimo wszystko "Archipelag Khuruna" czyta się bardzo szybko i, poza dialogami marynarzy we wstępie, język jest całkiem udanie dopasowany do postaci. Spokojnie można się zagłębić w lekturę w jeden z tych leniwych dni, kiedy minuty sączą się powoli, a nas dopada nastój refleksyjny. Dobra książka również na lato, kiedy upał zniechęca do wielkiego wysiłku zarówno fizycznego jak i umysłowego, a boki już bolą od przewracania się z jednego na drugi.

Z czystym sumieniem polecam "Archipelag Khuruna". Gwarantuję dobrą zabawę, wrażenia estetyczne i... poczucie niedosytu. To jedna z tych pozycji, do której chętnie się wraca, ale nie można jej nazwać ulubioną.

Wilczex
JĘZYK: 4/6 
REALIZACJA: 3/6
POSTACIE: 5/6
 OPRAWA GRAFICZNA: 6/6 
Podsumowanie: Porucznik****


sobota, 28 lipca 2012

Sportowy KONKURS z wyd. Bellona

Ruszyły igrzyska olimpijskie! My też kibicujemy Polakom i mamy nadzieję, że przywiozą z Londynu worek złotych medali ;-)



Razem z wydawnictwem Bellona przygotowaliśmy dla Was sportowy konkurs, do wygrania: "Życie sportowe w Drugiej Rzeczypospolitej" Krzysztowa Szujeckiego. 


"Książka przedstawia dzieje polskiego ruchu sportowego w okresie międzywojennym, podkreślając znaczącą rolę środowisk intelektualnych i artystycznych w jego rozwoju.
Głównym celem publikacji jest odtworzenie udziału polskich zawodniczek i zawodników w międzynarodowej rywalizacji sportowej w latach 1918-1939, z możliwie dokładnym ukazaniem dramaturgii zawodów oraz klimatu tamtych lat, a także rozwoju i przemian w strukturach organizacyjnych polskiego sportu." 


Aby wygrać książkę, należy na maila misjaksiazka[at]gmail.com wysłać odpowiedzi na następujące pytania: 

1. Gdzie odbywały się dawne pierwsze igrzyska olimpijskie?
2. Jaki sport i dlaczego właśnie ten powinny uprawiać agentki Misji, żeby pozostać w formie fizycznej i czytelniczej? ;-)


Wśród najciekawszych poprawnych i najciekawszych odpowiedzi wybierzemy lub wylosujemy zwycięzcę :-) Na maile z tytułem "życie sportowe" czekamy do końca igrzysk, czyli północy 12 sierpnia.


Zachęcamy też do polubienia na Facebooku strony Bellony oraz Misji: K.S.I.Ą.Ż.K.A.

piątek, 27 lipca 2012

Piątkowy KONKURS dla wąchaczy

Tym razem mamy konkurs niezupełnie książkowy - do wygrania naszyjnik "Wącham książki" od ene2rabe :)


Naszyjnik jest unikatowy, został specjalnie przygotowany dla Misji oraz w takim wydaniu nie będzie dostępny w ofercie tradycyjnej. Podekscytowani? ;-)

No to teraz do dzieła. Aby wygrać naszyjnik, należy na maila misjaksiazka[at]gmail.com wysłać kreatywne zakończenie zdania:

Moim ulubionym "fetyszem" książkowym, poza wąchaniem, jest...


Można go zilustrować zdjęciem, rysunkiem lub komentarzem słownym. Wśród najciekawszych "wyznań" wybierzemy lub wylosujemy zwycięzcę :-) Na maile z tytułem "konkurs ene2rabe" czekamy do północy 15 sierpnia.


Zachęcamy też do polubienia na Facebooku strony ene2rabe oraz Misji: K.S.I.Ą.Ż.K.A.

czwartek, 26 lipca 2012

STEPHEN KING - PO ZACHODZIE SŁOŃCA (2008)



Pewnie już mówiłam Wam tysiąc razy, ale dla utrwalenia powtórzę jeszcze raz: Stephen King wielkim pisarzem jest. Mam nadzieję, że wybaczycie mi również to, że po raz kolejny powiem, iż zdecydowanie wolę jego rozbudowane powieści niż opowiadania. Cóż, taki mój los, obciążenie genetyczne po rodzicach - muszę od czasu do czasu potruć dup...ekhem...wracać do tematu. ;-)

King co jakiś czas lubi sobie wrócić do krótkich form, co wychodzi różnie. Jak sam przyznaje we wstępie do powyższego zbiorku, wyszedł dawno z wprawy i nie potrafi już pisać prawdziwych opowiadań. Sama zawsze mimowolnie zakochiwałam się w opowiadaniach powyżej 100 stron, a o większości krótkich zapominałam. Tym razem było inaczej. "Po zachodzie słońca" to tak zwana "dycha", czyli strzał w dziesiątkę. Z półobrotu.

Szczególnie silnym wabikiem (a zarazem powodem celnego strzału) jest fakt, że w książce znajdują się opowiadania, które powstały w okresie, kiedy King był biedny jak ja i nieznany jak Agentka Rose.  ;-) To właśnie te wczesne opowiadania są najsmaczniejszym kąskiem nie tylko w daniu serwowanym po zachodzie słońca, ale w całej restauracji. Świeże i zaskakujące pomysły, wyważony rozwój akcji - wystarczająco szybki jak na opowiadanie i dostatecznie długi, aby przywiązać się do bohaterów. Czyli wszystko to, czego do tej pory mi w jego opowiadaniach brakowało.

Bardzo fajną rzeczą są "Zapiski po zachodzie słońca", czyli kilka słów od autora na temat każdego opowiadania. Niezmiernie przyjemne dygresje, które polecam czytać po każdym z opowiadań, ponieważ autor wyjaśnia, skąd wziął się pomysł na daną historię. Mamy zatem kobietę, która leczyła depresję biegając, mamy historię powstałą po 11 września (słaba!), kilka marzeń (a raczej koszmarów) sennych, inspiracje wyniesione z publicznej toalety i inne tego typu milutkie wspomnienia. Najnowsze opowiadanie w zbiorku, "N.", bardzo miło mnie zaskoczyło, genialny klimat, świetna historia o przenikających się równoległych światach... Miodzio.  Z racji tego, że wiecznie jestem na dwóch dietach (na jednej byłabym głodna), do gustu przypadło mi też opowiadanie "Rower stacjonarny", zrodzone z nienawiści do tych narzędzi szatańskich.

O zbiorku "Po zachodzie słońca" można pisać i pisać. Właściwie warto zrecenzować większość opowiadań niezależnie, bo niewątpliwie zasługują na uwagę. Niewątpliwie to najlepszy set opowiadań Kinga jaki do tej pory wyszedł i ciężko będzie pobić ten wynik.

Wilczex



JĘZYK: 6/6 
REALIZACJA: 5/6
POSTACIE: 5/6
 OPRAWA GRAFICZNA: 5/6 
Podsumowanie: Generał******
(chyba zasłużył na Generała, skoro są to najlepsze opowiadania z całego dorobku pisarza, co nie?) :)  


O tym, jak przeżyć book change i dobrze się bawić

W tym roku Trójmiasto ogarnął szał spotkań bookcrossingowych. Swój "pierwszy raz" w tym temacie przeżyłam na ubiegłorocznej Nagrodzie Literackiej Gdyni. W jednym z namiotów organizatorzy przygotowali stół pełen książek, a każdy odwiedzający mógł przynieść swoje i wymienić na wybrane przez siebie pozycje. To było coś niesamowitego!

Zaczęłam wypatrywać podobnych eventów w moim mieście - bezskutecznie. Dopiero późną jesienią dotarłam na bookcrossing w Cafe Fikcji - spotkanie było bardzo kameralne, dlatego trudno było coś fajnego dla siebie znaleźć. Jednocześnie zaczęłam obserwować poczynania serwisu book-change.pl i myśleć o podobnym dużym spotkaniu w Trójmieście.

Zanim jednak doszło do book change w Szafie, z wakacyjnym bookcrossingiem ruszyła gdyńska restauracja Cynamon. Na pierwszym spotkaniu wymieniliśmy się ponad 250 książkami - zainteresowanie było tak duże, że organizatorzy postanowili zapraszać wszystkich chętnych na podobne spotkania w każdą środę - do końca wakacji.



Bookcrossing w Cynamonie (źródło: Cynamon)

Bardzo możliwe, że w sierpniu i wrześniu odbędą się kolejne imprezy bookcrosingowe we współpracy z serwisem book-change.pl, dlatego, jeżeli ktoś się jeszcze zastanawia, jak ten cały book change ugryźć, ten post jest dla niego. Rozmawiając z Martą, organizatorką spotkań book-change w wielu miastach Polski, oraz Justyną, pomysłodawczynią bookcrossingu w gdyńskim Cynamonie, poruszyłam temat ich oczekiwań oraz rad dla uczestników.



Book Change (Szafa, 21.07.2026) fot. Paweł Dudzicki

1. Przygotuj się 

Warto dać sobie trochę czasu na przygotowanie się do spotkania bookcrossingowego. Przede wszystkim, zapoznaj się z zasadami aktualnego eventu - niektórzy organizatorzy tworzą „czarne listy” książek, które nie mogą brać udziału w wymianie. Zrób porządki w biblioteczce i dokonaj selekcji. Książki, do których nie masz sentymentu oraz te, które już Ci się znudziły śmiało przeznacz na wymianę - w zamian masz szansę zdobyć coś, czego szukałeś od dawna. 

2. Bądź uczciwy

Poradniki o hodowli kaktusów czy zasady ruchu drogowego zostaw w domu lub odłóż na półkę bookcrossingową, zaoszczędzi ci to kpiących spojrzeń ze strony innych uczestników bądź nawet odrzucenia twoich książek przez organizatorów. Nie przynoś bubli, jeżeli sam szukasz najnowszego bestsellera w idealnym stanie.
Justyna: Podejście uczestników jest bardzo istotne: to, jakie książki przynoszą, czy chcą pozbyć się starych lektur czy podręczników, czy wymienić pozycje bardziej wartościowe.

3. Bądź na czas 

Czasami patronat nad wydarzeniem obejmują biblioteki lub wydawnictwa, które do ogólnej puli książek, przeznaczonych na wymianę, dorzucają nowości wydawnicze lub bestsellery. Dlatego największe szanse na  dorwanie ciekawych tytułów masz na początku spotkania.
Jeżeli jest to duże spotkanie bookcrossingowe, dobrze jest przyjść punktualnie, żeby mieć czas rozejrzeć się po lokalu, znaleźć sobie dobre stanowisko obserwacji i mieć oko na to, co ciekawego przynoszą inni uczestnicy. 

4. Nie zapomnij o zasadach dobrego wychowania

Bądź uprzejmy i wyrozumiały. 
Marta: Przede wszystkim, ze strony uczestników oczekujemy kultury - to jest najważniejsze podczas wieloosobowych eventów, gdzie spotykają się ludzie o różnych charakterach, w różnym wieku. A także dużej dawki uśmiechu i humoru - nie agresji! Czasem też zrozumienia dla ewentualnych niedociągnięć organizacyjnych, ponieważ robiąc coś dla ludzi i to bez "biletu wstępu" nie zawsze jest możliwość zainwestować własne środki tak, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik.

5. Rozmawiaj!

Rozmawiaj z innymi uczestnikami book change, jeżeli jest ku temu okazja - również z organizatorami. Dzięki temu masz szansę poznać interesujących ludzi, dowiedzieć się o kolejnych planowanych spotkaniach, nawet zdobyć książki, które czasami krążą bezpośrednio między uczestnikami. 
Justyna: Ku mojemu zaskoczeniu, osoby, które przychodzą "uwalniać" książki do Cynamonu, intuicyjnie wiedzą, co przynieść, rozmawiają o książkach, poznają się, dzielą doświadczeniem czytelniczym. Dla mnie, organizatora, jest to bezcenne.

Podsumowując: wiadomo, że każdy by chciał na wymianie znaleźć coś wartościowego. Ale atmosfera na spotkaniu oraz to, czy uczestnicy wrócą do domu zadowoleni, zależy głównie od samych uczestników. I nie zapominajmy, że bookcrossing jest bezgotówkowym obrotem książkami, a organizatorzy najczęściej pracują nieodpłatnie.

wtorek, 24 lipca 2012

Trójmiasto górą! 1,2 tys. książek na book-change'u

To był istny szał. Takiej frekwencji i zainteresowania nie przewidziała ani ekipa serwisu book-change.pl, ani my, skromnie patronujący temu wydarzeniu. Trójmiejski book-change, który odbył się w sobotę w gdańskiej Cafe Szafa był rekordowy - 176 osób wymieniło się blisko 1,2 tys. książkami. Impressive!

Mówiąc kolokwialnie, ludu było od groma. A rozpiętość tematyczna przyniesionych na wymianę książek - zaskakująco szeroka. Począwszy na poradnikach typu "Jak wyjść za mąż po czterdziestce", poprzez wydawnicze nowości, na fantastyce kończąc. Tak więc, każdy mógł znaleźć coś dla siebie, przy czym Marta Lewandowska, jedna z organizatorek eventu, zdradziła nam, że nowych właścicieli znalazły zarówno poradniki Cosmo, jak i większość szkolnych lektur.

Mieli nosa ci, co przyszli na book change punktualnie lub w pierwsze 30 min. spotkania. Na stół "wymianowy" trafiło kilkadziesiąt nowiutkich książek od Czytam-Kupuję.pl. Swoją porcję książek dorzucił do puli również Dom Wydawniczy Rebis.

Liczby mówią same za siebie - 1,2 tys. wymienionych książek przewinęło się w oficjalnej wymianie. Myślę, że jeszcze kilkadziesiąt książek przeszło z rąk do rąk bez rejestracji. Sama "przechwyciłam" kilka ciekawych tytułów od znajomych, którzy nie zawiedli i stawili się w dobrych nastrojach i z dobrymi książkami (kocham Was za to, że zawsze mogę na Was liczyć! ;-) )

Tak jak zapowiadaliśmy, w trakcie spotkania odbyła się też sesja "Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka". Klimatyczna sala Szafy na piętrze idealnie nadawała się do buduarowych klimatów. Za obiektywem, po raz trzeci na book change, stanęła Joanna Korcz.

Dla tych, co nie dotarli, oraz tych, co czują niedosyt, ruszyła oddolna inicjatywa zorganizowania "poprawin" - wstępna data to 15 sierpnia, szczegóły tutaj.

Tyle napiszę, resztę sobie obejrzyjcie na zdjęciach Pawła Dudzickiego, który przygotował fotoreportaż z wydarzenia. Całość do obejrzenia facebooku. 

- Rose,
agentka specjalna misji

piątek, 20 lipca 2012

Sexy KONKURS dla odważnych!

Wspólnie z wydawnictwem Laurum przygotowałyśmy dla was naprawdę gorący konkurs. Lato w pełni, jestem pewna, że namiętności w Waszym życiu nie brakuje. Jednak taka lektura każdemu od czasu do czasu może się przydać. Szczególnie, że od samego czytania "Seksu dobrze przyprawionego" można popaść w bardzo rozmarzony nastrój ;) 


Obliż wargi, rozluźnij koszulę i przygotuj się na spożycie obiadu przy stole ziemskich rozkoszy dr Morrissey. Z wielkim wyczuciem zabawy i  swobodną praktycznością w TYM temacie, Seks dobrze przyprawiony podaje wszystkie składniki potrzebne po to, by w kwestii waszego seksu przejść od lekkiego bulgotania na małym ogniu do gwałtownego wrzenia.

Aby zgarnąć jeden z 4 przygotowanych dla Was egzemplarzy książki Gabrielle Morrissey, należy odpowiedzieć na poniższe pytania: 

1. Skąd pochodzi autorka "Seksu dobrze przyprawionego"?
2. Kto i z jakiej powieści jest Twoją ulubioną parą zakochanych? ;-)

Zachęcamy do polubienia profilu wydawnictwa Laurum i Misji: K.S.I.Ą.Ż.K.A. na facebooku oraz udostępnienie informacji o konkursie swoim znajomym. 

Odpowiedzi na pytania prosimy nadsyłać na adres mailowy misjaksiazka[at]gmail.com z tytułem "Seks dobrze przyprawiony" do północy 30 lipca. Powodzenia!

czwartek, 19 lipca 2012

O zwykłym nudnym życiu pisarza - rozmowa z Dariuszem Domagalskim

Każda notka biograficzna Dariusza Domagalskiego, jaką znajduję w goglach, zaczyna się identycznie. Pisarz, felietonista, scenarzysta komiksów. Pasjonat historii, specjalista ds. marketingu, systemów zarządzania jakością, elektryk, automatyk,  tokarz... 
Sprawdzam na wikipedii, jak wygląda tokarka. A Dariusz daje słowo, że kiedyś mi opowie, dlaczego został tokarzem... Tymczasem rozmawiamy o rzeczach bardziej przyziemnych ;-)

Misja: Wybacz za porównanie, ale zastanawiając się nad tym, jak wygląda życie pisarza, na myśl przychodzi mi od razu bohater serialu "Californication", Hank Moody. Twórczy, choć nieco zagubiony w życiu facet, który momenty zastoju twórczego odbija sobie chlaniem i kobietami. Dopiero poganiany przez wydawnictwo, siada nad pustą kartką papieru, żeby napisać "powieść życia". Czy realne życie pisarza bardzo odbiega od tej hollywoodskiej wizji?

Dariusz Domagalski: Nie można generalizować. Każdy pisarz jest inny. Niektórzy wiodą żywot poczciwy, są przykładnymi małżonkami, rodzicami, sąsiadami. Stronią od hulaszczego trybu życia i oddają teksty w terminie. Są też tacy co widzą w pisaniu  życiową misję. Wierzą, że napiszą dzieło, które powali czytelników na kolana, a im zapewni nieśmiertelność w panteonie pisarskich gwiazd. Potrafią całymi dniami ślęczeć nad tekstem, nie kontaktować się ze światem zewnętrznym, gdy tylko najdzie na nich natchnienie i muza Kalliope skieruje na nich swoje łaskawe spojrzenie. Ja raczej próbowałbym Kalliope uwieść...

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem "Californication" ze zgrozą stwierdziłem, że wiele rzeczy do mnie pasuje. Na szczęście między mną a Hankiem są także różnice, zarówno w podejściu do pewnych aspektów życia, jak również procesu twórczego. Dla mnie nie istnieje coś takiego jak brak weny twórczej, bo traktuję pisanie jak rzemiosło i nie wierzę w mityczną „powieść życia”. Piszę dla pieniędzy i sławy, która przyciąga kobiety.

M.: Jesteś autorem siedmiu powieści, wielu opowiadań, nawet komiksu. Pojawiasz się na konwentach, spotykasz z czytelni(cz)kami, rozdajesz autografy. Nie jest to życie przeciętnego człowieka. Zdarzały się w Twojej pisarskiej karierze jakieś kuriozalne historie? 

D.D.: Wybrałem się kiedyś w odwiedziny do moich przyjaciół. Akurat była u nich pewna ich znajoma, która przez cały czas mi się przyglądała. Cóż, jestem przyzwyczajony do pełnych zachwytu spojrzeń kobiet, więc nie stanowiło to dla mnie problemu.

- To ty jesteś Dariusz Domagalski? - wreszcie zagadnęła.

- Tak - odparłem z uśmiechem i błyskiem w oku.

- Lubię ciebie czytać.

- Super! A jakie moje powieści czytałaś?

Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona.

- Powieści?

- Hmm... To może czytałaś jakieś moje opowiadania?

- Nie.

- Felietony?

- Nie.

Rozkładam bezradnie ręce.

- To co mojego czytałaś?

- Statusy na Facebooku.

M.: Też czytam Twoje statusy na facebooku! Dobre miejsce na ćwiczenie krótkiej formy prozatorskiej. Czym się zajmujesz, kiedy nie piszesz?

Chlaniem i kobietami. (śmiech)

A na poważnie, to zajmuję się chyba tym samym co każdy normalny człowiek. Staram się dwie godziny dziennie spędzać na świeżym powietrzu, trenując lub spacerując po plaży. Czasami też siadam w nadmorskiej kafejce, zamawiam kawę i czytam książki. W domu przy kieliszku wina często słucham oper, muzyki klasycznej, średniowiecznych utworów wykonywanych przez Jordi Savalla. To mnie odpręża.  Lubię eksperymentować w kuchni, próbując coraz to nowych dań. W wolnych chwilach gram ze znajomymi w gry planszowe, umawiam się z pięknymi kobietami. Zwykłe, nudne życie.

M.: A co dobrego ostatnio ugotowałeś? No chyba że nie takie eksperymenty w kuchni masz na myśli...

D.D.: W kuchni można różne rzeczy robić. Ale ja jestem konserwatywny i wolę łóżko, fotel, krzesło, biurko, windę... (śmiech) No więc, co ugotowałem... Makaron ze szpinakiem i czosnkiem.

M.: Skoro już mówimy o czosnku. W ubiegłym tygodniu "łyknęłam" Twojego Vlada Draculę. Krew, zniszczenie i pożoga. Na swoją kolej czeka wydana w tym roku "Silentium Universi". Zdradzisz, czego można się spodziewać dalej?

D.D.: W  pierwszej połowie roku skupiłem się na pisaniu opowiadań, które pewnie niedługo ukażą się w różnych antologiach. Ale już w lipcu usiadłem do powieści o średniowiecznych piratach, zwanych Braćmi Witalijskimi. Działali pod koniec XIV wieku i w swoim czasie sieli postrach na wodach Morza Bałtyckiego. Ich główną siedzibą była Gotlandia, wodzem zaś - owiany legendą Kalus Störtertebeker. Żeby pokonać piratów, musiały zjednoczyć się floty Hanzy, Szwecji i Zakonu Krzyżackiego. Historia pokazuje, że ich przygody są bardziej pasjonujące niż piratów z odległych Karaibów, a niewielu ludzi o nich słyszało. Powstaną dwa tomy: KLAUS STÖRTEBEKER: WRÓG LUDZI i KLAUS STÖRTEBEKER: PRZYJACIEL BOGA, od zawołania witalijczyków: "wrogowie ludzi i przyjaciele Boga".

M.: Podoba mi się ta zapowiedź. Dzięki, Dariuszu, za rozmowę.

- Rose,
agentka specjalna Misji

niedziela, 15 lipca 2012

KARIN SLAUGHTER - TRYPTYK (2006)


Nie czytam romansów. Próbowałam chyba ze dwa razy i zawsze dochodziłam do wniosku, że jeśli kiedykolwiek spełnię marzenie mojej mamy i zostanę lekarzem, będę przepisywać romanse pacjentom cierpiącym na bezsenność. W takim razie co czytam, kiedy mój mózg broni się przed rozwojem lub kiedy babcia tramwajowa szturcha mnie laską w bok, a dziecko towarzyszki niedoli drze się nad uchem? Kryminały oczywiście!

"Tryptyk" rzucił mi się w oczy od razu. Nie tylko dlatego, że kosztował całe 2 złote i był po angielsku. Wpadło mi w oko nazwisko autorki. Po polsku znaczy to tyle co "rzeź", trzeba było zatem zweryfikować potencjał Karin "Masakry" Slaughter. Muszę przyznać, że trzyma fason, szczególnie jeśli chodzi o stronę językową, o której powiem za chwileczkę.

Na samym początku muszę powiedzieć, że nie rozumiem, dlaczego powieść jest traktowana jako thriller. Thrillerem było "Milczenie owiec", według mnie "Tryptyk" jest typowym kryminałem. Mamy serię brutalnych zabójstw, mordercę na wolności i ekipę policyjną starająca się rozwikłać zagadkę i schwytać zwyrodnialca zanim będzie za późno. Może i "Tryptyk" miał być thrillerem opartym na grze psychologicznej, ale najwidoczniej nie wyszło i mamy rasowy kryminał. Jak to zwykle bywa zagadka zostaje rozwikłana. Podobno w zaskakujący sposób. Moje zdanie jest takie, że bardziej przewidywalnie być nie mogło.

Ale przecież nie zawsze w kryminałach chodzi o to, żeby zaskakiwać w stylu Agathy Christie. "Tryptyk" wciąga, czyta się go z zapałem i bardzo szybko. Wygrzebałam gdzieś, że jeśli wyrzucić z niego wulgaryzmy, czytałoby się przyjemniej. Większej bzdury w życiu nie słyszałam. Litości, kto znajdując zakrwawionego trupa nagiej dziewczyny z odgryzionym językiem mówi "Ojej!" albo "A to hultaj!"...? W świecie prostytucji, narkotyków i przestępców najpopularniejsza jest łacina czy tego chcemy, czy nie. Już widzę nowy serial kryminalny na Jedynce: " Kurka wodna! Ten nicpoń uprawiał z nią miłość bez jej zgody, a na dodatek po tym, jak nieboraczka wyzionęła ducha!".

Jeśli ktoś z Was będzie miał wybór pomiędzy polską a angielska wersją językową, bez oporów wybierajcie tę drugą. Słownictwo nie jest zbyt trudne, wiele zwrotów kojarzymy już z filmów, ale dużo można się tez nauczyć. Ja przez cały czas czegoś szukałam w słowniku. Jeśli ktoś lubi takie zabawy - polecam z całego serca.

Nie wiem do końca dlaczego książka stała się bestsellerowym hitem w wielu krajach. Nie rozumiem jednak również, dlaczego miałabym jej nie przeczytać. Szybkie zwroty akcji, wątek miłosny (ble!), smród, bród i ubóstwo. Jestem pewna, że jeśli wpadnie mi w ręce kolejna książka Karin Slaughter przeczytam z wielką przyjemnością, ale bez wygórowanych oczekiwań.


Wilczex

JĘZYK: 6/6 
REALIZACJA: 4/6
POSTACIE: 4/6
 OPRAWA GRAFICZNA: 5/6 
Podsumowanie: Porucznik ****

czwartek, 12 lipca 2012

Brama Zdrajców - wyniki!


Dwa egzemplarze "Bramy Zdrajców" Edgara Wallace ufundowane przez 
wędrują do:
Marty Zajączkowskiej
Małgorzaty Siwek-Kotuchy (prosimy o adres wysyłki!)

czwartek, 5 lipca 2012

Wakacyjno-urodzinowy konkurs #2

A oto zapowiadany przez nas kolejny wakacyjno-urodzinowy konkurs z książką do wygrania. 


"Brawurową kradzież klejnotów koronnych z londyńskiej Tower, romans angielskiego oficera zakochanego w tajemniczej kobiecie o podejrzanej reputacji, śledztwo prowadzone przez dociekliwego inspektora Scotland Yardu oraz harem egzotycznego księcia Orientu - to wszystko znajdziemy w "Bramie zdrajców" Edgara Wallace'a, autora wielu bardzo poczytnych powieści awanturniczo-przygodowych, sztuk teatralnych oraz scenariuszy hollywoodzkich przebojów kinowych (m. in. słynnego "King Konga")."

Tym razem mamy dla Was sensacyjno-detektywistyczną opowieść Edgara Wallace "Brama zdrajców". Aby zgarnąć jeden z dwóch egzemplarzy, które ufundowało wydawnictwo Damidos, należy odpowiedzieć na poniższe pytania:

1. Jaki największy książkowy skarb trzyma w swoim sejfie agentka Wilczex? (podpowiadamy: sprawdź naszą sekcję "Ciekawostki")
2. W jakim mieście znajduje się siedziba wydawnictwa Damidos?

Mile widziane jest również polubienie profilu wyd. Damidos i Misji: K.S.I.Ą.Ż.K.A na facebooku oraz udostępnienie informacji o konkursie swoim znajomym.

Odpowiedzi na pytania prosimy nadsyłać na adres mailowy misjaksiazka[at]gmail.com z tytułem "Brama zdrajców" do północy 10 lipca . Powodzenia!

środa, 4 lipca 2012

Zen Steve'a Jobsa - wyniki!


Nagroda ufundowana przez wydawnictwo One Press 
Zen Steve'a Jobsa
powędruje do:
Jacek Olejnik
Agnes
kseroboy

Prosimy o przesłanie adresów, na jaki mają być wysłane książki!

poniedziałek, 2 lipca 2012

Halszka Opfer - Kato-tata. Nie-pamiętnik. (2009)


Czasem jednak praca magisterska się do czegoś przydaje. Rzadko, bo rzadko, ale właśnie dzięki niej odkryłam tę niesamowita książkę. Czyli jednak warto. ;)

Okładka mówi wiele, nie zdradza jednak wszystkiego. Właściwie trudno się dziwić. Halszka Opfer od 3 roku życia była molestowana przez swojego ojca. Przez większość życia gwałcona i poniewierana na oczach rodzeństwa i za zgodą i wiedzą matki. Przez całe życie uczona, że nie pierze się publicznie rodzinnych brudów, milczała. Do czasu, aż dziadek zabrał się za wnuczkę.

"Mama do mnie: 'Ale tata twierdzi, że nic takiego Tamarze nie zrobił'. Ja: 'Mamo, ale on ją molestował!'. Mama już wyraźnie zdenerwowana, słyszę, jak mówi do taty: 'Ej, Staszek, coś ty w końcu zrobił tej Tamarze? Bo dzwoni Halszka i ma do nas pretensje. Coś ty jej zrobił? No powiedz'. I słyszę z daleka głos ojca: 'Przecież mówię, że nic takiego nie zrobiłem. Tylko podotykałem trochę sobie'. I mama za nim do słuchawki: 'Ojciec mówi, że nie było stosunku. Tylko ją trochę podotykał. No i co się takiego stało? Co ty chcesz od niego?'."*

Książkę pisała 16 lat. Szesnaście lat walki z tym "o czym przecież się nie mówi". Szesnaście lat walki z samą sobą. Po śmierci ojca mogła odetchnąć. Wreszcie. Wkrótce ukazała się nie jedna, a dwie książki. Kato-tata i Monidło, opowiadające o dorosłym już życiu Halszki. Pierwszą porównują do "Malowanego Ptaka". Ja bym jeszcze dorzuciła "Brzydulę". Opuszczenie Kosińskiego i cierpienie Briscoe składają się na życie Halszki. Jest w tej książce coś hipnotycznego, ta sama siła, która każe patrzeć na umierające zwierzę do ostatniej sekundy, nie pozwalając na odwrócenie wzroku.

"Podeszłam z mamą. Patrzę na tatę - skóra i kości, paluszki jak u dziecka. Pomyślałam: 'Już nigdy te ręce nikomu nic złego nie zrobią'. Popatrzyłam na miejsce na spodniach, na którym leżały dłonie: "Ciekawe, jak teraz tam wyglądasz. Jaki teraz jesteś? Tyle krzywdy mi tym zrobiłeś'. Nagle mama mnie szturcha: 'Weź, uściśnij ojcu rękę'. 'Nie będę go dotykać'. 'Weź, ludzie patrzą'."

Uważam jednak, iż sprowadzanie Kato-taty jedynie do molestowania i gwałcenia córki przez ojca niesamowicie spłyca krzywdzi książkę. To "tylko" korzeń, powód poniżania i prześladowania. Halszka była jak zwierzę, któremu ojciec wypalił na czole napis "możesz mnie bezkarnie gwałcić". Z tego drogowskazu korzystał kto chciał. Nie miała nikogo, matka sama zanosiła ją do łóżka ojca. Alkohol, obojętność, przemoc. Jednak książka nie jest o molestowaniu.  Opowiada o owym wypalonym znaku zaczynającym się w ciele, a kończącym na duszy.

Poza działaniem terapeutycznym dla autorki, nadziei dla innych krzywdzonych, książka jest pomocna w zrozumieniu ofiar przemocy. Dlaczego nie uciekają, dlaczego nie zwracają się o pomoc... Zastanawialiście się kiedyś, jak łatwo z człowieka zrobić psa, którego możesz kopać, głodzić i poniżać, a który i tak będzie skomlał z zachwytu i merdał ogonem na wasz widok?

Wilczex

JĘZYK: 6/6 
REALIZACJA: 6/6
POSTACIE: -/-
 OPRAWA GRAFICZNA: 4/6 
Podsumowanie: Generał******




*Wszystkie cytaty pochodzą z niezwykle ciekawego wywiadu z Halszką Opfer dla wysokich Obcasów. KLIK
**Polecam też reportaż "Uwagi" na temat autorki. KLIK