• Odrażające, brudne, złe... recenzje klasyków klasy B

  • Harry Potter, pieczone kartofle i wyznania z Komnaty Tajemnic - przeczytaj relację z podróży naszej agentki!

  • Zabierz książkę #NaKawe! Nasza instaakcja ma nowego partnera

środa, 26 października 2011

Rejs po Morzu Książkowym

Ahoj szczury lądowe! Dziś zabieram Was w rejs. Zakładajcie kapoki i zapraszam na pokład!


Antykwariat Rejs jest jednym z pierwszych odkrytych przeze nie antykwariatów w Gdańsku i jednocześnie jednym z moich ulubionych. Zwrócił kilka lat temu moją uwagę taką oto tabliczką:

Na zdjęciu widać powód, dla którego łatwo miejsce ominąć - wejście znajduje się z boku, lekko ukryte i zlewające się z otoczeniem. Nie dawajcie jednak za wygraną i szukajcie do skutku. Naprawdę warto - nie dość, że znajdziemy tu dosłownie morze książek i miłą, kompetentną obsługę, to na dodatek klimat zbliżonyjest do tego, w który wprowadza nas tabliczka. Zobaczcie sami:


 Czuję się tu jak na starym, tajemniczym strychu pełnym niespodzianek. Znajdziecie tu dosłownie wszystko: od nowości, po stare, zapomniane książki wydawnictw o dziwnych nazwach. Macie do wyboru dwie opcje: albo zanurkujecie w poszukiwaniach konkretnej pozycji, albo dacie się ponieść fali. Osobiście preferuję wersję surferską. ;-) Są tu podręczniki, poezja, beletrystyka, słowniki, książki dla dzieci, klasyka... Jednym słowem - wszystko, czego dusza zapragnie. Ja upolowałam wczoraj "Ławę przysięgłych" Johna Grishama za 8 złotych (stan - dobry +).


 Jeśli chodzi o stan, książek znajdziemy tu zarówno te w idealnym stanie pachnące nowością, jak i  stare, zapomniane pozycje o pożółkłych kartkach i lekko zagiętych rogach, pachnące strychem. Żadna z nich jednak nie rozpada się w rękach.

Panie zza lady są zawsze miłe i służą pomocą. Chętnie wyszukają dla nas książkę i, co najważniejsze, wiedzą co mają w sklepie, a co pojawia się rzadko lub wcale. 


Plusy:
  • Dobra lokalizacja na gdańskiej Starówce. (ul. Korzenna 33/35) Po udanym polowaniu można jeszcze pozwiedzać
  • Miła, kompetentna obsługa
  • Duży wybór książek
  • Przystępne ceny
  • Niezwykły klimat

Minusy:
  • Pomimo starań właścicieli nadal łatwo ominąć to miejsce
  • Brak strony internetowej - znalezienie jakiejkolwiek wzmianki o tym miejscu w Sieci graniczy z niemożliwością (nawet, jeśli szukacie adresu tego miejsca!)
  • Dość ciasno (jednak gdyby było inaczej, miejsce straciłoby klimat)

Zachęcam do odwiedzenia Rejsu także tych, którzy chcą sprzedać stare książki. Łowcom okazji radzę nastawić się na spędzenie tam około dziesięciokrotnie więcej czasu, niż zaplanowali ;-)

Wilczex


poniedziałek, 24 października 2011

(Nieśmiałe) Budzenie Trójmiasta


Czasami odnoszę wrażenie, że nie mieszkam w 750 tys. aglomeracji, tylko gdzieś na uboczu dużej pustyni. Okno na świat, jak nazywano kiedyś morskie porty, śpi głębokim snem, nieświadome swojego potencjału. Boję się, że gdyby nie kandydowanie do tytułu Stolicy Kultury 2016, kwestie czytelnictwa wciąż byłyby Kopciuszkiem, przebierającym mak i piasek.

Takie przemyślenia kłębią mi się w głowie po spotkaniu w gdańskiej Fikcja Cafe w ubiegłym tygodniu. Tutaj właśnie odbyła się kolejna edycja tzw. book swap, po naszemu - wymiany książek. Niestety, event ten nie jest jakoś szczególnie promowany (podobnie jak większość trójmiejskich wydarzeń okołoksiążkowych), o tym, że "się dzieje" dowiedziałam się przypadkowo. O tym, że po raz kolejny, podpowiedziało mi google. 


Nieśmiałe początki book swap'u


Dziewczyny w swoim żywiole. Za chwilę pojawiła się też Wilczex i jeszcze parę osób.

W rezultacie, spotkanie było bardzo kameralne, co też ma swoje plusy. Bardzo się cieszę z nawiązanych kontaktów i poznania fajnych ludzi. Mimo wszystko czuję niedosyt i jestem ciekawa, jak wyglądałby book swap na większą skalę - więcej ludzi, więcej książek, więcej tematów do rozmów (choć tych i w Fikcji nie brakowało). Dziewczynom z Book-Change udało się zorganizować kilka takich spotkań w różnych miastach Polski. Zapraszamy do Trójmiasta i niniejszym oferujemy współpracę w ramach organizacji takiego wydarzenia. 

Nawiązując do tytułowego budzenia Trójmiasta. Niezwykle nas cieszy każdy najmniejszy krok w stronę niezaangażowanych czytelników. Dla przykładu, świetna akcja partnerska pt. Karta do Kultury. Z tą kartą można korzystać ze wszystkich filii Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej, które działają w systemie komputerowym WMBP (w końcu XXI wiek dotarł i do bibliotek). A dzięki partnerom akcji (jest już ich 23!) można skorzystać z atrakcyjnych rabatów na kulturalne trójmiejskie wyjścia.


Budzimy się, drodzy Czytelnicy, i wychodzimy do ludzi! :-)


piątek, 21 października 2011

JERZY KOSIŃSKI - MALOWANY PTAK (1965)



Antypolska książka napisana przez obrazoburcę, opisującego wynaturzenie polskiej wsi. Opublikowana w Polsce 24 lata po światowej premierze. Zło, okrucieństwo i bestialstwo wyczuwalne na każdej stronie. I samotność odmieńca.

Biorąc pod uwagę rok, w jakim ukazał się "Malowany ptak" nietrudno zgadnąć, dlaczego powieść wydano w Polsce tak późno. Kosińskiego okrzyknięto wrogiem Polaków i wszelkich świętości, nie zważając na światowy sukces jego debiutanckiej powieści. "Malowany ptak" został przetłumaczony na 20 języków. Nic dziwnego - niewiele jest książek wywołujących takie emocje. Odradzam ją jedynie osobom wrażliwym, naprawdę pozostawia trwały ślad na psychice.

Wybucha II wojna światowa. Pewne małżeństwo postanawia uratować jedynego syna i wysyła go do wioski na kresach wschodnich, aby tam przetrwał w ukryciu. Kilkuletni chłopiec o ciemnej karnacji, włosach i oczach trafia w sam środek zabobonnej, zacofanej społeczności. Tu wszyscy mają jasne oczy, jasne włosy i skórę. Rozpoczyna się gehenna. Prześladowania i tortury ze strony chłopów zmuszają chłopca do nieustającej wędrówki.

"Nazywała mnie Czarnym. Od niej po raz pierwszy dowiedziałem się, że ma mnie w swej mocy zły duch, który - choć nie zdaję sobie sprawy z jego obecności - ukrył się w moim ciele niby kret na dnie nory. Takich ludzi jak ja, opętanych przez złe moce, można rozpoznać po ich urocznych oczach, które potrafią patrzeć bez zmrużenia w oczy jasne i przejrzyste. Dlatego to, mówiła Olga,mogę bezwiednie rzucać urok na ludzi, kiedy im się przyglądam.(...) Bo jeśli uroczne oczy spojrzą na zdrowe dziecko, natychmiast zacznie słabnąć; jeśli na cielę, powali je śmiertelna choroba; jeśli na trawę, po skoszeniu nie wyschnie na siano, lecz zgnije."

Książka oczywiście nie jest antypolska. Kosiński piętnuje zło samo w sobie, które powoli, acz konsekwentnie, samoistnie się napędza, działając na zasadzie kuli śniegowej. Czy można potępiać zacofane chłopstwo za to, że robili to, co uważali za słuszne? Czy można napiętnować ich jako bezdusznych, skoro pomoc Żydom i Cyganom zagrażała bezpieczeństwu całej wioski? Czy wiara i strach usprawiedliwiają czyny? Czy nie posunęli się jednak o kilka kroków za daleko? Na te i wiele innych, równie ważnych i trudnych pytań nadal nie znalazłam odpowiedzi.

"Malowany ptak" przepełniony jest okrucieństwem i wynaturzeniem. To, na co musi patrzeć kilkuletni chłopczyk, niejednokrotnie zmuszało mnie do odłożenia książki. Wyobraźnia ludzka, podsycana śmiertelnym strachem i życiem w ciągłym stresie, nie zna granic. Oczywiście wszystkie traumatyczne przeżycia zostawiają trwały ślad w psychice chłopca. Przemierzając wraz z nim kolejne kilometry obserwujemy proces jego przemiany.

Każda postać i zdarzenie, co zresztą potwierdza autor w posłowiu, jest symbolem. Książkę można czytać na wiele sposobów, zawsze dostrzegając coś innego. Na szczęście, pesymizm zostaje w końcu przełamany iskierką nadziei. Niestety, miłość nigdy nie wygra ze złem, bo jak pisze sam autor:

"... nienawiść nie może umrzeć: jadowita i żywotna jak samo życie, idzie śladem życia; jest jego częścią, tak jak ogon jest częścią komety."

"Malowanego ptaka" po prostu trzeba znać. Jednak sięgacie po niego na własną odpowiedzialność.

Wilczex

JĘZYK: 6/6
REALIZACJA: 6/6
POSTACIE: 6/6
 OKŁADKA: 6/6

Podsumowanie: Generał ******

wtorek, 18 października 2011

Relacja z Blog Forum Gdańsk.

Dwa dni dochodziłam do siebie po tym wydarzeniu. Najlepsi blogerzy z całej Polski, inspirujące wystąpienia, warsztaty motywujące do działania.... Aj, działo się tam, działo! 


Tak jak Alicja za Królikiem, tak ja podążałam za charakterystycznymi strzałkami napotykanymi po drodze.


 Droga na szczyt bywa trudna...


...ale jak na Agentkę Specjalną przystało misja poboczna została wykonana na piątkę i zdobyłam tę twierdzę!

Pierwszy dzień był totalnie zakręcony, nie do końca wiedziałam co, gdzie, jak i kto jest kim. Wystąpienia poszczególnych blogerów  były niezmiernie interesujące, ale zwykle miały jedną podstawową wadę - były zdecydowanie za krótkie. Kiedy dyskusja trwała w najlepsze nabierając tempa, nagle okazywało się, że czas na nią przeznaczony już dawno minął.

Przerwy pomiędzy kolejnymi blokami tematycznymi chętnie spędzałam w Hyde Parku, gdzie blogerzy przedstawiali swoje blogi. Ciężko mówić o najlepszym i najgorszym wystąpieniu z prostego powodu - te ostatnie nie istniały. :-) Pomysł na Hyde Park uważam za trafiony, dzięki niemu udało mi się m.in. poznać autorkę innego bloga książkowego Życiowa Pasja Bibliofila. Wydaje mi się, że Misja zyskała w swych szeregach nową Agentkę :-)

Hepcio - maskotka całego Blog Forum Gdańsk.

Drugi dzień upłynął jeszcze szybciej niż pierwszy, poznałam wielu ciekawych ludzi z różnych środowisk blogowych. Najmniej przyjemnym momentem tego dnia była chwila, w której musiałam wybrać tylko jeden z trzech warsztatów. Mój wybór padł na warsztaty literackie prowadzone przez Annę Luboń z czasopisma Elle. Naskrobałam sporo notatek, myślę, że efekty będziecie mogli zobaczyć już wkrótce na naszym blogu.

 Ostatni dzień Blog Forum to również rozwiązanie konkursu. Dziękujemy za wszystkie głosy, dzięki Wam zajęłyśmy trzecie miejsce w głosowaniu Internautów, które wygrał blog Strawberries from Poland. Decyzją kapituły statuetkę "Blog of Gdańsk 2011" otrzymał blog iBedeker. Zwycięzcom serdecznie gratulujemy, a Was zachęcamy do ich odwiedzania, bo naprawdę warto.


Na koniec jeszcze kilka zdjęć z dnia drugiego. Wszelkie zażalenia dotyczące jakości lub ilości zdjęć proszę kierować do Agentki Rosemary. To ona z pełną premedytacją kazała mi fotografować, znając moje (nie)zdolności w tym kierunku. :-)


Pochodzę z Mazur, więc bardzo mnie ucieszyła obecność przedstawiciela akcji "Mazury Cud natury". Oddaliście już głos?


Pan Rafał Bryndal bardzo ciekawie mówił o blaskach i cieniach popularności.

Co tu dużo mówić - Blog Forum Gdańsk to wydarzenie, co się zowie! Głowa pęka mi w szwach od pomysłów, a ręce same rwą się do działania. Do zobaczenia za rok!



Hepcio opuszcza Gdańsk. ;-(

niedziela, 16 października 2011

KONKURS - "Gra o Tron" G.R.R. Martina do wygrania!

Blog Forum Gdańsk i konkurs na najlepszego gdańskiego bloga zakończone. Zakwalifikowanie się do finałowego głosowania było dla nas miłą niespodzianką :-) Sprawozdanie z obrad zda Wilczex, jak tylko ochłonie, na razie powinno Wam wystarczyć finałowe zdjęcie konferencji (fot. pochodzi z profilu FB Blog Forum Gdańsk). 


Dziękujemy też za oddane głosy na nasz blog, zajęłyśmy 3 miejsce w rankingu finalistów. Zbieżność miejsca i procentowego wyniku z wynikiem pewnej partii w ostatnich wyborach parlamentarnych przypadkowa :-) 

No dobra, chcemy zakończyć ten fascynujący weekend jeszcze jedną dobrą wiadomością. Ogłaszamy konkurs! Do wygrania piękne wydanie "Gry o tron" George'a R.R. Martina  - nówka nie śmigana. Książka, o którą warto zawalczyć, dlatego...


... co zrobić, żeby wygrać? 

Prosimy o rozwinięcie skrótu tytułowego Misji. Skrótem jakiego wyrażenia jest akronim K.S.I.Ą.Ż.K.A.? Uwaga, kilka zasad:
1. W konkursie biorą udział wpisy pod tym postem. Prosimy o napisanie swojej propozycji rozwinięcia skrótu i pozostawienie adresu mailowego do siebie.
2. Jedna osoba może złożyć kilka propozycji - wygrywa najciekawsza :-)
3. Konkurs kończymy 31 października o północy. Zwycięzcę ogłosimy w ciągu tygodnia od zamknięcia konkursu. 

Przygotowałyśmy też nagrody-niespodzianki, wykonane przez nas osobiście (bo my, agentki, i do tańca i do różańca, jak to niektórzy mówią :-) ). Otrzymają je losowo wybrane osoby, które udostępnią informację o konkursie na swoim blogu bądź Facebooku, dołączą do obserwatorów bloga bądź polubią nasz Fanpage. O fakcie dokonania jednej z powyższych czynności również poinformujcie nas wpisem pod tym postem :) 

CZAS, START!

czwartek, 13 października 2011

MAJA LIDIA KOSSAKOWSKA - RUDA SFORA (2007)



Co "Ruda sfora" ma wspólnego z "Siewcą wiatru"? Co łączy ją z "Władcą pierścieni"? Nie zapominajcie też o "Niekończącej się historii"!

Maję Lidię Kossakowską poznałam dawno temu, kiedy w ręce wpadł mi "Siewca wiatru". Zakochałam się w nim po uszy, jednak z powodu konsekwetnie realizowanej przeze mnie polityki "spychologii", kolejną książkę tej autorki wciąż odkładałam "na kiedyś". Nie wiem, czy nie potrafię się uczyć na błędach, ale znów okazało się, że po przeczytaniu biłam się w pierś. Czemu zrobiłam to dopiero teraz?!

Wiele osób uważa, że "Siewca wiatru" to najlepsza książka Kossakowskiej. Przyznaję, jest świetna, ale nie jestem przekonana, czy  duet Siewca-Sfora można rozważać w kategoriach lepszy-gorszy. Na pewno mają jeden wspólny wątek - warstwowość świata pozagrobowego. Bardzo przypadł mi do gustu, ponieważ dodaje odrobiny człowieczeństwa istotom żyjącym "tam". Paradoksalnie, zamiast czuć się pewniej wokół tego co (przynajmniej częściowo) znamy, jesteśmy zagubieni, lecz zaintrygowani.

Idea Nieba według Kossakowskiej przemawia do mnie nawet bardziej niż przyjęty ogólnie wzorzec. Jeśli Niebo składa się z kilku warstw, a najwyższy z bogów mieszka w ostatnim z nich, gdzie nawet najpotężniejsi szamani nie mają wstępu, logicznym jest, że po prostu NIE WIE, co dzieje się na ziemi czy niższych niebach. Kwestia tego, że nie wie, bo nie chce wiedzieć, również wydaje się oczywista. Nie po to stworzył świat na ziemi i kilka niższych nieb, w których panują pomniejsze bóstwa, żeby przez resztę życia zastanawiać się, co u nich słychać. To się nazywa umiejętność ustawienia się na resztę swoich dni! :-)
 
Motyw wędrówki przez wiele krain, aby je wszystkie ocalić nie jest niczym nowym w literaturze. W połączeniu z drużyną nieudaczników, która wyrusza uratować świat mamy mieszankę pod tytułem "Władca pierścieni". Nie ma nic złego w tym, że "Ruda Sfora" wywołuje takie skojarzenia. Nie ma nic lepszego, niż nauka od mistrzów. Tym bardziej, że Kossakowska nie kopiuje Tolkiena, a jedynie pokazuje nam swoją interpretację tego samego problemu. Tak trzymać!

Pamiętacie "Niekończącą się historię"? Kto czytał, ten wie, dlaczego Fantazja chyli się ku zagładzie. Otóż ludzie przestali wierzyć. Podobny motyw znajdziemy w "Rudej Sforze". Pomysł mi się podoba, ale odpowiedzialność, która na nas spada - nie za bardzo ;-)

Poznajcie moją ulubioną postać :


- No to jak? - spytał ze znużeniem Ergis. - Jesteś w końcu tupilakiem?
Na głupkowato uśmiechniętej twarzy kościeja zagościło niezdecydowanie.
- A bo ja wiem? Nie bardzo. Bo na krzcie to mi dali Iwaszka.


Powiedzcie- jak tu nie lubić takiego osobnika? Iwaszka rozkłada na łopatki swoją życiową filozofią, głupkowatym uśmieszkiem i zębami z drewnianych kołków, które trzeba co jakiś czas dostrugać. Jest naiwny i bezbronny, pomimo, iż miał być maszynką do zabijania i ćwiartowania wrogów. Nie skrzywdzi nawet muchy, jest tchórzliwy i pakuje swoich towarzyszy w coraz to nowe kłopoty. Jednak jeśli chodzi o węch, nie ma sobie równych, (bo "tupilaki się nie pomyliwują"), co okazuje się bardzo przydatne. Mimo wielu niedoskonałości jest wspaniałym towarzyszem i oddanym przyjacielem. Dlatego wielka szkoda, że jego wątek nie został bardziej rozbudowany. Ta obiecująca postać mogła wnieść dużo humoru do książki, a tego akurat brakowało mi najbardziej. Bohaterowie tacy jak Iwaszka budują całą historię. Czymże byłby Shrek bez Osła, Harry bez Freda i Georga, Geralt bez Jaskra...?

Chciałabym też zwrócić uwagę na fantastyczne ilustracje. Niby nic - ot, zwykłe szkice - a mają w sobie coś magnetycznego. Niejednokrotnie łapałam się   na tym, że zamiast czytać studiuję każdy szczegół napotkanej ilustracji. Są magiczne i wyjątkowe, warte poświęconego im czytelniczego  czasu (a było go niemało) :-) Dominik Broniek oficjalnie został wzięty przeze mnie na celownik. Teraz już żadna jego ilustracja nie przejdzie niezauważona.

Kolejny duży plus daję za oparcie fabuły książki na jakuckich wierzeniach, o których wcześniej nie miałam zielonego pojęcia. Dodatkowo na końcu książki znajduje się słowniczek w którym wszystko zostało zebrane do kupy i przedstawione w skondensowanej wersji. "Ruda Sfora" to jest to co tygryski lubią najbardziej, czyli przyjemne z pożytecznym.


Wilczex
JĘZYK: 5/6
REALIZACJA: 4/6
POSTACIE: 4/6
 OKŁADKA: 6/6

Podsumowanie: Porucznik****


sobota, 8 października 2011

MISJA w finale konkursu Blog of Gdańsk 2011

Blog Misja: K.S.I.Ą.Ż.K.A. został finalistą konkursu Blog of Gdańsk 2011!  Niezmierna radość w naszym sztabie oraz ogromna dawka energii :-) Bardzo nam miło, że możemy reprezentować miłośników książek w tym ciekawym konkursie. A najbardziej się cieszymy, że Misja została zauważona i wyróżniona! Wśród zgłoszonych do konkursu gdańskich blogów, finałową dziesiątkę wybrało jury w składzie: blogerzy Sylwia Kubryńska i Artur Kurasiński, dziennikarz Przemysław Gulda, dyrektor Biura Prezydenta ds. Promocji Miasta w Gdańsku Anna Zbierska oraz redaktor naczelny portalu Trojmiasto.pl Michał Kaczorowski. 



Do wczoraj internauci mogli oddawać głosy na swojego ulubionego finalistę (nagroda Blog of Gdańsk 2011 Internautów), a za tydzień komisja wybierze głównego zwycięzcę - Blog of Gdańsk 2011. 
Konkurs jest częścią odbywającego się w październiku Blog forum Gdańsk - pierwszej w Polsce interdyscyplinarnej konferencji dla blogerów. Bardzo ciekawa i niezwykle na czasie inicjatywa :-) 

piątek, 7 października 2011

MARIO VARGAS LLOSA - KTO ZABIŁ PALOMINA MOLERO? (1986)


Mario Vargas Llosa wziął na warsztat historię kryminalną. Jest tajemnicze zabójstwo. Jest romans. Jest korupcja, intryga i... jak dobrze, że to nie za tę książkę dostał Nobla!

Ktoś brutalnie morduje utalentowanego śpiewaka, prostego Palomina Molero, z ubogiej peruwiańskiej rodziny. Sprawą zajął się porucznik Silva i jego partner, Lituma. Okazało się, że ofiara na ochotnika "poszła w kamasze", a następnie z niewiadomych przyczyn zdezerterowała. Policjanci mają wrażenie, że wojsko zna okoliczności morderstwa, tak samo jak okoliczna ludność. Jednak wszyscy jak jeden mąż milczą, nie chcąc za żadne skarby świata puścić pary z ust.

Niby wszystko na swoim miejscu, tak jak w kryminale być powinno, ale... książka jest po prostu nudnawa i przewidywalna. Czekałam z niecierpliwością na zakończenie, w którym była cała moja nadzieja. Jednak ostatnia deska ratunku również okazała się niewypałem. Zagadka, choć zawiła, przy minimalnym wysiłku intelektualnym daje się bez problemu rozwiązać.

Muszę jednak przyznać, że autor bardzo dobrze pokazał, co się dzieje, kiedy w jakąś poważną aferę zamieszana jest naprawdę gruba ryba. Powiedzcie sami - kto gryzie rękę, która go karmi? Jeśli założyć, że ten aspekt książki jest głównym - książka jet dobra. Jednak ja oceniam całokształt, który pozostawia wiele do życzenia. Nie twierdzę, że problemy poruszane w książce są błahe. Jedynie forma i sposób ich opowiedzenia nie powala na kolana. Llosa próbuje zagłębić się w psychikę porucznika. Niestety - z marnym skutkiem. Odniosłam wrażenie, że wszystko zostało potraktowane po macoszemu. Ale pomysł i intencje autora były jak najbardziej dobre.

Nie mogę powiedzieć, że książka jest do niczego. Nie mogę również powiedzieć, że jest genialna. Czytałam wiele lepszych, opowiadających o problemie moralności społecznej (a chociażby nasi polscy "Chłopi") czy psychice ludzkiej (żeby daleko nie szukać - "Lot nad kukułczym gniazdem" był o wiele lepszym studium psychologicznym). Znam jednak takich, którym książka "Kto zabił Palomina Molero" bardzo się podobała, zatem zachęcam do przeczytania i wyrobienia sobie własnej opinii. Mario Vargas Llosa na pewno nie zostaje u mnie definitywnie przekreślony, jednak do tej książki już raczej nie wrócę.

Wilczex

JĘZYK: 4/6
REALIZACJA: 2/6
POSTACIE: 2/6
 OKŁADKA: 3/6

Podsumowanie: Kapral**



poniedziałek, 3 października 2011

KATHERINE HOWE - ZAGINIONA KSIĘGA Z SALEM (2009)






Elisabeth Howe została stracona pod zarzutem czarownictwa. Elisabeth Protector została o czarownictwo posądzona, na szczęście uniknęła kary. Dzięki temu mogła powstać "Zaginiona księga z Salem", autorstwa potomkini oskarżonych o czary kobiet w procesach w Salem, w 1692 roku.

Connie Goodwin, zbierając materiały do swojej pracy doktorskiej, znajduje w domu babci starą biblię, a w niej ukryty klucz, do którego ktoś wsunął karteczkę ze słowami " Deliverance Dane". Connie postanawia dowiedzieć się, co te słowa oznaczają i rozpoczyna poszukiwania. Okazuje się, że to początek wielkiej przygody z odkrywaniem mrocznych, rodzinnych tajemnic.

Książka jest świetna, pochłania się ją jednym tchem. Byłam zainteresowana losami Connie od początku do końca, pomimo, że rozwiązanie zagadki nie jest trudne i domyśliłam się wszystkiego mniej więcej w połowie lektury. Bardzo podoba mi się pomysł autorki, aby na problem czarów spojrzeć z innej strony. Wszystkie dostępne opracowania potępiają tych, którzy skazywali "czarownice" na śmierć. A co jeśli przynajmniej niektóre z nich wcale nie były niewinne? Bardzo ciekawy wywiad z Katherine Howe na ten temat można znaleźć TUTAJ.

Fani Harry'ego Pottera mogą się trochę zawieść. Nie ma tu latających mioteł, świstoklików, proszków Fiuu i peleryny niewidki. Owszem, pojawiają się czary,ale raczej  te "starej daty", czyli prosto z księgi zaklęć, wymagające żmudnej pracy w ogrodzie i kuchni. Mimo wszystko wyczuwa się tajemniczą aurę, otulającą każdą stronę książki.

Bardzo podoba mi się też okładka. Taka szata graficzna to był strzał w dziesiątkę.  Oddaje w 100% atmosferę książki - nowoczesna, odrobinę tajemnicza i intrygująca, a jednocześnie lekko trąci myszką. Mieszanka wybuchowa - uwielbiam koktajl klasyki i nowatorstwa.

Nie wiem, czy warto ją polecić, bo zanim się obejrzycie, już przekręcicie ostatnią kartkę ;-) Na szczęście  ci, którzy będą odczuwać niedosyt i zatęsknią za magicznym klimatem "Zaginionej księgi z Salem", mogą odwiedzić stronę internetową Katherine Howe, która zaczaruje od pierwszego wejrzenia. Katherine ma to po babci ;-)

Wilczex

JĘZYK: 5/6
REALIZACJA: 5/6
POSTACIE: 4/6
 OKŁADKA: 6/6

Podsumowanie: Pułkownik*****

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję 
wydawnictwu NIEBIESKA STUDNIA


sobota, 1 października 2011

Rozwiązanie konkursu!

Jakiś czas temu ogłosiliśmy konkurs, a wygrać w nim można było naszego Pułkownika, czyli bardzo dobrze ocenioną przez Misję książkę Elisabeth Gilbert "Ostatni taki Amerykanin". Książka została ufundowana przez Dom wydawniczy REBIS. 


Otrzymałyśmy sporo ciekawych propozycji (za które serdecznie dziękujemy!), ale zwycięzca zawsze jest jeden. Zanim jednak przejdziemy do sedna sprawy, oto które zgłoszenia zwróciły naszą szczególną uwagę.

***
"Trzynasta opowieść" Diane Setterfield. 
Tajemnicza, barokowa okładka prezentująca stos książek. Nikomu nieznana autorka i intrygująca zapowiedź na tylnej okładce. Jednak na tym się nie kończy. Ta powieść wciąga i jest tak nieprzewidywalna, że ten, kto myśli, iż zna zakończenie - musi być głupcem. Dzieciństwo Vidy Winter było tak straszne i nienormalne, że nigdy nie mogła o nim opowiadać. U progu śmierci, zwierza się wybranej przez siebie nieznanej pisarce, bo to, co przeżyła, ciąży jej na sercu. Margaret Lea spędza z nią jej ostatnie dni, będąc dla niej notariuszką i przyjaciółką, i poznając historię, o której poznaniu marzył cały świat, i ja też. Setterfield ma tak przyjemny styl i knuje taką intrygę, że nie sposób jest oderwać się od tej niepozornej książki a w pamięci czytelnika pozostaje ona na długo. Nigdy nie zapomnę tych wieczorów w bibliotece Vidy... 
Marta

***

Moja propozycja to książka Johanny Sinisalo "Not Before Sundown/Troll:A Love Story" (tytul polski: Nie przed zachodem słońca). Zaskoczyła mnie ta króciutka powiesc - a grono znajomych po jej przeczytaniu podzieliło się na dwa obozy. Jedni mowili, ze fuj, geje, inni się nią zachwycili. To ksiązka przesączona feromonami, i choć zaliczana do literatury fantastycznej - niezwykle, aż do bolu prawdziwa. "Nie przed zachodem słońca" to test na homofobię - a w wojsku, wiadomo, z tym roznie bywa... Więc jak, przyjmujecie wyzwanie?
Ewelina

***

Polecam książki "Romanitas" i "Rzym płonie" Sophii MacDougall,  trzecia część trylogii się gdzieś zapodziała... Mamy tutaj bardzo ciekawą historię alternatywną. Autorka zadaje sobie pytanie, co by było gdyby jakiś cudem Rzym przetrwał do naszej współczesności. 2757 ery Rzymskiej, 2004 naszej. 
Mamy tutaj intrygę polityczną: następca tronu cesarskiego Marek Nowiusz musi się ukrywać, ponieważ zgładzono jego rodziców.  Był to sfingowany wypadek samochodowy, tak to by się teraz robiło. Przypadkiem Marek Nowiusz poznaje niewolników, którzy mu pomagają, najpierw się schronić a potem odzyskać władzę. Czy cesarz Mare Nowiusz będzie pamiętał o swoich przyjaciołach, którym tak wiele zawdzięcza? Czy zniesie  niewolnictwo? Wiemy, że ma taki zamiar, no ale w polityce różne rzeczy się zdarzają. 

Czekam niecierpliwie na ten cholerny 3 tomik, który jak na złość jeszcze się nie pojawił...
Krzysztof

***

A teraz, uwaga! Nagrodę wręczamy Marcie!

Dziękujemy serdecznie Wam - za udział w konkursie, REBISowi - za książkę. Zachęcamy zaglądać regularnie, bo konkursy jeszcze będą i niejeden!

W&R