• Odrażające, brudne, złe... recenzje klasyków klasy B

  • Harry Potter, pieczone kartofle i wyznania z Komnaty Tajemnic - przeczytaj relację z podróży naszej agentki!

  • Zabierz książkę #NaKawe! Nasza instaakcja ma nowego partnera

wtorek, 30 sierpnia 2011

RAYMOND E. FEIST - LOT NOCNYCH JASTRZĘBI


Pisanie o magach w erze post-harrypotterowskiej nie jest sztuką, a samo ratowanie świata już nie wystarczy, żeby budzić podziw i szacunek. Sztuką jest pisanie o tym w taki sposób, aby całość była żywa i autentyczna. Mimo wspomnianych trudności, z którymi może borykać się współczesny pisarz fantasy, magiczna rzeczywistość tworzona przez Raymond E. Feista pochłania czytelnika całkowicie.

R.E. Feist ma w swoim dorobku aż dziewięć sag (głównie trylogii, obecnie pracuje nad dziesiątą), a pierwsza książka - "Magician" - została wydana w 1982 roku. Autor zbudował świat, na który składają się liczne wymiary, zamieszkałe przez ludzi i nie-ludzi. Jednym z nich jest Mikdemia, która teraz stoi u progu nowej wojny, a mieszkańcom grozi zagłada. 

Wielki mag Pug zwołuje spotkanie Konklawe Cieni. Wróg powrócił do Mikdemii i dąży do rozpętania wojny domowej - preludium do pogrążenia świata w chaosie. Pada na Wielki Kesh, tygiel kultur i ras, gdzie do wzniecenia bratobójczych walk wystarczy mała iskra. Wysłannicy Konklawe Cieni muszą więc działać ostrożnie i planować każdy swój krok. 

Siła Konklawe Cieni leży nie tylko w nadzwyczajnych zdolnościach magów, których zrzesza, ale przede wszystkim w przemyślanej strategii działania. Rozbudowana sieć szpiegów, odpowiednie osoby na odpowiednim miejscu, umiejętność wyciągania wniosków z błędów w przeszłości pomaga głównym bohaterom zwycięsko wychodzić z wielu groźnych sytuacji. Czy wysłannikom Konklawe uda się wytropić nowe wcielenie Leso Varena i go pokonać, zanim ten zrealizuje swój plan?

Przeciwwagę dla tej mrocznej atmosfery Mikdemii stanowią bohaterowie "Lotu...". Wielki mag Pug i jego małżonka Miranda, choć przytłacza ich ogromna wiedza, jaką posiadają, i odpowiedzialność za losy Mikdemii, są pełni ludzkich uczuć. Ich synów, Caleba i Magnusa, różniących się od siebie jak noc i dzień, łączy prawdziwa braterska miłość. Mnóstwo życia wnoszą też nowi bohaterowie sagi - Tad i Zane - którzy przypadkiem trafiają na Wyspę Czarnoksiężnika. W przerwach między nauką i ciężką pracą zdążą jeszcze poderwać piękności z Pithirendar. Ich nowy przyjaciel, Jommy, jest uroczym zawadiaką, skorym i do awantury, i odważnych czynów. 

Powieści R.E. Feista zostały przetłumaczone na wiele języków, sprzedały się w ilości prawie 15mln egzemplarzy. Koncepcja równoległych światów daje ogromne możliwości budowania wielowątkowej fabuły, co R.E. Feist robi świetnie. Z niecierpliwością czekam na tłumaczenie kolejnej części sagi Wojny Mroku, "Into a Dark Realm".

Rosemary
Za recenzencki egzemplarz dziękuję wydawnictwu REBIS

JĘZYK: 4/6
REALIZACJA: 4/6
POSTACIE: 5/6
OKŁADKA: 5/6
Podsumowanie: Porucznik****

niedziela, 28 sierpnia 2011

Literacko-kulinarna Warszawa

Co robi agentka Rose podczas towarzyskiego wypadu do stolicy? Spaceruje na Powiślu, popija piwo na Pradze, ale przede wszystkim funduje sobie maraton po warszawskich księgarniach-kawiarniach, których jest tu sporo i naprawdę warto je odwiedzić.


Czuły Barbarzyńca
Kawiarnia istnieje już od 10 lat, została założona przez wydawcę Tomasza Brzozowskiego, który sam też spędza tu dużo czasu (można zobaczyć, jak pracuje przy jednym ze stolików). Przyjemna i twórcza atmosfera, miła obsługa, nieprzeładowany wystrój - wszystko jest „czułe” i wygodne. W piwnicy Czułego Barbarzyńcy znajduje się siedziba wydawnictwa Świat Literacki. 


Na stronie internetowej Czułego można sprawdzić, co aktualnie w trawie piszczy. Odbywają się tu wieczory literackie, spotkania z autorami, wystawy. Obecnie można obejrzeć wystawę rysunków Tomasza Lachowskiego.


Adres: Dobra 31. Z kulinarnych specjałów wypróbowane i polecane: placek jajeczny ze szpinakiem.

Tarabuk
Dziesięć minut spacerem od ul. Dobrej znajduje się księgarnia-kawiarnia Tarabuk. Klimat tego miejsca jest niemal domowy. Jest przytulnie, królują miękkie kanapy i fotele, sterty poduszek, a przy dobrej pogodzie można ulokować się przy jednym ze stolików przed kawiarnią.


Kawiarnia jest chętnie odwiedzana przez studentów. Jest też kącik dla dzieci, miejsce do przewijania, a toaleta zaskakuje dużą półką na broszury, które umilają czas, spędzany w ‘świątyni zadumy’ ;-)


Adres: Browarna 6. Wypróbowane i polecane: świeże koktajle owocowo-jagodowe. 

Numery Litery
Mikroskopijna i bardzo klimatyczna księgarnia-kawiarnia w centrum Warszawy. Można tu obejrzeć i nabyć książki i albumy poświęcone sztuce, fotografii, architekturze. Księgarnia ma w ofercie dużo książek dla dzieci. Książki można sobie obejrzeć lub poczytać przy dużym okrągłym (choć okrągłość ta umowna jest ;-) ) stole, który zajmuje prawie połowę pomieszczenia. 







Z kawą zaś można się rozsiąść przy jednym z kolorowych stolików przed kawiarnią. 
Adres: Wilcza 26.

Z przyjemnością donoszę, że książki umilające relaks, spotkałam w wielu warszawskich knajpkach i restauracjach, np. w kawiarni Kafka przy ul. Oboźna 3 czy w Czarnym Motylu na ul. Ząbkowskiej 2 (genialne i niedrogie naleśniki ze szpinakiem ;-) ). Regał z książkami w kawiarni Kafka zajmuje całą ścianę, można tam znaleźć prawdziwe perełki. Właściciele kawiarni zachęcają do przynoszenia swoich książek, wymieniać się na te z regału bądź też kupować je na wagę (10zł/kg).

Wracając pociągiem do domu zaczęłam zastanawiać się, co mają do zaoferowania nasze trójmiejskie książkowe kawiarnie i czy poza ‘Niebezpieczeństwami onanizmu’ w gdańskiej Szafie (Podmurze 2) można znaleźć jakieś ciekawe pozycje do czytania w innych jadło- i trunkodajniach. Zachęcam do dzielenia się namiarami na sprawdzone (lub też jeszcze niesprawdzone - sprawdzimy same!) księgarnie-kawiarnie. Stwórzmy książkową mapę Trójmiasta ;-)

P.S. Literacko-kulinarną podróż po stolicy odbyłam z genialnym przewodnikiem citydoping. Polecam nie tylko turystom! 


P.P.S. Przy ul. Solec 103 znajduje się fenomenalny antykwariat książkowy Bibliomania. Poruszanie się po sklepie jest mocno utrudnione z powodu… tysięcy książek, które tam się znajdują. Ułożone są bezpośrednio na podłodze, jedna na drugiej, i sięgają ramion dorosłego człowieka! Jestem świadoma, że znalezienie czegoś konkretnego w tym gąszczu może graniczyć z cudem, jednak widok ten zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Na szczęście antykwariat jest obsługiwany przez panią, która dobrze się orientuje w rozmieszczeniu wąskich alejek między książkami.  Antykwariat nie prowadzi skupu książek, jednak jeśli masz jakieś, które zamierzasz wyrzucić, oddaj je do Bibliomanii. Książki będą ci wdzięczne! ;-)

sobota, 27 sierpnia 2011

ELIZABETH GILBERT - OSTATNI TAKI AMERYKANIN (2011)



Jaki jest Wasz ideał mężczyzny, drogie panie? Silny? Przystojny? Inteligentny? Dowcipny? Zaradny i charyzmatyczny? Cóż... Eustace Conway ma te wszystkie cechy. 

W wieku 17 lat postanowił porzucić domowe pielesze i zamieszkać samotnie. W LESIE! Wierzył, że da sobie radę. A wierzyć - według Eustace'a Conway'a - to móc.


- Jak to się dzieje, że zawsze trafiasz w gwóźdź?
- Bo już dawno postanowiłem nigdy nie chybiać - odparł Eustace. - Więc trafiam.

Jest ucieleśnieniem naszego wyobrażenia o pionierach. Je to, co sam sobie upoluje. Odzież szyje sobie ze zwierzęcych skór. Przez całe życie rzuca sobie wyzwania, którym żaden inny człowiek nie byłby w stanie sprostać. Perfekcjonista w każdym calu, wszystko, co robił - robił idealnie, dokładnie tak, jak zaplanował. Pragnął, aby wszyscy Amerykanie powrócili do takiego życia, jakie wiedli na samym początku - zgodnego z naturą, swoją i świata. Wierzył, że może im pomóc, że może ich nauczyć, jak radzić sobie w dziczy i tym samym odnaleźć swoje prawdziwe ja, swoją tożsamość.

W tym celu powstała Żółwia Wyspa - rezerwat, w którym zamieszkał Eustace i do którego każdego roku przybywali ludzie, aby uczyć się od  niego, jak żyć. Niektórzy zostawali na dłuższe praktyki, inni opuszczali Żółwią Wyspę po zakończeniu obozu. Wydawać by się mogło, że wszystko zmierza w dobrym kierunku - w kierunku stworzenia perfekcyjnego, utopijnego świata z marzeń Eustace'a. Dlaczego Amerykanie nadal są liderami konsumpcjonizmu? Co im pozostało, kiedy przebrzmiało już "DASZ RADĘ!" Conway'a?

Ten charyzmatyczny mężczyzna potrafił pociągnąć za sobą każdego, kogo spotkał. Jest tak autentyczny i przekonany w rację tego, co robi, że nie sposób mu się oprzeć. Ludzie go uwielbiają. Dlaczego ciągle jest sam? Czemu nie założył swojej wymarzonej, wielodzietnej rodziny? Czemu ktoś taki jak Eustace Conway, który realizuje dokładnie wszystko tak, jak to zaplanował, nie wypełnił swojej misji? Jeśli jemu się nie uda, to komu?

"Kulisy heroizmu bywają często smutne; wiedzą to kobiety i służba." I rzeczywiście - wbrew pozorom Eustace Conway jest postacią tragiczną. A już miałam nadzieję, że choć jeden z romantyków uniknie tego losu... Prawdę powiedziawszy, postać współczesnego pioniera jest postacią, która wywołała u mnie taki koktajl emocji, jakiego już dawno nie kosztowałam. Na początku był podziw. Potem - irytacja. Następnie przyszedł czas na żal. Na koniec - szacunek z nutką nostalgii, która towarzyszyła mi podczas przewracania ostatnich stron.

Książka napisana przyjemnym językiem, ale nie dajmy się zwieść pozorom! "Ostatni tak Amerykanin" nie opowiada tylko i wyłącznie o samotnym życiu w głuszy. To przede wszystkim opowieść o męskiej naturze, o ambicjach i marzeniach oraz dążeniu do ich spełnienia. Pomaga posegregować nasz świat, ułożyć wszystko w szufladki z napisami "ważne", "średnio ważne" i "mało ważne". Wbrew temu, co twierdzi Eustace, chyba jednak mu się udało. Zmienił moje życie.



JĘZYK: 6/6

REALIZACJA: 5/6

POSTACIE: -/-

OPRAWA GRAFICZNA: 6/6


Podsumowanie: PUŁKOWNIK*****


Wilczex



Za egzemplarz recenzyjny dziękujemy
Domowi Wydawniczemu
REBIS

czwartek, 25 sierpnia 2011

ANDRZEJ PILIPIUK - KSIĘŻNICZKA


Andrzej Pilipiuk jest niewątpliwie jednym z płodniejszych pisarzy i choć nie należy do moich ulubionych, to muszę przyznać, że jego poczucie humoru bardzo przypadło mi do gustu. Po Księżniczkę sięgnęłam z nudów i braku ambitniejszej literatury pod ręką. To, że jest to druga część trylogii (pierwsza część nosi tytuł "Kuzynki", trzecia "Dziedziczki"), dowiedziałam się po fakcie, ale nieznajomość pierwszej części wcale nie stanowiła problemu. 

Do Krakowa z Węgier przybywa ‘pogromca wampirów’ o imieniu (jakżeby inaczej) Laszlo.  Od wielu lat tropi niebezpieczną (w jego mniemaniu) wampirzycę - tytułową Księżniczkę. Przygotowuje się bardzo skrupulatnie - widać, że zawodowiec. Tymczasem grono pedagogiczne jednej z krakowskich prywatnych szkół zasila Michał Sędziwój. Tylko kilka osób wie, kim jest naprawdę i co go tu sprowadza…

Tłem rozgrywanych wydarzeń stało się miasto, wydawałoby się, dobrze wszystkim znane. Jednak Kraków w powieści jawi się jako miasto tajemnicze, pełne mrocznych zakamarków, miejsc, o których wiedzą tylko wtajemniczeni. Bohaterowie, których czytelnik poznał już w poprzedniej części trylogii, zupełnie tego nie chcąc, trafiają w wir niesamowitych wydarzeń. I to właśnie, obok świetnego humoru, stanowi główną siłę powieści - w tej książce DZIEJE SIĘ. Główny wątek polowania na wampiry okazuje się być tylko jednym z wielu (w dodatku, zostaje rozwiązany w końcu powieści w dość zaskakujący i komiczny sposób). Autor sprawnie co chwilę wyciąga z rękawa jakiś nowy motyw, często od razu go porzucając, nawiązuje do faktów historycznych, przywołuje wątki ze znanych dzieł literackich, zabawnie wytyka nasze przywary narodowe, słowem - świetnie się bawi. A czytelnik razem z nim.

- Ile ty masz lat? - syknął.
- Łatwo policzyć. - Staruszek nie przejął się zupełnie. - Gdy dorwałem w Londynie księcia Vlada, był rok 1895. A ja miałem już prawie trzydzieści lat.
W głosie starego było coś, co sprawiło, że Laszlo z miejsca uwierzył.
- Vlada Palownika, znanego jako hrabia Dracula?
- Tego samego. Zaplątałem się rok później do pensjonatu w Szwajcarii. Siedziało tam wesołe towarzystwo, przyznam, pochlałem się wtedy w trzy dupy, no i może trochę ubarwiłem swoją opowieść. A potem ten idiota Stocker napisał swoją książczynę. Nawiasem mówiąc, też ją ubarwił. Przyznam, że byłem wściekły, jak się dowiedziałem. Mógł mi coś odpalić za prawa autorskie i tak dalej. Zwłaszcza, że zrobił na niej fortunę. Ale najbardziej wkurzyło mnie, że kretyn nie zapamiętał, jak się nazywam, i w swojej wersji dał mi takie fikuśne nazwisko...

Tym fragmentem Pilipiuk podbił moje serce ;-) i zyskał dodatkową gwiazdkę dla Księżniczki.

JĘZYK: 6/6
REALIZACJA: 4/6
POSTACIE: 6/6
OKŁADKA: 4/6
Podsumowanie: Porucznik****

wtorek, 23 sierpnia 2011

MARK HADDON - THE CURIOUS INCIDENT OF THE DOG IN THE NIGHT-TIME (2003)



Czy zastanawialiście się kiedyś, jakby to było, gdybyście nigdy niczego nie zapominali? Uważacie, że życie byłoby prostsze? Cóż...ja też tak myślałam.


"Nazywam się Christopher John Francis Boone. Znam wszystkie kraje świata, i ich stolice, i każdą liczbę pierwszą do 7,507. 
Osiem lat temu, kiedy po raz pierwszy spotkałem Siobhan, pokazała mi ten obrazek


i wiedziałem, że oznacza "smutek", który był tym, co czułem, kiedy znalazłem martwego psa.

Potem pokazała mi ten obrazek




i wiedziałem, że oznacza "szczęście", jak wtedy, kiedy czytam o misjach kosmicznych Apollo, albo kiedy ciągle nie śpię o trzeciej lub czwartej nad ranem i mogę chodzić po ulicy i udawać, że jestem jedyną osobą na całym świecie. 

Potem narysowała kilka innych obrazków


ale nie byłem w stanie powiedzieć, co oznaczają"*

Tak zaczyna się fascynująca opowieść 15-letniego Christophera, "matematyka z pewnymi problemami behawioralnymi". Chris lubi liczby pierwsze, listy, rozkłady, kosmos i prawdę. Nie lubi koloru żółtego i brązowego oraz kiedy ktoś go dotyka. Kiedy w drodze do szkoły zobaczy 5 czerwonych samochodów pod rząd, to oznacza, że dzisiaj jest SUPER DOBRY DZIEŃ. Wtedy można podejmować wyzwania, bo w SUPER DOBRY DZIEŃ na pewno wydarzy się coś niezwykłego. Jednak jeśli samochody są koloru żółtego, oznacza to, że dziś jest CZARNY DZIEŃ. Nie podejmuje się ryzyka, nie rozmawia z innymi i nie je lunchu.

Pewnego dnia Christopher znajduje na trawniku psa sąsiadów,  którego ktoś zamordował przy pomocy "widelca ogrodowego". Jako wielbiciel Sherlocka Holmesa i łamigłówek, bohater postanawia rozwiązać tajemnicę zabójstwa Wellingtona, a przy okazji napisać o tym powieść detektywistyczną. Okazuje się, że to niełatwe zadanie i że do rozwikłania ma nie jedną, a dwie zagadki.

Książkę kupiłam... na wagę w second-handzie. Okazało się, że stałam się posiadaczką wspaniałej lektury, która w prosty, a zarazem wiarygodny sposób przedstawia świat widziany oczami osoby z zespołem Aspergera.** Tok myślenia Christophera jest zaskakująco logiczny i poukładany, zdecydowanie inny niż to, czego można by się spodziewać. To doskonała okazja, aby spojrzeć na problem zaburzeń społecznych "od kuchni", zrozumieć je choć w minimalnym stopniu. Dzięki tej książce dostrzegamy, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda.
 
Książkę czyta się świetnie. Właściwie pochłania się ją w całości. Pomimo lekkiego i przystępnego języka czuje się powiew nostalgii i smutku. Ciężko jest żyć z Aspergerem. Zarówno choremu jak i jego najbliższym. Na szczęście znajdziemy tu też ogromne ilości optymizmu, wiary w siebie i w życie. Nadziei na spełnienie marzeń. Nagroda Whitbread Book of the Year, jaką Mark Haddon otrzymał za tę powieść, była w pełni zasłużona.

Mimo, iż książka została przetłumaczona na język polski, polecam czytanie w oryginale. Język jest prosty i POPRAWNY, idealna okazja, aby odświeżyć sobie angielski. Szczególnie czasy przeszłe i reported speech. No i są obrazki! ;)



JĘZYK: 6/6

REALIZACJA: 5/6
POSTACIE: 5/6
OPRAWA GRAFICZNA: 6/6
Podsumowanie: PORUCZNIK****



Ps. Niech dzisiejszy dzień będzie dla Was SUPER SUPER DOBRYM DNIEM!



Wilczex


*Tłumaczenie - moje
** Zespół Aspergera - rodzaj autyzmu, polegający na zaburzeniach społecznych. Osoby dotknięte tą chorobą nie są opóźnione umysłowo, jednak nie potrafią zaakceptować m.in. zmian w ich otoczeniu, a ich myślenie nie jest elastyczne. Zespół Aspergera różni się od autyzmu dziecięcego przede wszystkim tym, że nie występują tu zaburzenia poznawcze.

niedziela, 21 sierpnia 2011

FRANK W. ABAGNALE - ZŁAP MNIE, JEŚLI POTRAFISZ


Kobiety lubią „złych chłopaków”. Jeszcze bardziej lubią profesjonalistów w mundurach. A już dla „złego chłopaka”-fachowca w mundurze stracą głowę zupełnie. Frank Abagnale Jr. kochał kobiety. Tak bardzo, iż gotów był na wiele, żeby zdobyć ich serca (i ciała, oczywiście). I choć w świetle prawa jego poczynania określa się przestępstwem, to na swój sukces Frank ciężko pracował.

Abagnale uczciwie podrabiał czeki, dokładnie rozpracował system bankowy, a z czasem potrafił przygotować czeki niczym nie różniące się od tych prawdziwych. Jednak taka chałupnicza robota nie zaspokoiła ambicji młodego (siedemnastoletniego!) człowieka, więc postanowił zostać pilotem. Stop, źle się wyraziłam - Frank ZOSTAŁ pilotem. Nowe miejsca, dobre hotele, piękne stewardessy, duże pieniądze. Po jakimś czasie i to może się człowiekowi znudzić. Co robi Frank? Zostaje lekarzem, mało tego - opiekunem stażystów w szpitalu. Ale życie Franka jest nieprzewidywalne, los rzuca go do innego miasta, gdzie… zostaje zatrudniony jako prawnik prokuratora generalnego. Czy musze nadmienić, że w tym samym czasie jest już jednym z najbardziej poszukiwanych przestępców w Stanach Zjednoczonych?

„Złap mnie, jeśli potrafisz” jest autobiografią jednego z najbardziej znanych oszustów finansowych, którego kariera przestępcza doczekała się ekranizacji (z Leonardo di Caprio i Tomem Hanksem w rolach głównych - film polecam!). Niesamowite zwroty akcji, brawurowe ucieczki, karkołomne wyzwania - wszystko to było chlebem powszednim w życiu głównego bohatera. Jednak najbardziej zaskakujący jest finał całej tej historii, który ma miejsce już poza stronicami książki. Zainteresowanych tematem odsyłam do fajnego opracowania w języku angielskim „Skywayman: The Story of Frank W. Abagnale Jr.” Uprzedzam, że zawiera ono sporo spoilerów, więc zachęcam najpierw do przeczytania książki.  

Jestem pewna, ze wiele „smaczków” w książce zostało pominięte (ze względu na bezpieczeństwo oraz obecną karierę Abagnale’a - jest doradcą FBI i specjalizuje się w przestępstwach finansowych), co czyni całą historię jeszcze bardziej niesamowitą. Książka inspiruje i pozwala wierzyć, że dla chcącego nic trudnego.



JĘZYK: 5/6

REALIZACJA: 5/6
POSTACIE: -
OPRAWA GRAFICZNA: 3/6
Podsumowanie: PORUCZNIK****

piątek, 19 sierpnia 2011

HUBERT SELBY JR - REQUIEM DLA SNU (1978)





Marzyli - jak większość z nas - o szczęściu, o tym, żeby "nikt się do nich nie przysrywał", o tym, żeby być "zoftik". Życie napisało dla nich własny scenariusz.

Nie znam osoby, która nie oglądałaby filmu. Jest jednym z niewielu, które naprawdę oddają ducha książki. Oczywiście na tyle, na ile film może to zrobić. Nie potrafię sobie wyobrazić inaczej zrobionego "Requiem dla snu".  A muzyka... wwierca się w podświadomość. SŁYSZAŁAM JĄ, czytając. Niestety mało kto zna książkę. Bardzo ciężko znaleźć słowa, opisujące wrażenia, jakie wywiera. Jest przejmująca i przygnębiająca a zarazem prawdziwa i porywająca.

"Requiem" to prawdziwa pieśń pożegnalna. Książka opowiada historię Harry'ego Goldfarba, jego dziewczyny Marion i ich przyjaciela Tyrona C. Love ("który ma love tylko dla Tyrona C."), którym marzy się dobra praca, szczęśliwe i spokojne życie, którego jak dotąd nie zaznali. Równolegle poznajemy również historię matki Hary'ego, opuszczonej przez wszystkich Sary Goldfarb, która żyje przeszłością i pragnieniem wystąpienia w teleturnieju. Wszystko to zostaje przekreślone. Pozostaje pustka. Z muzyką w tle. 

Książka napisana genialnie. Język i forma zostały idealnie dobrane do opowiadanej historii. Mało znaków przestankowych, brak podziału na dialogi. Chaos? Niezupełnie. Dzięki temu możemy POCZUĆ galopujące myśli bohaterów, WEJŚĆ do ich głowy, zamiast tylko czytać o tym, co się w niej dzieje. Zmusza do myślenia. I zostaje w pamięci na długo.

Włączcie poniższy filmik. Wsłuchajcie się w muzykę. Wyobraźcie sobie, że siedzicie wygodnie w fotelu, popijacie kawę. Jej aromat potęguje ochotę na słodkości. Na szczęście została Wam ostatnia pralinka. "Wkładacie ją do ust, czekając, aż rozpuści się czekoladowa otoczka uwalniając przedsmak ukrytego wewnątrz śmietankowego nadzienia i dopiero wtedy rozgniatacie czekoladkę językiem o podniebienie, uśmiechacie się i przymykacie oczy a wasze ciało przeszywają delikatne dreszcze rozkoszy..." * Miłe uczucie, prawda? Chcecie, żeby trwało wiecznie? Sięgnijcie po książkę.



* fragment "Requiem dla snu", delikatnie przerobiony na potrzeby recenzji. Interpunkcja oryginalna.


JĘZYK: 6/6
REALIZACJA: 6/6
POSTACIE: 6/6
OPRAWA GRAFICZNA: 6/6
Podsumowanie: GENERAŁ******

Wilczex

środa, 10 sierpnia 2011

OWEN KING - JESTEŚMY W TYM WSZYSCY RAZEM (2000)



To było trudne. Trudno było mi zabrać się za tę książkę. Trudno było mi zająć OBIEKTYWNE stanowisko. W końcu zebrałam się na odwagę i wzięłam do ręki debiutancką powieść Owena Kinga, która od dobrych kilku miesięcy stała na półce. Dlaczego ta pozycja sprawiła mi tyle trudności?

Nazwisko autora pewnie wiele Wam mówi  - tak, to Owen  "z TYCH" Kingów! Młodszy syn uwielbianego przeze mnie pisarza chwycił za pióro. W zasadzie można było się spodziewać, że któraś z pociech Króla spróbuje swoich sił w literaturze. W rodzinie, w kórej każde z rodziców para się pisarstwem to nieuniknione. A w rodzinie, gdzie dodatkowo jedno z rodziców jest jednym z najbardziej poczytnych autorów i najbogatszym pisarzem świata - wręcz oczywiste.
  
Postanowiłam, że NIE BĘDĘ porównywać ojca do syna. Okazało się, że łatwiej powiedzieć niż zrobić. Po pierwsze, podobieństwo zaczyna się już tu - krew z krwi, nie da się zaprzeczyć:

Poza upodobaniem do fatalnych fryzur, obaj panowie współdzielą poczucie humoru, które u seniora jest jednak bardziej trafne. Ten sam dowcip opowiedziany przez każdego z nich, w wersji Stephena śmieszyłby bardziej. Miejsca akcji są podobne. Postacie - również. Po raz kolejny Mistrz nie daje się przerosnąć Uczniowi - światowi Owena brak intensywności, wyrazistych kolorów. Nie potrafi (jeszcze?) pokolorować świata tak, aby pozostał rzeczywistym.

Największe zastrzeżenia mam do postaci. Są...nijakie. Bohaterowie Stephena Kinga są indywidualnościami, nawet najmniej znacząca postać ma swoją osobowość. Po zamknięciu książki potrafimy scharakteryzować każdego z nich. Do dziś pamiętam, jak walczyłam ze sobą, aby nie zamknąć "Carrie" i nie rzucić jej w kąt - tak bardzo denerwowała mnie jej matka ;) Owen się stara, jednak ciągle brak mu tego "czegoś", choć wyraźnie da się odczuć " szkołę ojca".

 Na oficjalnej stronie internetowej Owena widzimy takie tło:


 Nie wiem jak Wy, ale ja widzę tu czystą inspirację "Christine", "Dziećmi kukurydzy" i "Bastionem". A może jestem po prostu zbyt "king-minded"?

Chciałabym jeszcze powiedzieć kilka słów na temat opowiadań z "Jesteśmy w tym wszyscy razem" samych w sobie. Akcja (podobnie jak u Stephena) rozwija się leniwie, życie bohaterów toczy się własnym rytmem. I nagle....ZAKOŃCZENIE! Często jakby nie z tego opowiadania, nie pasujące do całości. Miało zaskakiwać, a dziwi. Minus.

A teraz pora na duuży plus. Nie dość, że w tytułowym opowiadaniu pada wzmianka o Warszawie, to na dodatek na oficjalnym polskim serwisie Owena znajdują się m. in. takie oto słowa, kierowane do polskich czytelników:

Mam nadzieję, że jeśli przeczytacie 'Jesteśmy w tym wszyscy razem', spodoba Wam się, a jeśli nie, cóż, na miłość Boską, nie wyrzucajcie jej! Oddajcie do recyklingu.

Pozdrawiam,
Owen King

Dla kingomanikaów  sympatia pisarza do naszego kraju i rodaków nie jest tajemnicą. Zatem dedykacja Owena cieszy, lecz nie zaskakuje ;) W zasadzie to stwierdzenie pasuje do całej książki. ;) Najlepsza była tytułowa nowelka oraz ostatnie opowiadanie "Moja druga żona", które posiada najlepsze zakończenie. "Jesteśmy w tym wszyscy razem" jest najdłuższe, może dlatego najfajniejsze - niewykluczone, ze Owen odziedziczył po ojcu zdolność pisania opasłych tomiszczy, a tym samym słaby punkt, jakim są opowiadania. Stephen również nie powala większością z nich na kolana. Zatem zacznijmy polowanie na powieść Owena. Wierzę, że będzie lepsza. A niniejszego zbiorku ani nie wyrzucę, ani nie oddam do recyklingu. Postawię na półce, choć wątpię, abym do niej kiedyś wróciła.


JĘZYK: 3/6

REALIZACJA: 2/6

POSTACIE: 2/6

OPRAWA GRAFICZNA:2/6

 
Podsumowanie: KAPRAL**

Wilczex

niedziela, 7 sierpnia 2011

EDGAR ALLAN POE - OPOWIEŚCI NIESAMOWITE



Edgar Allan Poe - bóg mojego boga, Stephena Kinga. Po prostu musiałam sięgnąć po tę książkę. Nie bez powodu "Opowieści" zostały oprawione w formę zarezerwowaną dla klasyków -  Poe inspirował wielu pisarzy, w tym Juliusza Verne'a i A.Conana Doyle'a.

Opowiadania są naprawdę zaskakujące, pierwszoosobowa narracja potęguje nastrój grozy i tajemniczości. Książka wymaga ciągłego skupienia, ze względu na przestarzały język i archaiczną składnię. Niektórym może przeszkadzać to, że praktycznie brak tu dosłowności: kiedy historia osiąga apogeum, zamiast dokładnego opisu zdarzeń, znajdujemy wzmiankę, iż "działy się rzeczy, o których lepiej nie mówić". Jednak dla wielbicieli niedopowiedzeń i tajemniczości samej w sobie, będzie to prawdziwa gratka Osobiście uważam, że potwory wytworzone w naszej głowie są o wiele straszniejsze od najdokładniejszego opisu w książce. Poe wie, co robi.



JĘZYK: 4/6
REALIZACJA: 6/6
POSTACIE: 6/6
OPRAWA GRAFICZNA:-/-
 
Podsumowanie: PUŁKOWNIK*****
 
 
Wilczex