• Odrażające, brudne, złe... recenzje klasyków klasy B

  • Harry Potter, pieczone kartofle i wyznania z Komnaty Tajemnic - przeczytaj relację z podróży naszej agentki!

  • Zabierz książkę #NaKawe! Nasza instaakcja ma nowego partnera

niedziela, 29 kwietnia 2012

SHAUN HUTSON - ŚLIMAKI (1982)


Brzydzisz się śliskich, miękkich i mięsistych zwierzątek? Niedobrze Ci się robi na samą myśl o tysiącach robali kłębiących się w jednym miejscu, pełzających jeden po drugim, tworząc jednolitą, ruchomą masę? Jeśli do tego jesteś emocjonalnym masochistą, ta książka jest wprost stworzona dla Ciebie!

W pewnym spokojnym miasteczku nikt nie przypuszczał, że już niedługo opanują je najobrzydliwsze mutanty, jakie kiedykolwiek miały nieszczęście się narodzić. Zapowiadało się  niewinnie - ot, plaga ślimaków ogrodowych, z którą każdy bardziej doświadczony ogrodnik poradzi sobie, trzymając jeden palec w nosie, a drugi na spuście rozpylacza taniego środka na szkodniki.

Jednak były one  zbyt duże, zbyt wygłodniałe i zbyt szybkie na przeciętne ślimaki. Te krwiożercze bestie ukrywały się w ciemnych i mokrych miejscach, żeby w odpowiednim momencie zaskoczyć swoją ofiarę, pojawiając się nie wiadomo skąd i atakując błyskawicznie i boleśnie. Zapach krwi i rozrywanej ich ostrym jak brzytwa zębem trzonowym tkanki tylko podsycał ich głód, zwabiając jeszcze więcej pobratymców. Było ich tak wiele, że nie było żadnej szansy na ucieczkę, a potworny ból przeszywał całe ciało, kiedy odnajdowały najwilgotniejsze miejsca na ciele, wślizgując się w nie i atakując ciało od środka. Krew lała się strumieniami, a ofiara umierała w męczarniach, pośród ślimaczego szlamu i kawałków własnego ciała, walających się dookoła.

Próbowano wszystkiego, jednak metody skuteczne przy zwykłych ślimakach ogrodowych zawodzą. Kiedy wy główkujecie, jak pozbyć się tego cholerstwa, one wykorzystują w pełni swój hermafrodytyzm i rozmnażają się na potęgę, docierając do coraz odleglejszych zakamarków miasta.Wiecie, że jeden osobnik składa w ciągu swojego życia około 700 jaj?

Jeśli myślicie, że w książce znajdziecie remedium na obślizły problem, macie rację. Rozwiązanie jest. Ale nigdy go nie poznacie, bo w książce brakuje akurat tych dwudziestu kluczowych stron. Na szczęście ktoś nakręcił film. Osobom na diecie radzę nie oglądać go pogryzając sałatę. Tym razem chipsy wyjdą Wam na dobre.


 




Miałam bardzo duży problem z oceną tej książki. Jako wielki fan wszystkiego, co klasy B, byłam nią zachwycona. Jednak zdając sobie sprawę, że pewnie niewielu takich freaków zagląda na tego bloga, zastanawiałam się czy nie ocenić jej w kontekście literackim. Byłoby to jednak nie fair, bo "Ślimaki" walorów literackich nie mają w zasadzie żadnych. Dlatego postanowiłam oceniać je w kontekście książek im podobnych (które na pewno będą się co jakiś czas tu pojawiać).

Wilczex


JĘZYK: 6/6 
(napisana tak, że można od razu zabierać się do ekranizacji)
REALIZACJA: 6/6
(dużo krwi i latających flaków )
POSTACIE: 3/6
 (banda ćwierć mózgów, wprowadzana do fabuły tylko po to, żeby za dwie strony zginąć)
 OPRAWA GRAFICZNA: 6/6 
  (chyba nie muszę uzasadniać?)
Podsumowanie: Pułkownik*****

niedziela, 22 kwietnia 2012

WILLIAM WHARTON - TATO (1981)


Starość to brzydkie słowo. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy panuje wszechobecny ageizm* i kult młodości.  Kiedy staniemy z nią twarzą w twarz nie mamy szans na ucieczkę.


Williama Whartona albo się kocha albo nie. Pod względem fabularnym jego książki to zaprzeczenie ogólnej "tendencji kingowkiej" - zamiast armii bohaterów mamy tu zamknięty krąg, wąskie grono ludzi, wokół których zbudowano akcję. Mocne podwaliny naprawdę potężnej budowli. Zgadzam się z Ewą Kuźniar - "Tato" to nie jest książka o śmierci. To opowieść o życiu, które na nas nie czeka.

Pomimo, że Wharton przedstawi genialne wręcz studium relacji ojciec-syn, żeńska część czytelników również nie będzie miała problemu z przełożeniem treści na własne życie. Dzięki temu, że bohaterowie są ograniczeni do niezbędnego minimum, każda postać jest bez pośpiechu rozkładana na części pierwsze, a w każdej z nich odnajdujemy cząstkę siebie.

Książka przepełniona jest miłością, a jednocześnie przekonaniem, że starzy ludzie jednak są przeszkodą. Nie tylko dla młodego pokolenia, ale przede wszystkim dla siebie. Nie mają już sił na bieg z przeszkodami. Kiedy poczujemy oddech śmierci na karku oswajamy go, a kiedy myślimy, że w końcu się udało - okazuje się, że życie zostawiło nas daleko w tyle.

O "Tato" nie można pisać długo. Pozostawia po sobie ulotną mgiełkę, mglistą mozaikę uczuć, których nie sposób ani się pozbyć ani podzielić z innymi - zwerbalizowane tracą na wartości, powszednieją i zostajemy z niczym, bez końca szukając odpowiednich słów.

Polecam książkę każdemu, nawet tym, którzy nie lubią klasyki, bo tym już dawno stał się "Tato". To jest książka na całe życie, za każdym razem odkrywamy coś nowego. 



"...... starzy jesteśmy wtedy, kiedy większość ludzi wolałaby, żebyśmy już nie żyli."





JĘZYK: 6/6
REALIZACJA: 6/6
POSTACIE: 6/6
 OPRAWA GRAFICZNA: 5/6 (nie do końca ją rozumiem)
Podsumowanie: Generał!!******




Wilczex



Ageizm (ang: age) - dyskryminacja ze względu na wiek, lekceważenie osób starszych, udawanie, że nie istnieją m.in. na rynku pracy. Zwykle dotyczy osób po 45 - 50 roku życia.

sobota, 14 kwietnia 2012

TOM HOLT - dla miłośników Pratchetta


Od lat nauczano nas że istnieją tylko cztery żywioły z których stworzony jest otaczający nas Świat. Jak się jednak poczujecie, jeśli cała wasza wiedza zostanie zaburzona informacją o piątym magicznym pierwiastku jakim jest... budyń, a całość wszechświata zaczęła się nie od wielkiego wybuchu, lecz od przeciągłego "Muuuuuu"! 


Do takich informacji dociera w trzeciej części (po Przenośne drzwi i Śniło Ci się) główny bohater cyklu, Paul Carpenter. 

Paul to niczym nie wyróżniający się z tłumu, przeciętnej urody przedstawiciel płci brzydkiej, w dodatku - nieudacznik. Mimo to, trafia się mu wielka szansa i podejmuje pracę w J.W. Wells & Co. Na pierwszy rzut oka, jest to firma zajmująca się księgowością, ale... tak nie jest. Jest to bowiem konsorcjum magów i innych magicznych stworzeń, główną zasadą w pracy jest wyjście z "biura" przed godziną 17, gdyż punktualnie o tej porze budynek przejmują gobliny, a one - wiadomo -są nieprzewidywalne... 



Jakby tego było mało i życie Paula już i tak nie wyglądało źle, nasz bohater ma jeszcze jedną wadę - zakochuje się w każdej kobiecie jaką spotka. A jego fajtłapowatość sprawia mu w tym aspekcie, jak zwykle, problemy. Tak się też staje: Paul w nowej pracy zakochuje się w Sophie, swojej współpracownicy, a oprócz tego czyha na niego goblinica Rose. 

Jak widać Paul nie ma lekko, zresztą my, próbując spamiętać i zorientować się w zawikłanych losach i tego, kto jest kim - również. Bo kto mógłby przypuszczać, że jeden z bogów w świecie wykreowanym przez autora przyjmie postać gadającej lodówki? Takich rozwiązań w całym cyklu jest bardzo dużo, a wszystko opatrzone jest niesamowitą dawką humoru. 



 Sam autor Tom Holt ma do siebie duży dystans, na jego  stronie internetowej przeczytamy: 

"urodził się w 1961 roku w Londynie. W Oxfordzie studiował bilard barowy, rolnictwo starożytnej Grecji i pielęgnację małych, kapryśnych silników japońskich motocykli; zainteresowania, które, być może nieuchronnie, doprowadziły do tego, że został adwokatem i wyemigrował do Somerset, gdzie przez siedem lat specjalizował się w śmierci i podatkach, zanim w 1995 roku wrócił do uczciwego życia. Obecnie, już jako pełnoetatowy pisarz, mieszka w Chard w hrabstwie Somerset, z żoną, córką i charakterystycznym zapachem krwi, przywiewanym z lokalnej rzeźni". 

Daleko jednak do stwierdzenia reklamujące książki, iż autor jest drugim Pratchettem. Tak na pewno nie jest, ale jeśli czytaliście twórczość Terrego, to i Tom Holt przypadnie wam do gustu. Zachęcam do śledzenia reszty cyklu - bo trzeci tom, nie jest ostatnim... :)

JĘZYK: 5/6
REALIZACJA: 6/6
POSTACIE: 5/6
 OPRAWA GRAFICZNA: 4/6*
Podsumowanie: porucznik ****

* Wydanie trzeciego tomu zupełnie w innym formacie niż pierwsze dwa tomy, dlatego oprawa graficzna idzie na minus! ;)

-  Glan
tajny informator Misji

wtorek, 10 kwietnia 2012

Buty Brunona - Projekt Szpilki

Ludzie listy piszą (no dobra, może nie listy, tylko maile i wiadomości prywatne na Facebooku ;) ) i czasami nawet udaje im się nas zaskoczyć! 

Jeśli któraś z naszych czytelniczek zastanawiała się kiedyś, co zrobić ze swoimi starymi butami, mam propozycję: można wejść na stronę projektszpilki.pl, wypełnić ankietę i ofiarować je Annie Kaszuba-Dębskiej, krakowskiej artystce. Otóż damskie buty (najróżniejsze!) posłużą jako obiekty artystyczne w instalacji przy Pałacu Sztuki w Drohobyczu podczas Jubileuszowego Festiwalu Brunona Schulza 2012. 

Na stronie projektu czytamy: "Powstaje instalacja kilkuset kolorowych butów - kwiatów, równo ułożonych na zielonym trawniku dawnej willi Bianki, literackiej postaci z prozy Brunona Schulza. (...) Zgłębiając kolorystyczny kod w katalogu, widz pochyla się w celu odkodowania kobiecości. Gest ten jest nawiązaniem do rysunków Schulza, których często głównym tematem było uwielbienie damskich nóg i butów." 

Projekt szpilki jest częścią doktoratu realizowanego na ASP w Warszawie, poświęconego kobietom z kręgu Brunona Schulza. Niesamowicie ciekawy pomysł, połączenie literatury, szeroko pojmowanej sztuki, recyclingu, performance. 


Poprosiłyśmy artystkę o zdradzenie, na jakim etapie jest realizacja jej pomysłu :)

Misja: K.S.I.Ą.Ż.K.A.: Kto może ofiarować buty i ile już udało się ich zebrać?
Anna Kaszuba-Dębska: Mam ponad 200 par butów, wszystkie z ciekawymi historiami. Każda osoba, która czuje się kobietą, może oddać swoje buty. W kolekcji mam zarówno buty 13-latki jak i pani po osiemdziesiątce. Ważne jest, aby do butów załączyć odpowiedzi na pytania zadane w ankiecie, która jest dostępna na stronie www.projektszpilki.pl. 

   Misja: Czy kobiety chętnie to robią?
  A.M.-D.: Tak, te które mają ochotę wziąć udział w projekcie i znają jego ideę, bardzo chętnie oddają swoje buty z przeszłością i zdradzają kilka szczegółów o sobie. 

   Misja: Co można już teraz powiedzieć o kobietach, które biorą udział w projekcie?
  A.M.-D.: Przedział wiekowy, jak już powiedziałam, jest szeroki, ale w większości są to kobiety w wieku od 20 do 40 lat. Informacja o projekcie dotarła głównie do studentek, artystek i pisarek. Mam buty, które występowały na deskach Teatru Starego. Buty, które podróżowały po Europie uczestnicząc w wernisażach. Buty ślubne, trampki, kalosze. Ciągle są nadsyłane buty z różnych stron Polski i Europy, mam buty ze Lwowa, Paryża, Londynu. 

   Misja: Życzymy powodzenia! 

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Bookfriendly GŁOŚNA

Kontynuujemy nasze poszukiwania miejsc bookfriendly i oto kolejny przyjazny dla książek punkt na mapie Polski - poznańska kluboksięgarnia GŁOŚNA. 


Lokal kryje się za niepozornymi drzwiami na tyłach kina Muza. Jednak niech was nie zniechęci wejście przez klatkę schodową bloku, bo miejsce jest naprawdę warte odwiedzenia.  

GŁOŚNA to kawiarnia, księgarnia, Dom Kultury i Salon Designu w jednym. Księgarnia Tristero, integralna część GOŚNEJ, jest księgarnią o profilu artystyczno-literackim. Swą nazwę zawdzięcza postmodernistycznej powieści Thomasa Pynchona "49 idzie pod młotek". Dobrze oświetlona, z wygodnymi krzesłami i fajną atmosferą - odwiedzić mus. 




Na szczególna uwagę zasługuje bardzo nieformalny wystrój (nie pokazuję na zdjęciach - niech to będzie dla was niespodzianka!), elementy którego są jednocześnie swego rodzaju wystawą designerów oraz "komisem" mebli, a także tzw. Szafa Pierdołki z gadżetami i biżuterią handmade. 


Nie będę rozpisywać się o wszystkich przedsięwzięciach GŁOŚNEJ, o nich możecie poczytać na stronie www kluboksięgarni. Ale nawet poza "oficjalnym programem" warto przyjść, rozwalić się na sofie albo na którymś z recyclingowych krzeseł, zamówić dobrą czekoladę i zagrać w scrabble. Albo poczytać. No i mają tu cidery w różnych smakach (podawane, np. z poziomkami!). Zdecydowane mniam :-)


Kluboksięgarnia GŁOŚNA
ul. Święty Marcin 30/8-9
Poznań