• Odrażające, brudne, złe... recenzje klasyków klasy B

  • Harry Potter, pieczone kartofle i wyznania z Komnaty Tajemnic - przeczytaj relację z podróży naszej agentki!

  • Zabierz książkę #NaKawe! Nasza instaakcja ma nowego partnera

środa, 28 grudnia 2011

E.M. REMARQUE - NA ZIEMI OBIECANEJ


Tę książkę można czytać jak powieść, śledząc losy bohaterów i zastanawiając się, co będzie dalej. Można ją czytać jak wspomnienia, spisane przez człowieka, który przeżył dwie wojny, na których stracił najbliższych i był świadkiem upadku elit swojego narodu. Można też zabrać się do tej powieści jak do rozważań o przyszłości ludzkości, natury tyranii i bolesnych lekcjach historii. W każdym przypadku "Na ziemi obiecanej" to prawdziwa uczta dla duszy.

My, obywatele świata! Nie należymy ani tu, ani tam! Ani do ziemi opuszczonej, ani do tej nowej!

Bohaterami powieści są emigranci z Europy, którzy wydostali się z ogarniętego wojennym ogniem i nazistowskim barbarzyństwem kontynentu, a po dotarciu do Stanów Zjednoczonych, tytułowej Ziemi obiecanej, próbują zacząć życie od nowa. Ich drogi do ocalenia są bardzo różne: łut szczęścia albo szczegółowo zaplanowane działanie, samotna walka o życie albo pomoc ze strony przyjaciół. Niektórzy wojnę widzieli tylko w nagłówkach gazet, inni na własnej skórze doświadczyli niedoli obozów.

Środowisko emigrantów widzimy oczami Ludwika Sommera, niemieckiego emigranta, którego Via Dolorosa* szczęśliwie zaprowadziła za Atlantyk. Może uważać siebie za szczęściarza, gdyż tysiące emigrantów (nie tylko Żydów), w tym wielu jego znajomych i bliskich, umarło w zapomnieniu lub zostało zamordowanych. Mimo to, każdego dnia na błękitnym nowojorskim niebie Sommera pojawia się coraz więcej chmur. Nie ma ucieczki przed echem przeszłości, a wspomnienia jak kajdany krępują umysł i niszczą nadzieję na lepsze jutro.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat wydarzyło się dużo za dużo, Ludwiku. Dla tej krwawej przeszłości nie ma zadośćuczynienia. I nigdy nie było.

"Na ziemi obiecanej" to emocjonalna huśtawka. Radość, strach, tęsknota, przygnębienie pojawiają się i znikają jak w zwariowanym  kalejdoskopie. Czy człowiek z bagażem doświadczeń może być szczęśliwy? Czy pamiętając śmierć ukochanej można ponownie pokochać? Czy należy czuć winę za śmierć tych, kogo nie udało się uratować? Dylematy moralne, koszmary nocne i ponowna nauka oddychania powietrzem wolnym od wojny - wszystko to składa się na codzienność bohaterów powieści. Świadomość, że ich życia przedstawiają przekrój prawdziwych losów wojennych uciekinierów, nie przytłacza - jest po prostu nie do zniesienia.

E.M. Remarque, w 1939 roku, jako europejski emigrant do USA. Jego książki w nazistowskich Niemczech znalazły się na liście zakazanych i zostały publicznie spalone. 

Powieść urywa się, nie znamy dalszych losów głównego bohatera. Nasze spekulacje możemy skonfrontować z opracowanymi na potrzeby wydawnictwa notatkami pisarza (umieszczone w końcu książki), w których Remarque zastanawia się nad możliwymi wariantami zakończenia powieści. Wierzę, że gdyby los dał pisarzowi jeszcze parę lat, spod pióra Remarque'a, po poprawkach, wyszłoby kolejne arcydzieło. Ciekawe tylko, czy z happy endem?

A wiecie, co będzie najstraszliwsze? To, że gdy wojna minie, wszystko zostanie zapomniane.

Bardzo trudno mi było pozbierać myśli po lekturze tej książki. Wiele wątków mogę odnieść do osobistych doświadczeń. Niektóre stwierdzenia były dla mnie objawieniem, przeciwko innym buntowałam się całą sobą. Jako emigrant (choć z zupełnie innych pobudek, niż przyświecały Remarque'owi i jego bohaterom), doskonale rozumiem dwoistość życia człowieka w obcym miejscu, mogę dotknąć szklanej ściany niezrozumienia między "przybyszami" a "tubylcami". W "Ziemi obiecanej" nie ma słów przypadkowych. Wydaje się, jakby każde zdanie pisarz kilkakrotnie powtórzył w myślach, wypowiedział na głos i dopiero potem zapisał na papierze. A każde z nich trafia prosto w sedno.

Chciałabym jakoś podsumować tę moją emocjonalną wypowiedź. Ale z kłębowiska myśli nie mogę wyłapać nic, poza ostatnią iskierką wiary w ludzkość i nadziei, że potrafimy uczyć się na własnych błędach. E.M. Remarque znowu mnie znokautował jasnością umysłu i kunsztem pisarskim. Bo nikt nie potrafi o tak trudnych sprawach pisać tak prostymi słowami. 

P.S. Tych, którzy nie czytali jeszcze nic z twórczości E.M. Remarque'a, zachęcam do sięgnięcia najpierw po kilka jego wcześniejszych powieści (np. "Łuk Triumfalny" lub "Noc w Lizbonie"). Przybliżą one życie europejskich refugees przed i w trakcie drugiej wojny światowej. Losy bohaterów niektórych wcześniejszych powieści przewijają się również w "Ziemi obiecanej".
P.P.S. Cytaty pochodzą z omawianej powieści.

* z łac. "droga cierpienia". Droga emigrantów z nazistowskich Niemiec, prowadząca przez Belgię, Francję i inne kraje europejskie do Ziemi obiecanej, jaką jawiły się Stany Zjednoczone. 

JĘZYK: 6/6
REALIZACJA: -/-
POSTACIE: 4/6
 OKŁADKA: 5/6
Podsumowanie:  Pułkownik*****

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Bellona

czwartek, 22 grudnia 2011

Santa Claus is coming to town :)

... a my, agentki, bierzemy sobie świąteczny urlop-nieurlop, nowego posta spodziewajcie się najwcześniej 29 grudnia. A w nim - najprawdopodobniej recenzja "Na ziemi obiecanej", bo na szybciocha o tej książce po prostu nie da się pisać. Przed końcem roku na pewno zorganizujemy również konkurs z bardzo nietypową nagrodą :-) a więc, wypatrywać i wyczekiwać!

Tymczasem w imieniu swoim i Wilczex chcę życzyć wszystkim naszym czytelnikom i sympatyzującym wydawnictwom spokojnych i relaksujących Świąt* oraz Nowego Roku bogatego w dużo ciekawych nowości i samych pozytywnych recenzji! Oby choinki, jakie możemy ułożyć z posiadanych książek, z roku na rok rosły coraz bardziej :-)


* Jakby to powiedział Garfield, "relaksujące Święta" to matka wszystkich oksymoronów ;-) ale jednak - może w tym roku się uda!

niedziela, 11 grudnia 2011

JOHN STEPHENS - SZMARAGDOWY ATLAS. KSIĘGI POCZĄTKU


Czego pragnie się w wieku, kiedy można nie tylko marzyć o rzeczach niemożliwych, ale i bezkarnie wierzyć, że marzenia się spełniają? Ja, na przykład, bardzo chciałam posiadać nadprzyrodzoną moc. Zdobyć magiczny artefakt i przy jego pomocy móc wpływać na rzeczywistość. Bohaterowie "Szmaragdowego Atlasu" marzą o czymś zupełnie przeciwnym - w momentach słabości i chwilach zwątpienia chcą być normalnymi dziećmi, z mamą i tatą, przyszłością, w którą mogą spojrzeć bez obaw.

Niestety, los do nich się nie uśmiecha. Od wczesnego dzieciństwa tułają się po sierocińcach, nie znają swojego nazwiska i, poza najstarszą z rodzeństwa Kate, nie pamiętają rodziców. Takie życie odciska silne piętno na charakterze Emmy i Michaela, najmłodszych z rodzeństwa. Jednak rodzeństwo P. (bo takie "nazwisko" figuruje w papierach dzieci) muszą się zmierzyć nie tylko z szarą rzeczywistością domu dziecka.

Po kolejnej nieudanej adopcji zostają odesłani do Cambridge Falls, które wita dzieci serią dziwnych wypadków. Okazuje się, że będą mieszkali na wyspie niewidocznej dla zwykłych ludzi - w ich świadomości ona po prostu nie istnieje. Po drodze do swojego nowego domu (które okazuje się być starym, zakurzonym zamczyskiem, a nie kolejnym sierocińcem) dowiadują się, że wyspę zamieszkują wilki, które po zmierzchu dybią na każdego, kto opuści bezpieczne mury zamku. 

Ale to nie koniec niespodzianek. Piwnice zamczyska skrywają kolejne tajemnice i to właśnie Kate, Emma i Michael uzyskują do nich dostęp. Niespodziewanie dla samych siebie odkrywają coś, co pozwala im podróżować w czasie i przestrzeni. Jednak w tym "innym świecie" czyha wielkie zło, któremu nie są w stanie przeciwstawić się nawet dorośli. 

Nie chcę zdradzać więcej szczegółów fabuły, niech historia o "Szmaragdowym Atlasie" zaskoczy Was tak samo, jak mnie :-) Powieść wciąga niemal od pierwszej strony. Dużo tu zwrotów akcji, widowiskowych walk, mistycznych zdarzeń i humoru. Jest to pierwsza powieść Johna Stephensa, który fachu pisarskiego uczył się na studiach (swoją drogą - szkoda, że u nas uniwersytety nie oferują takiego kierunku), a doświadczenie zdobywał jako scenarzysta kilku popularnych seriali telewizyjnych. Nauka nie poszła w las i oto w "Szmaragdowym Atlasie" bardziej oczytani czytelnicy zauważą wiele analogii do Opowieści z Narnii, Władcy Pierścieni, Harry Pottera i innych powieściowych hitów z dziedziny fantasy (na przykład, czy Cambridge Falls nie jest ukłonem w stronę Zmierzchu?). Jednak wszystkie te motywy i "smaczki" są umiejętnie wyselekcjonowane i ułożone w zupełnie nową, fascynującą historię. 

"Szmaragdowy Atlas", choć napisany z myślą o czytelnikach młodszych, może być przyjemną lekturą dla każdego. Stephens napisał opowieść o prawdziwej magii naszych czasów - odpowiedzialności, przyjaźni i rodzinnej miłości. O honorze, choć przykłady mogą płynąć od istot magicznych. O marzeniach, choć mogą się wydawać dziecinnie głupie i nierealne. O sile ducha, o którą (na pierwszy rzut oka) trudno podejrzewać młodych bohaterów książki. Z niecierpliwością czekam na kolejną część "Ksiąg początku" i mam nadzieję, że będzie to równie intrygująca przygoda w świecie magii.

P.S. Dużo ciekawej informacji o bohaterach powieści, trailery i biografia autora znajduje się na oficjalnej stronie "Szmaragdowego Atlasu".

JĘZYK: 6/6
REALIZACJA: 5/6
POSTACIE: 4/6
 OKŁADKA: 5/6
Podsumowanie:  Pułkownik*****

Za egzemplarz recenzyjny dziękujemy wydawnictwu

sobota, 10 grudnia 2011

Historia niezapisana - spotkanie ze Swietłaną Aleksijewicz

Ze Swietłaną Aleksijewicz miałam okazję spotkać się we Wrocławiu. Jej "Wojna nie ma sobie nic z kobiety" przyniosła dziennikarce nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki 2010 roku. Na spotkaniu autorskim Aleksijewicz opowiadała o pracy nad książką i poruszanych w niej tematach. Niżej prezentuję moje zapiski ze spotkania w moim własnym tłumaczeniu z rosyjskiego. Mam nadzieję, że zachęcą Was do sięgnięcia po którąś z książek Aleksijewicz, które są próbą spisania nieoficjalnej wersji wszystkim dobrze znanych wydarzeń.



Swetłana Aleksijewicz, dziennikarka, laureatka wielu międzynarodowych nagród (m.in. National Book Critics Circle Award, Pokojowej Nagrody im. E.M. Remarque'a). Jej styl pisarski bazuje na setkach przeprowadzonych wywiadów i określany jest jako "opowieści głosów". 


Napisałam pięć książek, każda z nich opowiada historię sowieckiego człowieka. Człowieka, który uwierzył w utopię. Jest to przerażająca historia ludzkich tragedii, obraz tego, co potrafi zrobić idea. "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" jest pierwszą książką z tego cyklu.

Wychowałam się na białoruskiej wsi, w rodzinie nauczycieli. Od dzieciństwa otaczały mnie rozmowy o wojnie. Na naszych wsiach mało było mężczyzn, w końcu na wojnie zginął co piąty obywatel ZSRR, większość to mężczyźni. Ojciec nie rozmawiał o wojnie, milczał. Mówiły więc głównie kobiety. Ale wojna w opowieściach kobiet jest zupełnie inna, niż ta w pamięci mężczyzn.

Niezwykle trudno jest pisać o wojnie. No bo jak opowiedzieć o matce, która topi swoje małe dziecko, żeby jego płacz nie zdradził miejsca ukrycia większej grupy ludzi? Takich historii nie można wymyślić. Można je tylko usłyszeć, a żeby usłyszeć - trzeba rozmawiać. Każdy z nas ma swoje tajemnice, którymi nie ma z kim się podzielić. Najczęściej są to tajemnice zbyt intymne, żeby opowiedzieć o nich swojej rodzinie. Nieraz ludzie czekają na kogoś, komu będą mogli się zwierzyć. 

O prawdziwej wojnie ludzie opowiadają tylko w cztery oczy. Wystarczy, że potraktują cię jak pisarza,  a zaczną mówić frazesami z gazet, opowiadać oficjalną wersję historii. Swoje książki piszę bardzo długo - jedna powstaje około dziesięciu lat. Taka książka to setki odbytych rozmów, kilometry nagranych taśm. Jak wybieram moich rozmówców? Muszę czuć, że to jest TA osoba, ktoś, kto doznał wstrząsu. Czasami spędzałam z moimi rozmówczyniami całe dnie. Razem gotowałyśmy, rozmawiałyśmy o błahych sprawach. Aż do momentu, kiedy rozmówca zapominał, że jestem dziennikarką - wtedy właśnie zaczynała płynąć prawdziwa opowieść.

Materiał na książkę zaczęłam zbierać dlatego, że chciałam spojrzeć na wojnę z "normalnego" punktu widzenia - kobiet i dzieci (autorka wydała książkę "Ostatni świadkowie", w której przedstawiona jest wojna oczami dzieci - przyp. wł.). Męski punkt widzenia jest wszechobecny - to oficjalna wersja historii. Mężczyźni są bardzo zaangażowani w kwestie wojenne, potrafią wymienić nazwiska generałów, kierunki ataków. Dla nich wojna to idea, działanie, technika. Dla kobiet - przede wszystkim uczucia, konkretne obrazy, zapachy. Słyszałam historie, których nie potrafię zrozumieć. Ale pisarz w tym wypadku jest tylko kronikarzem, nie może osądzać.

Wojna to nie tylko działanie w grupie. Wojna to ogrom samotności. Człowiek zastanawia się i waży w sobie, ile mu zostało człowieczeństwa, a ile ma już w sobie z kata. Nie jest istotne, jaka to wojna. Zawsze mamy do czynienia z człowiekiem w sytuacji ekstremalnej. Interesuje mnie to, jak ludzie w takich okolicznościach zachowują swoje człowieczeństwo.

Trudno było wydać tę książkę w ZSRR. Po raz pierwszy została wydana w... Chinach. W tym czasie doszło do zbrojnego konfliktu na granicy z ZSRR, więc gdy dowiedziałam się, że moją książkę rozdają chińskim żołnierzom - wystraszyłam się. Co ja najlepszego zrobiłam? - myślałam. Książkę wydano również w Japonii. Wiele lat później miałam okazję spytać moich czytelników z Dalekiego Wschodu, czego szukają w tej książce? W odpowiedzi usłyszałam, że jest to książka o sztuce umierania. 

Obecnie mieszkam w Berlinie. Dzisiaj nasze życie jest bardzo "ludzkie", takie normalne. Ale mimo wszystko, te historie mogą coś wnieść do naszego życia. Wydarzenia, daty - zostają. Ale wraz z człowiekiem umierają i odchodzą w zapomnienie uczucia. I właśnie te okruchy uczuć próbowałam zebrać. 

środa, 7 grudnia 2011

JUSTINE PICARDIE - COCO CHANEL, LEGENDA I ŻYCIE (2011)

 
Najpierw ją obejrzałam. Potem przeczytałam. A na koniec znów obejrzałam. Spożywana w ten sposób smakuje najlepiej.

Bardzo długo zwlekałam z napisaniem tej recenzji. Wszystko musiało poleżeć w mojej głowie, nabrać odpowiedniego smaku. Picardie niczym światowej sławy szef kuchni serwuje nam najlepsze, najbardziej wyszukane danie z całego menu. Delikatne i soczyste, ale dużą dawką tajemnicy, która sprawia, że sekretny składnik zawsze pozostanie nieznany. Danie tak wyrafinowane, jak wyrafinowana była Coco Chanel.

Bardzo trudno napisać dobrą biografię kogoś, kto przez całe życie albo coś ukrywał albo ubarwiał. Taka była Coco - sama tworzyła własną legendę. Wychowana pod okiem "ciotek" zakonnych, dorastała w surowych ścianach sierocińca. Jak się potem okaże, pomimo, że z całych sił próbowała zataić ten etap swojego życia, wiele motywów i wzorów, z tamtego okresu znalazło odzwierciedlenie w jej projektach. Zastanawialiście się kiedyś, skąd u Chanel miłość do motywu gwiazdy? Albo nad tym, skąd właściwie pomysł na takie a nie inne logo? I co ono właściwie oznacza? To jedne z niewielu tajemnic, na które udało się rzucić światło dzienne.

 
Wbrew powszechnym opiniom logo nie składa się z pierwszych liter imienia i nazwiska projektantki. 
"Nie było żadnego kontraktu biznesowego, tak jak nie było świadectwa zawarcia małżeństwa,  a jednak to przedsięwzięcie (Dom Mody Chanel) zjednoczyło ich, co sugeruje logo ułożone z dwóch liter C - od Chanel i od Capel - które nakładają się na siebie, a jednocześnie są od siebie odwrócone."


Książka jest wydana prześlicznie. Nie wiadomo czy ją czytać, czy oglądać. Wypełniono ją po brzegi zdjęciami Chanel, zawsze eleganckiej i kobiecej, rysunkami Karla Lagerfelda przedstawiającymi projekty Chanel, a nawet ewolucję słynnych perfum No. 5, które, jak się potem okazało, są warte fortunę. Pod delikatną, romantyczną obwolutą kryje się cudowna, graficzna okładka przedstawiająca sylwetkę Chanel. Przysięgam, jeśli nie będziecie jej czytać, to przynajmniej oprawicie w ramki i powiesicie na ścianie.




Nie jest to łatwa lektura. Masa postaci, pokrętne informacje, nierzadko komplikowane przez samą Chanel w kolejnych wywiadach, tony informacji... Książkę czyta się powoli, lecz z niesłabnącym zainteresowaniem. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby Chanel nie spotkała na swojej drodze tych wszystkich ludzi. Bez pieniędzy Boya Capela nie otworzyłaby własnego sklepu z kapeluszami od którego się wszystko zaczęło. Siła pieniądza jest w tej historii bardzo widoczna. Na szczęście jeszcze wyraźniej widać kobiecą siłę i determinację, prowadzącą nie zawsze prostymi drogami, ale jednak do celu.

Szczerze polecam - nawet nie wiecie, jaka siła w was drzemie!

JĘZYK: 6/6
REALIZACJA: 6/6
POSTACIE: -/-
 OKŁADKA: 6/6
Podsumowanie: Generał ******
 
 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję
Domowi Wydawniczemu REBIS



poniedziałek, 5 grudnia 2011

KsiążkoVe WrocLOVE. cz.II

Wczoraj opowiedziałam co nieco o Wrocławskich Promocjach Dobrych Książek, ale nie samą strawą duchową człowiek żyje, więc dzisiejsza część relacji będzie poświęcona bardziej przyziemnym sprawom :-) W teren wyszłam przygotowana, z rozrysowaną mapką i spisanymi adresami kawiarni-księgarni, głównie na starym mieście. 

Dzień pierwszy

Po 10 godzinach w TLK (choć co znaczą te marne 10 godzin w metalowej puszce z zepsutym ogrzewaniem i temperaturą 35st. Celsjusza wobec Wieczności?) marzyłam tylko o dobrej kolacji i spokojnym wieczorze. Kolacja zaś trafiła mi się w miejscu wyśmienitym, a mianowicie w restauracji Kuchnia Literacka (Kiełbaśnicza 5, wejście od Rynku). 


Wnętrze restauracji Kuchnia Literacka (źródło)

Restauracja znajduje się w podziemiach pasażu, wystrój ładny, choć nie jakoś szczególnie przytulny. Dobre miejsce zjeść, ale na dłuższą posiadówę raczej się nie nadaje. W menu można znaleźć tradycyjne i zupełnie nietradycyjne dania, każde przygotowane według przepisów znanych pisarzy lub bohaterów powieści. Ze swojej strony mogę polecić opiekane pieczarki nadziewane grzybami - palce lizać :-) 

Dzień drugi

Dzień drugi miał być poświęcony uczcie intelektualnej, choć skończył się ucztą alkoholową... A jeśli już mówimy o mocniejszych trunkach, to i tę sferę można połączyć z książkowym uzależnieniem. Oto przedstawiam kryminalną klubokawiarnię Speakeasy. 


Menu, kryminał i gorąca czekolada

Niewtajemniczonym wyjaśniam - mianem "speakasy" w latach dwudziestych w USA określano knajpy, gdzie mimo prohibicji można było raczyć się alkoholem bez ograniczeń. Pewnie dlatego w aktach menu znajdziecie głównie napoje alkoholowe (pół królestwa za truskawkowe martini!), trochę drinków bezalkoholowych i boską (nie żartuję) gorącą czekoladę. Wystrój nawiązuje do gangsterskich lat dwudziestych, brakuje tylko cygara... 

Nie wiem, czy gangsterzy po jednym głębszym czytali książki, ale tutaj tego dobrego jest pod dostatkiem. Stylizowana biblioteczka, pojedyncze kryminały w szufladach, na półkach między winami - mało, że praktyczny, to jeszcze baaardzo fajny element wystroju. 


Książki - praktyczny i fajny element wystroju

Są też i nowości kryminalne od kilku poczytnych wydawnictw, które można w klubokawiarni nabyć. Według niektórych danych, na półkach Speakeasy znajduje się ponad 700 książek. Wcale się nie dziwię, że takie miejsce powstało właśnie we Wrocławiu - to tu przecież odbywa się Międzynarodowy Festiwal Kryminału. 

Speakeasy to świetna realizacja ciekawego pomysłu - zarówno oferta, wystrój wnętrza, jak i klimat tu panujący łączy się w ciekawą całość. Jest przytulnie, choć z klasą, idealne miejsce na ploty, spotkanie po latach bądź po prostu na chwilę przerwy. Adres: Rynek 8.


Dzień trzeci

Tego dnia we Wrocławiu było mokro i ponuro, dlatego postanowiłam się zaszyć się w jakimś przytulnym miejscu, a akurat na horyzoncie pojawiła się Kawiarnia Literatka (Rynek 56/57). 


źródło

Opinie o tym miejscu są podzielone. Jedni twierdzą, że Literatka jest snobistyczna, inni, że śmierdzi papierosami, od siebie mogę powiedzieć tylko tyle, że w niedzielne popołudnie było tu spokojnie i wygodnie. Dla palących jest wydzielona osobna sala, ale palacze zaglądają tu chyba wieczorami. Z mojej kanapy przez okno mogłam obserwować wrocławski Stary Rynek, krople deszczu i rozkoszować się brakiem światła :-)

Z zamówionych słodkości pamiętam pyszną napoleonkę z ilością kremu, której nie mogłam podołać. A tuż obok na parapecie stała wiekowa maszyna do pisania, która nie miała nic przeciwko małej sesji zdjęciowej...



Tym nieco nostalgicznym akcentem kończę moją relację z Wrocławia. Żałuję, że miałam tak mało czasu na księgarnio-kawiarning, bo na mojej liście miejsc do odwiedzenia znajdowało się więcej niż 3 punkty. Wybaczcie za tak pobieżną prezentację miejsc, które zasługują na więcej niż tylko kilka zdań. Być może następnym razem będę mogła tu się zaszyć na dłużej :-)

KsiążkoVe WrocLOVE. cz. I

Na wrocławskim starym mieście...

Europejska Stolica Kultury 2016 kulturą stoi już teraz. I choć patriotycznie trzymałam kciuki za Gdańsk, to wybór Wrocławia wcale mnie nie dziwi. Nie wnikając w kwestie polityczne, Stolica Dolnego Śląska rzeczywiście jest bardzo atrakcyjnym miejscem dla "kulturalnych" turystów. 

Zdarzyło mi się kiedyś pomieszkać we Wrocku kilka miesięcy i do teraz miasto to znajduje się czołówce mojej listy naj-miast. W centrum i na starym mieście, na każdym kroku, przechodnie zapraszani są na spotkania autorskie, jazzowe wieczory, teatralne eventy etc. No a mój wrocławski weekend minął pod znakiem fotopolowania na krasnale, odwiedzania wrocławskich kawiarni-księgarni oraz Wrocławskich Promocjach Dobrych Książek. 

Wrocławskie Promocje Dobrych Książek

"Wrocławskie Promocje..." to jedna z trzech najlepiej ocenianych ogólnopolskich imprez o charakterze targowo-promocyjnym z branży wydawniczej. Stałym elementem eventu jest Konkurs na Najlepszą Książkę Roku "Pióro Fredry", w ramach którego są wyłaniane i nagradzane najlepsze książki, wydane w mijającym roku. "Wrocławskim Promocjom..." towarzyszą też wystawy, spotkania autorskie i inne ciekawe przedsięwzięcia. 

Wrocławskie Promocje Dobrych Ksiażek 2011

Z braku czasu, na Promocje wpadłam i wypadłam, odwiedziłam tylko stoiska moich ulubionych wydawnictw, mimochodem odkryłam parę nowych, kupiłam książkę w atrakcyjnej cenie (ceny na targach spadały nawet do -30% i więcej) i z mapą w ręku pobiegłam dalej.


Na stoisku wydawnictwa Dreams

Jednym z odkrytych przeze mnie na targach wydawnictw jest Wydawnictwo Dreams, książki którego zachwyciły mnie oprawą graficzną. Wydawnictwo wydaje głównie książki dla młodszych i najmłodszych, choć znajdzie się tu kilka pozycji i dla dorosłych.  Pięknie wydane książki i podstępnie kuszące cukierki przyciągały do stoiska mnóstwo odwiedzających. 

Na stoisku wydawnictwa REBIS. 
Recenzję Coco Chanel można będzie niedługo przeczytać na Misji. 

Drugim wydawnictwem, które zainteresowało swoją ciekawą ofertą, jest wydawnictwo Good Books. Jest to głównie literatura czeska, choć na swojej stronie internetowej wydawnictwo zapowiada nowe propozycje od autorów z innych ościennych krajów. Co przyciągnęło uwagę do stoiska Good Books? Ano taka mała książeczka o bardzo wdzięcznym tytule ;-)  

"Gówno się pali" Petr Šabach, wyd. Good Books

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie wysoka frekwencja. Ale co tu się dziwić, w końcu w Europejskiej Stolicy Kultury inaczej być nie może, a i porównywać nie mam z czym, bo w Trójmieście o targach książkowych możemy tylko pomarzyć. Termin też jest bardzo sprzyjający, bo to początek grudnia, zaraz mikołajki, święta, pora myśleć o prezentach.

Na do widzenia kupiłam sobie na stoisku wydawnictwa Czarne "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" i wybrałam się na spotkanie ze Swietłaną Aleksijewicz (moje szpiegowskie notatki z tego spotkania opublikuję wkrótce). 

Jutro cz. II relacji!