• Odrażające, brudne, złe... recenzje klasyków klasy B

  • Harry Potter, pieczone kartofle i wyznania z Komnaty Tajemnic - przeczytaj relację z podróży naszej agentki!

  • Zabierz książkę #NaKawe! Nasza instaakcja ma nowego partnera

piątek, 25 listopada 2011

Trzeba tylko chcieć. Wywiad z R. Koperskim

Romuald Koperski, autor książek poświęconych Syberii, pioner wypraw samochodowych po Syberii, Podróżnik Roku 1999, rekordzista Guinessa, pomysłodawca i organizator wielu wypraw, wytrwały obieżyświat. 
Fascynujący człowiek, który żyje pełną piersią i nie boi się wyzwań. Wraz z dwoma współtowarzyszami przemierzył zimową porą jednym samochodem cały kontynent Euroazjatycki - od wybrzeży Portugalii aż po "koniec świata" na Kamczatce. Swoje przygody opisał w książce "Syberia Zimowa Odyseja", wznowionej w tym roku przez wyd. Grafix. 


Podróżnik Romuald Koperski z Czukczami z Półwyspu Czukockiego, 2008 r.

Kiedy nie podróżuje, można go spotkać w Gdańsku bądź na jednym z licznych spotkań, poświęconych podróżom. Przy okazji publikacji naszej recenzji "Syberii Zimowej Odysei", zapytałam autora książki o tę niewiarygodną siłę, która go pcha do przodu, w coraz to nowe przygody. 

Żałuję, że nie wiedziałam o tej wyprawie wcześniej, żeby móc ją śledzić na bieżąco i trzymać kciuki za jej powodzenie. Jednak planuje Pan nowe, karkołomne wyprawy, na przykład przepłynięcie Pacyfiku łodzią wiosłową. Co Pana ciągnie w tak niebezpieczne przedsięwzięcia?

Romuald Koperski: Niektórzy ludzie rodzą się z tym czymś nieuchwytnym, które każe im dalej patrzeć niż innym.  Z tym człowiek się rodzi. To ciekawość życia, świata, granic możliwości ludzkich. To pewnego rodzaju uzależnienie, potrzeba zwiększonej dawki adrenaliny.

Jak Pan przygotowuje się do swoich ekstremalnych wypraw? Potrzebna tu przecież nie tylko wytrzymałość fizyczna, ale i hart ducha. 

R.K.: Jak już wspominałem - hart ducha otrzymałem od natury…. Przygotowania, to bardziej logistyka, podstawowa wiedza na temat tego, czego chce się dokonać. Oczywiście ważną sprawą jest także, aby poukładać sobie taką podróż najpierw w głowie, później dopiero  w plecaku.  

Miał Pan podczas ekspedycji chwile słabości, momenty, kiedy żałował Pan o wyjeździe? Czy dzisiaj, posiadając wiedzę i doświadczenie, zdobyte podczas zimowej ekspedycji przez Syberię, zrobiłby Pan coś inaczej, podjął inne decyzje?

R.K.: Wszyscy mamy w życiu zwątpienia, aby je mieć nie trzeba pokonywać tysięcy kilometrów. Z    wiekiem jest ich czasami więcej. Zwątpienie, niepewność, to normalny składnik ludzkiej psychiki, wiek i doświadczenie wiele czasami podpowiada. Zawsze z perspektywy czasu zrobiłoby się cos inaczej, ale niekoniecznie musiało to by być właściwe.

Pisze Pan w swojej książce o ludziach Syberii. Są to ludzie o innej mentalności i wartościach. Spotkał i gościł Pan u Ewenków, Jakutów, nawet u prawdziwych Czukczów. Wspominając spotkanie z tymi polarnymi koczownikami opisuje Pan komiczne sytuacje, wynikające ze zderzenia kultur. Co jeszcze, poza leczeniem zimnem lub nietypową kuchnią Czukczów, zapadło Panu w pamięć?

R.K.: Z każdej wyprawy, nawet w te same miejsca, przywozimy nowe spostrzeżenia, doświadczenia. W pamięci pozostają czasami sprawy błahe, czasami myśli. Kiedy przebywałem wśród Czukczów, pomyślałem, że z punktu widzenia wszelkich praw fizyki, ludzie Ci nie powinni mieć prawa życia na naszej planecie - bo jak można mieszkać zimą w temperaturach minus 50 stopni, w miejscu gdzie nie ma opału, żyć po prostu na lodzie?  

Jest Pan przykładem, że dalekie i pionierskie podróże są możliwe i w XXI wieku, w dodatku - nie trzeba być milionerem, żeby taką wyprawę zorganizować. Nie boi się Pan wyzwań i z wielu niebezpieczeństw wychodzi Pan obronną ręką. Co to jest, "szósty zmysł"? Nadprzyrodzone zdolności? Po prostu łut szczęścia czy efekty wytrwałej pracy?

R.K.: Jeśli komuś do podróży niezbędne są pieniądze, od nich uzależnia swoją podróż, to nie jest on    podróżnikiem. Instynkt podróżowania sprawia, ze prawdziwy globtroter wyruszy w nieznane nawet gdy wszystko stoi na przeszkodzie. Wielokrotnie udowodniłem, że można bez pieniędzy i zapasów żywności pokonywać tysiące kilometrów. Trzeba tylko chcieć.

Poza ekstremalnymi podróżami, realizuje Pan też inne pomysły. Dzięki Fundacji Romualda Koperskiego dzieci pochodzenia polskiego z miejscowości Wierszyna pod Irkuckiem mają szansę przyjechać na wakacje do Polski. Została też zapowiedziana druga edycja kobiecego rajdu Yekaterina. Zabiega Pan o zachowanie pamięci o w czasie wojny poległych w Polsce Rosjanach, a także o uczczenie Polaków-badaczy Syberii...

R.K.: Trudno coś stawiać na pierwszym miejscu. Wszystko co robię - robię całym sobą. Żyje tym, myślę o tym, wszystko wydaje mi się tak samo ważne. Traktując tak życie można wiele osiągnąć, stać się po części perfekcjonistą. Trzeba takim być - świat nie akceptuje miernot. 

Dziękuję za rozmowę i życzę przychylnych wiatrów w dalszych działaniach i wyprawach!

czwartek, 24 listopada 2011

Romuald Koperski - Syberia Zimowa Odyseja


"Świat zasługuje na to, aby go odkrywać nie raz i nie dwa." 

Rok 1908, Nowy York. Sześć samochodów wyrusza w stronę Alaski, aby przez Syberię dotrzeć do Europy i mety wyścigu - Paryża. Do mety docierają tylko trzy załogi. Rok 2008, Paryż. Samochód z 3-osobową załogą wyrusza w stronę Portugalii, żeby tam rozpocząć ekspedycję, zainspirowaną wyścigiem sprzed stu lat. Cel: przebycie całego kontynentu euroazjatyckiego jednym samochodem, od Przylądka Roca po Przylądek Dieżnowa. Tak się zaczyna Ekspedycja Stulecia, której organizatorem i pomysłodawcą był Romuald Koperski, autor "Syberii Zimowej Odysei".

Koperskiemu towarzyszą Polak Marian Pilorz i Rosjanin Viktor Makarovskiy. Każdy z nich ma już za sobą doświadczenie w starciu z syberyjskim żywiołem, jednak nikt tak do końca nie wie, czego można oczekiwać od Syberii zimową porą.

Odległość z Przylądka Roca w Portugalii, najdalej na zachód wysuniętego punktu Europy, do Przylądka Dieżnowa, najdalej na wschód wysuniętego punktu azjatyckiej części Rosji, to około 40 tys. kilometrów. Na krańce Półwyspu Czukockiego nie prowadzi żadna droga ani szlak. To tutaj każdej zimy temperatura spada do -60 stopni Celsjusza, a zamiecie potrafią trwać nawet kilka dni.

Koperski to gawędziarz. Jego opowieść, choć bazuje na zapiskach z podróży, płynie jakby od niechcenia. Takich opowieści można długo słuchać przy ognisku albo nad stakanem czegoś mocniejszego i zapomnieć o całym świecie. Jest to opowieść o odwadze, prawdziwej przygodzie i ludziach Syberii.

Czytelnik - słuchacz opowieści - śledzi losy ekspedycji od samego jej początku aż do momentu dotarcia ekipy do miejsca, gdzie stykają się Ocean Lodowaty i Spokojny. Sporo tu informacji technicznych (samochód, którym podróżnicy przemierzają Syberię został przerobiony i specjalnie przystosowany do ekstremalnych warunków, a mimo to potrzebował naprawy i usprawnień w trasie), mnóstwo opisów niewyobrażalnie pięknych syberyjskich widoków. Ale to czynnik ludzki zainteresował i poruszył mnie najbardziej.

Przede wszystkim - załoga ekspedycji. Sam Koperski pisze: "Śmiem twierdzić, że zwycięstwo odnosimy nie tylko dzięki własnemu wysiłkowi, ale także dzięki przyjaźni". Kilometr za kilometrem i cywilizacja pozostaje w tyle, ekspedycyjny samochód wjeżdża na tereny, gdzie co jakiś czas mija zasypane śniegiem wioski i opuszczone miasta. Krajobraz jak z innej planety, aż trudno uwierzyć, że w takich warunkach mogą żyć ludzie.

A jednak. Mieszkańcy syberyjskich miast, wiosek i tajgi to nadzwyczajna grupa ludzi. Spotyka się tutaj ludzi życzliwych, odważnych, skorych do pomocy każdemu, kto jej potrzebuje. Ze stron książki wyłania się fascynujący obraz Człowieka Północy, który na co dzień walczy z przyrodą, a mimo to nie chce jej pokonać - chce żyć z nią w zgodzie. Swoje życie podporządkowuje zmianom pór roku i pogody, w mig odgaduje jej nastroje. Koperski opisuje różnych ludzi. Samotników, mieszkających na trasie zimnika - dotrzeć do nich można tylko zimą, kiedy rzeki i bagna w okolicy są zamarznięte. Kierowców syberyjskich bezdroży, którzy zawsze pospieszą z pomocą nawet obcym ludziom, przecierają zimowe szlaki innym ciężarówkom. Myśliwych Ewenków i Czukczów, mieszkających w namiotach własnej roboty przy mrozach, które nam wydają się być nierealne. Pisze: "Największym bogactwem Syberii wcale nie są diamenty i złoto. Tym bogactwem są zamieszkujący nią ludzie - zwykli ludzie."



Załoga ekspedycyjna na krańcach Czukotki (źródło)

Syberia Koperskiego to dzisiejszy Dziki Zachód. "Świat jest już cały zdeptany" pisze, ale tutaj turyści jeszcze się nie zapuszczają. Tutaj nawet dziś można być odkrywcą.
Autor sprawnie, choć znowu jakby od niechcenia, wplata w swoją opowieść fakty historyczne, informacje o zasobach naturalnych Syberii, lokalizuje na mapie konkretne rzeki, góry i miasta. Nie brakuje tu także anegdotek i komicznych sytuacji. Będę szczera - zakochałam się w Syberii Koperskiego. Obudziła się we mnie tęsknota za nieznanym, za przygodą. Na pewno sięgnę po inne książki autorstwa Romualda Koperskiego ("Pojedynek z Syberią", "Przez Syberię na gapę").

JĘZYK: 4/6 
(nie jest to język typowo literacki, ale dzięki temu książka nabiera specyficznego uroku)

REALIZACJA: 6/6
(opowieść jest konsekwentna, notatki z podróży są uzupełnione informacjami dodatkowymi, które przybliżają czytelnikowi syberyjską rzeczywistość; książka zawiera zdjęcia z podróży, mapę)

 OKŁADKA: 5/6
(ogromny plus za możliwość wyboru między twardą i miękką okładką; graficznie okładka również prezentuje się porządnie)


PODSUMOWANIE: Pułkownik*****


P.S. Sama postać Koperskiego również jest niebywale interesująca. Informację o aktualnych przedsięwzięciach podróżnika i spotkaniach autorskich można znaleźć na stronie internetowej romualdkoperski.pl . Po więcej szczegółów nt. Ekspedycji Stulecia zapraszam TU. A jutro zachęcam do przeczytania naszego wywiadu z Romualdem Koperskim!

Za egzemplarz recenzyjny dziękujemy wydawnictwu GRAFIX


środa, 16 listopada 2011

MARCIN ROSŁOŃ - MOWA TRAWA. SŁOWNIK PIŁKARSKIEJ POLSZCZYZNY. (2011)


Co mam wspólnego z piłką nożną? Tyle, co piernik z wiatrakiem. A jednak podjęłam wyzwanie i sięgnęłam po tę książkę. I choć nadal nie wiem, co to jest spalony, ubawiłam się setnie. A przy okazji czegoś się nauczyłam. Bo Marcin Rosłoń uczy, zanim się spostrzeżesz. Czy chcesz tego, czy nie, wbije Ci do głowy to, co o piłce wiedzieć wypada. I to, czego wiedzieć nie wypada również.

Już sama forma przyciąga uwagę. Nie jest to typowa, słownikowa cegła z mnóstwem suchych terminów wypisanych jeden pod drugim. Książka ma przyjemny format, w sam raz do torebki czy do ćwiczenia niezwykle przydatnej umiejętności tzw. czytania podławkowego. Terminy - owszem są - jak na słownik przystało. Jednak wyjaśnienia mają raczej formę felietonów niż sucho wyłożonej teorii. Roi się tutaj od anegdot, ciekawostek i wspomnień.  Dodajmy do tego poczucie humoru i otrzymamy słownik doskonały. Wydaje mi się, że PWN powinno skopiować pomysł od Rosłonia ;-)

Jak już pewnie zauważyliście, bardzo lubię, kiedy książka ma obrazki. "Mowa trawa" jest bogato ilustrowana przez Andrzeja Jankowskiego. Rysunki nawiązują do treści książki i przyznam, że przed rozpoczęciem lektury nie za bardzo wiedziałam, o co w tych żartach chodzi. Gdy już poznałam pewne terminy, niektóre ilustracje wydały mi się nagle szaleńczo śmieszne.



Na koniec jeszcze dodam, że od pierwszej strony wyczuwa się miłość Rosłonia do piłki.  Kocham słuchać (a w tym przypadku czytać) takich ludzi jak on, którzy opowiadają o swoich zamiłowaniach z pasją i prawdziwym uczuciem. Co z tego, że to nie moja dziedzina? Czyta się super, nawet nie będąc fanem futbolu znalazłam tu coś dla siebie  i odłożyłam książkę mądrzejsza o kilka pojęć. I o to chodzi!




JĘZYK: 6/6
REALIZACJA: 5/6
POSTACIE: -/-
 OKŁADKA: 4/6
Podsumowanie: Pułkownik*****


Wilczex

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu
Bukowy Las


piątek, 11 listopada 2011

JENNIFER EGAN - ZANIM DOPADNIE NAS CZAS (2010)


Pulitzer zobowiązuje. Czy szef wytwórni płytowej, jego asystentka i podstarzały, zapomniany przez wszystkich punk podołają zadaniu? A może dopadnie ich czas?

Z góry zaznaczam, że książka do prostych nie należy. Po raz kolejny przekonałam się, że łatwym i miłym dla ucha (lub jak w tym wypadku dla oka) językiem można mówić o rzeczach ważnych i trudnych. Upływający czas przeraża. I nie chodzi tu o zmarszczki i cellulit. Gra toczy się o to, żeby życie nie przeciekło nam przez palce. Żeby nie dopadł nas czas, pozbawiając wszystkiego, w co wierzyliśmy. I o tym właśnie jest ta książka.

Należy raczej do gatunku tych nostalgicznych. Czy to dobrze czy źle - zależy od Was, jednak ja uważam, że szczególnie teraz, jesienią, łatwiej będzie nam się wczuć w tę lekko przygnębiającą opowieść, która tak naprawdę jest o nas samych. Kto nie robił nigdy żadnych planów na życie ręka do góry! A teraz niech podniosą ręce ci, którym owe marzenia udało się wcielić w życie. No właśnie...

Nadchodzi w życiu taki czas, kiedy okazuje się, że wszystko to, w co wierzyliśmy, wszystkie nasze ideały niepostrzeżenie rozwiały się jak mgła. Cała nasza życiowa filozofia obraca się w proch i nim się spostrzeżemy, jesteśmy tacy jak inni - szarzy, pospolici. Jedynie, gdy dobrze nadstawimy ucha, doleci do nas echo dawnych ideałów.

Czas dopadnie nie tylko ludzi. Walkę przegrała też muzyka - wygrała era digitalna. Era Mp3 i "ściągania z neta". Jennifer Egan bardzo obrazowo pokazuje cały proces odstawiania do lamusa analogowych płyt pełnych trzasków i szumów. Trochę to wszystko przygnębiające, ale czas jest nieubłagany i jedyne co możemy zrobić to stać i patrzeć.

Moją uwagę zwrócił też bardzo ciekawy pamiętnik prowadzony przez jedną z bohaterek powieści. Co w nim takiego niezwykłego? Ano to, że nie jest pisany ręcznie w zeszycie. Ba, nie  jest  to nawet blog! To wspomnienia zamknięte w wykresach PowerPointa. Bardzo ciekawy pomysł, jednak nie jestem przekonana, czy chciałabym, aby takie pamiętniki zastąpiły te, które dobrze znam - w zeszytach z poplamionymi, pożółkłymi kartkami i zagiętymi od ciągłego przewracania stron rogami. Czy i tę dziedzinę życia dopadnie w końcu czas?


Wilczex

JĘZYK: 6/6

REALIZACJA: 5/6

POSTACIE: 4/6

 OKŁADKA: 6/6
Podsumowanie: Pułkownik*****
Za egemplarz recenzyjny dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis

wtorek, 8 listopada 2011

And the winner is...

Przyszła pora na ogłoszenie wyników kolejnego konkursu Misji. Tym razem nagrodą jest "Gra o Tron" G.R.R. Martina. Zadanie było dziecinnie proste :-) należało rozszyfrować akronim Misji. Konkursowe odpowiedzi znajdziecie w komentarzach do TEGO postu - dziękujemy za twórcze pomysły! Osobno, na maila, otrzymałyśmy też propozycję Krzysztofa: "Kulturalna Spec IneligentĄ Żywiołową Książkowo Agencja". W tym miejscu machamy i puszczamy oczko ;-)


Po długiej (a jakże) dyskusji, nagrodę główną postanowiłyśmy przyznać Weronice. 
K.S.I.Ą.Ż.K.A
Klub Smakoszy I Amatorów Znakomitych Książek Autorskich

Bardzo nam się też spodobały propozycje Agnes: "Kartki Szeregiem Idące Zszyte Kordonkiem Akuratnie" i anonimowego (-wej?) aliczka (-i): "Knigofilki Szerzące Intelektualizm od Ą do Ż" i tym osobom przyznajemy wirtualny Medal Specjalny Misji. 

Tajemnicza nagroda niespodzianka powędruje do Marty, która polubiła nas na FB i nie zapomniała o tym napisać pod konkursowym postem :) A niespodzianką jest zakładka do książek wykonana przez agentkę Wilczex WŁASNORĘCZNIE! Musicie przyznać, że taka okazja zdarza się nieczęsto. 


To by było na tyle, stay tuned!

poniedziałek, 7 listopada 2011

CHUCK PALAHNIUK - PIGMEJ


Popisowym numerem Chucka Norrisa jest kopnięcie z półobrotu. Widowiskowe i skuteczne. Tajny Ja zna inne techniki walki. Na przykład Manewr Szybkiego Śmiertelnego Uderzenia Kobry. Albo Śmiercionośne Dłubanie Oczu Barakudy. Albo Manewr Lecącego Orła. Albo... whatever, i tak to mu jakoś szczególnie się nie przydaje.

Tajny Ja to tytułowy Pigmej. A Chuck Norris w książce nie występuje, to tylko moje mało lotne skojarzenie z pseudonimem autora książki. Tak już mnie zaprogramowała ogłupiająca zachodnia kultura masowa. A ta książka... Po kolei.

Witamy w najwspanialszym kraju na świecie. 

W kraju pedofilów i kryptogejów, obywatele którego w wolnych chwilach umierają z powodu diety ciężkiej od martwego mięsa z rzeźni. W kraju, gdzie wolność zakłada kajdany pieniądza i religii. W kraju narodu, który cierpi od kultury pragnienia. Oto bezpieczeństwo tego zdegenerowanego amerykańskiego siedliska węży zostaje zanieczyszczone przez grupę Tajnych - agentów 

Najcudowniejszej Ojczyzny. 

Są bardzo dobrze przeszkoleni, najlepsi z najlepszych. Jednostki uformowane przez arcymistrzów myśli szkoleniowej. Mają po trzynaście lat i są przygotowani na wszystko. Celem ich przybycia jest realizacja operacji Chaos. Los przedsięwzięcia spoczywa w rękach Agenta nr 67, pseudonim

Pigmej.

Razem z agentem, dla którego zepsuty świat Zachodu jest nowy i niezrozumiały, czytelnik poznaje specyficzne amerykańskie upodobania i zwyczaje. Obnaża mechanizmy, kierujące zachowaniem amerykańskiej młodzieży - przyszłości narodu. Brutalnie wdziera się do sfer tabu.


Oryginalna okładka "Pigmeja", wyd. Anchor


Cynizm i obsceniczność wylewają się z kart powieści jak fale tsunami. To niegruba książeczka, ale musiałam ją sobie ostrożnie dawkować. Ze zbieraniem myśli po jej zakończeniu też mi szło powoli, lektura pozostawia po sobie istne pobojowisko. Ale "Pigmej" zasługuje na uwagę nie tylko z powodu sławy Palahniuka. Przede wszystkim - język. Specyficzny eksperyment językowy uważam za udany - styl świetnie się sprawdził w tego typu powieści. Wiadomo nie od dziś, że człowiek totalitarny myśli inaczej, mówi inaczej i widzi zupełnie co innego. Na powieść składa się 36 rozdziałów - meldunków, dzięki którym czytelnik ma okazję poznać fragmenty przeszłości głównego bohatera. To pomaga zrozumieć, dlaczego jest, jaki jest. Okładka (zarówno oryginału, jak i w wydaniu Niebieskiej Studni) idealnie dopełnia paranoiczną całość. I tylko do bólu amerykańskie zakończenie zaburza nieco mój odbiór tej pozycji. Ale u Palahniuka nie ma nic przypadkowego.


Chuck Palahniuk, autor "Pigmeja"

Chuck Palahniuk zdobył ogromną popularność dzięki "Fight Club" (w Polsce wydana także przez Niebieską Studnię), nagradzanej i zekranizowanej powieści, krytykującej amerykańskie stereotypy i konsumpcjonizm. Pisarz posiada stale rosnące grono miłośników, jak i krytyków. Nie unika konfrontacji z czytelnikami. Prowadzi często aktualizowaną stronę internetową, fanpage na Facebooku, jeździ w trasy promocyjne. Dla promocji "Pigmeja" napisał też kilka opowiadań, które z powodzeniem mogłyby być stosowane do prania mózgu w Najcudowniejszych Ojczyznach dzieci takich jak nasz tytułowy bohater. Pouczające. I jakże w stylu Palahniuka. 

JĘZYK: 6/6
REALIZACJA: 5/6
POSTACIE: 4/6
 OKŁADKA: 6/6

Podsumowanie: Pułkownik*****


Za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego dziękujemy wydawnictwu Niebieska Studnia.

piątek, 4 listopada 2011

ROMUALD PAWLAK - BO TO JEST WOJNA, RZEŹ I RĄBANKA (2007)


Podobno słabizna niewarta zachodu. Podobno nudy jak na zajęciach z fizyki kwantowej. Po prostu wojna, rzeź i rąbanka popełnione na czytelniku. A mi się podobało!

Książka skusiła mnie niezwykle ciekawą i intrygującą okładką. W połączeniu z nietuzinkowym tytułem tworzy całość, obok której nie można przejść obojętnie. Czyta się szybko i przyjemnie, co nie oznacza, że jest typowym czytadłem do poduszki. W dodatku Andrzej Łaski wykonał kawał dobrej roboty, robiąc ilustracje, które pieszczą wzrok.

Nie ukrywam, że byłam trochę zawiedziona, kiedy okazało się, że to nie powieść, a zbiór opowiadań. Jestem zwolenniczką zdecydowanie rozbudowanych, kingowskich powieści z ogromną ilością przeróżnych wątków. Jednak Romuald Pawlak świetnie radzi sobie z krótkimi formami (muszę sprawdzić jak z powieściami sprawy stoją). Kto nie lubi fantasy na wesoło? Na pewno nie ja. ;-)

Poznajemy tu domorosłego czarnoksiężnika - rycerza, Fillegana z Wake, który wszelkimi sposobami próbuje znaleźć sposób na to, żeby zleceniodawcy nie odkryli jego niekompetencji. A jeśli już ją odkryją, żeby zapłacili chociaż część obiecanych pieniędzy i więcej go na oczy nie widzieli. Jeśli chodzi o magów, na Filleganie się nie kończy. Znajdziemy tu również Rosselina, trzecioligowego pogodnika, który za sprawą swojego smoka pakuje się w coraz to nowe kłopoty. Jak zarobić żeby się nie narobić? Rosselin wciąż nad tym pracuje.

Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. Wielbiciele czarnego humoru z zapędami artystycznymi będą zachwyceni opowiadaniem „Artie Libshit, kreator cielesny”. Fani upiornej rodziny Addamsów docenią "W dziurze po sęku", a wielbiciele absurdu i Tolkiena tytułowe opowiadanie. Dodam w tajemnicy, że Jakub Wędrowycz nie jest jedynym menelem polskiego fantasy.

Polecam wszystkim tym, którzy lubią książki z przymrużeniem oka i szczyptą absurdu.

 "Wniebowstąpienie Menela"


Wilczex

JĘZYK: 5/6
REALIZACJA: 5/6
POSTACIE: 5/6
 OKŁADKA: 6/6

Podsumowanie: Pułkownik*****